MIEJSCE PAMIĘCI I MUZEUM

AUSCHWITZ-BIRKENAU

BYŁY NIEMIECKI NAZISTOWSKI
OBÓZ KONCENTRACYJNY I ZAGŁADY

Auschwitz I blok 11 - wspomnienia

Do bloku 11 przeniesiono więźniów z karnej kompanii, którzy w początkowym okresie przebywali na piętrze bloku 3a. Pamiętam to dokładnie, gdyż przez okres 6 tygodni i ja także przebywałem w karnej kompanii (Strafkompanie - SK). Jako więźniowie SK nosiliśmy dodatkowe oznaczenie w postaci czarnych kół. (…) Więźniowie karnej kompanii, w której przebywali wszyscy Żydzi i księża, a także inni skazani za jakieś przekroczenia, zatrudnieni byli przy walcowaniu olbrzymiego placu, znajdującego się pośrodku obozu. Było nas około 40. Ciągnęliśmy olbrzymi walec o dwóch dyszlach, przy których znajdowały się poprzeczne drążki. Przy każdym drążku znajdowało się po dwóch więźniów. Walec musieliśmy ciągnąć przez cały dzień biegiem, z półgodzinną przerwą na obiad. Funkcję kapo sprawował osławiony Krankenmann, (…) który był człowiekiem patologicznie obciążonym, tyran wobec więźniów, zwłaszcza Polaków, nie mówiąc już o Żydach. Nad tymi ostatnimi znęcał się potwornie.

Erwin Olszówka (nr 1141)

 

Po upływie około dwóch tygodni karną kompanię przeniesiono do bloku 11. Umieszczono nas na parterze w ostatniej sali położonej po lewej stronie korytarza, wchodząc od strony bloku 28. Okna tej sali wychodziły na dziedziniec między blokami 11 i 10. Okna zabite były deskami. (…) W naszej sali nie było prycz i spaliśmy na siennikach. W dzień układano je w sterty. Na noc przynoszono do sali dwa wiadra, które służyły do załatwiania potrzeb fizjologicznych. Z chwilą przeniesienia do bloku 11 przydzielono nam niemieckiego więźnia kryminalnego Krankenmanna. Objął on równocześnie funkcję Blockältestera. Krankenmann był sadystą i na każdym kroku maltretował więźniów. (…) Przebywając w karnej kompanii wykonywałem różne prace, m. in. byłem zatrudniony przy równaniu i plantowaniu placu apelowego. W tym czasie, tj. w drugiej połowie 1940 roku, plac apelowy znajdował się na terenie dawnej ujeżdżalni koni. Później na tym terenie wybudowano 8 bloków. (…) Z karną kompanią pracowałem przy obsłudze żelaznego walca o dwóch dyszlach, do którego wprzęgano ponad 20 więźniów. Średnica walca mogła wynosić ponad 160cm. Praca odbywała się biegiem. (…) Pewnego razu za radą Arbeitsdiensta Otto Küsela wypuściliśmy wodę, którą był napełniony walec. Przez to stał się lżejszy i praca szła łatwiej. Niestety po pewnym czasie Krankenman zorientował się w naszym podstępie i za karę urządził nam sport i kazał dolać wody. Pracowałem także poza drutami ogrodzenia w rejonie dawnego Monopolu Tytoniowego przy burzeniu domów parterowych i obijaniu zaprawy z cegieł. Ponadto zatrudniony byłem przy wydobywaniu żwiru z Soły i wożeniu go taczkami na miejsce w pobliżu Theatergebäude. Praca odbywała się biegiem. (…) Śmiertelność w karnej kompanii była wysoka. Szczególnie wielu więźniów ginęło podczas pracy. Część z nich osobiście zamordował Krankenmann. Wydaje mi się, że w okresie mego pobytu w SK do grudnia 1940 roku zginęło około 180 ludzi. Miejsce zamordowanych w SK zajmowali inni. Codziennie do karnej kompanii napływało po kilka lub kilkanaście osób, wśród nich oprócz Polaków dużo było Żydów.

Czesław Bartys (nr 710)

 

Z końcem listopada któregoś dnia wieczorem, po powrocie z pracy do bloku, wywołano nazwisko inżyniera Walczyny i moje. Obaj tego samego wieczoru zostaliśmy skierowani do jednej z sal na pierwszym piętrze bloku 11. Okazało się, że umieszczono nas na tzw. kwarantannie wyjściowej. Rychło jednak koledzy uświadomili nam, że będąc na kwarantannie mamy w perspektywie dwie możliwości: albo faktycznie zwolnienie z obozu, albo przeniesienie do więzienia. Kwarantanna powinna trwać 21 dni. My kwarantannę zakończyliśmy 11.12.1942 roku. Pobyt na kwarantannie nie oznaczał możliwości próżnowania, gdyż mieliśmy pracować razem z więźniami karnej kompanii, oczyszczając z szuwarów stawy rybne. (…) Przewidziani do zwolnienia nie byli już strzyżeni. (…) W dniu zwolnienia otrzymaliśmy pod kuchnią po misce zupy i suchy prowiant. Później podpisywaliśmy dokument o zachowaniu tajemnicy tego, co w obozie przeżyliśmy. Jeśli chodzi o mnie i Antoniego Walczynę, to okazało się, że zostaliśmy przeniesieni do więzienia lubelskiego, bo podobno interweniowały w naszej sprawie władze miejskie. Dowiedzieliśmy się o tym od naszych rodzin po zwolnieniu nas z więzienia. Jako fachowcy byliśmy po prostu potrzebni, a ponadto moja rodzina dotarła do kierownika lubelskiego Landamtu niejakiego Weissa, który był chyba przekupiony i dzięki jego interwencji doszło do zwolnienia nas obu.

Józef Malison (nr 14705)

 

Przebywając w obozie macierzystym KL Auschwitz I słyszałem od kolegów, że w bloku 11 przebywali więźniowie Żydzi z Sonderkommanda. Był to okres chyba 1942 lub 1943 roku. Przypuszczam, że być może chodziło o więźniów zatrudnionych jako palacze (Heizer) w obozowym krematorium czynnym przy obozie macierzystym. (…) Więźniowie ci spali w bloku 11. Prawdopodobnie ulokowano ich na piętrze. Mówiono, że wspomniani więźniowie z Sonderkommanda byli przewożeni przez esesmanów do miejscowości położonych blisko Oświęcimia, zdaje się Żywca i Suchej, w których wykonywano publiczne egzekucje przez powieszenie.

Kazimierz Smoleń (nr 1327)