Rozmiar czcionki:

MIEJSCE PAMIĘCI I MUZEUM AUSCHWITZ-BIRKENAU BYŁY NIEMIECKI NAZISTOWSKI
OBÓZ KONCENTRACYJNY I ZAGŁADY

„Auschwitz. Monografia człowieka”. Cz. 9. Samobójstwo

Transkrypcja podcastu

Posłuchaj na: SPOTIFY | APPLE PODCAST

„AUSCHWITZ. MONOGRAFIA CZŁOWIEKA”

Książka „Auschwitz. Monografia człowieka” to pierwsza na skalę światową próba ukazania ludzkich emocji w realiach obozu Auschwitz. Jej autor – dyrektor Muzeum dr Piotr Cywiński – wykorzystał w niej fragmenty wspomnień i relacji ponad 450 Ocalałych. To właśnie słowa świadków stanowią fundament tej refleksji nad kondycją człowieka poddawanego procesowi odczłowieczenia w niemieckim nazistowskim obozie koncentracyjnym i zagłady Auschwitz. W podcaście przedstawiamy dziesięć rozdziałów tej szczególnej opowieści o człowieczeństwie wystawionym na najtrudniejszą z prób.

Część 9. Samobójstwo
Czyta: Paweł Sawicki

Pytania o samobójstwa są niełatwe. Analizując wspomnienia ocalałych, natykamy się na duże rozbieżności w ich oszacowaniu: z jednej strony niezwykle wiele wspomnień przytacza przykłady samobójstw, wydaje się, że – przynajmniej w Birkenau – prawie codziennie „ściągano kogoś z drutów”, a z drugiej strony, w ocenie niektórych1687, aktów ostatecznej desperacji – w stosunku do skali dehumanizacji i poniżenia w świecie obozowym – było stosunkowo niewiele.

Hadassah Rosensaft
„Często zastanawiałam się, czemu tak mało było samobójstw. Tak łatwo było po prostu dotknąć druty pod napięciem. Ale czy to byłoby samobójstwo? Czy byłby to akt odwagi czy słabości?”.

Viktor Frankl
„Odbieranie sobie życia nie miało większego sensu, skoro dla przeciętnego więźnia szanse przeżycia – kalkulując obiektywnie i biorąc pod uwagę wszystkie możliwości – i tak były przecież bardzo nikłe”.

Nie jest dziś możliwe, po spaleniu raportów administracji obozowej, precyzyjne ustalenie liczby samobójstw w obozie. Nawet tych najbardziej widocznych: dokonanych poprzez rzucenie się na druty pod napięciem. Ale gdyby owe raporty się uchowały i nawet gdyby odzwierciedlały rzetelnie prawdę, nie można by liczby z nich wynikającej porównać do liczby wszystkich fatalnych chwil zwątpienia, odpuszczenia walki, oddania się w ręce śmierci w taki lub inny sposób. To już na zawsze pozostanie historią niemożliwą do napisania.

Szymon Laks
„Setki, tysiące zesłańców nie wytrzymało nerwowo tego gwałtownego przejścia z jednego świata do innego, antypodowego, którego istnienia nie mogło podejrzewać, ani sobie wyobrazić w najkoszmarniejszych majaczeniach. Ci, po kilku dniach, nieraz po kilku godzinach pobytu w obozie, „szli na druty”.”

Przyczyny samobójstw były na ogół złożone. W przypadku Żydów pierwsza fala samobójstw miała miejsce w pierwszych godzinach lub dniach po przyjeździe do obozu i była niewątpliwie wynikiem dotarcia do świadomości ludzi ogromu Zagłady, wymordowania najbliższych, rodziców, współmałżonków, dzieci. Dodatkowym elementem kruszącym jakąkolwiek nadzieję był brak perspektyw na powrót do poprzedniego życia, nawet w przypadku wyzwolenia.

David Wiśnia
„Na ogół, średnio pięć osób z każdego transportu popełniało samobójstwo. Ci ludzie pytali więźniów w pasiakach, co się miało stać, i więźniowie im mówili. Ten horror był widoczny z wagonów towarowych. Cuchnący ogień zajadający się nieskończenie swą ludzką ucztą był prosto za drutami, widoczny dla wszystkich. Ofiary samobójstw podejmowały swą ostatnią decyzję, jaką przyszło im podjąć dla samych siebie, rzucając się na zelektryfikowane druty. Wielu z nich zostało zastrzelonych, zanim dotarli do drutów, przez strażników z wieżyczek wartowniczych, którzy mieli rozkazane strzelać do kogokolwiek, kto „usiłowałby uciec”. W trzecim lub czwartym dniu [mojej pracy w] Leichenkommando była nadzwyczajnie wysoka liczba ciężkich ciał. – Jak to się dzieje, że dziś jest ich tak wielu??? – ktoś zawołał. Kilka godzin wcześniej, przybył transport z Niemiec. Ci ludzie nie uważali się tak naprawdę za Żydów. Byli prawdopodobnie drugim lub trzecim pokoleniem pochodzącym z przodków, którzy może mieli jednego rodzica żydowskiego, może dziadka lub babcię. Albo, możliwe też było, że walczyli w pierwszej wojnie światowej dla Niemiec i nigdy nie wierzyli, że ich własny kraj w ten sposób ich zdradzi. Tak czy inaczej, najprawdopodobniej nie byli praktykującymi Żydami i myśleli o sobie wyłącznie jako o Niemcach, a nie Żydach. Było dla nich szczególnie gorzko znaleźć się w takim miejscu jak Birkenau i niezwykle duża liczba pośród nich wybrała zakończenie własnego życia”.

Dla więźniów, którzy przeżyli ów pierwszy szok, momenty załamania nadchodziły później. Ogólne osłabienie organizmu wpływało również na osłabienie silnej woli, jeśli do tego dochodziła jakaś choroba lub inna niemożność wykonywania pracy, czyli – w zasadzie – pewność narażania się na bicie, to wystarczało na ogół do załamania się jakiejkolwiek nadziei.

Jan Marszałek
„Więźniowie, bici, kopani, poniżani, zagonieni i zagrożeni, żyli w atmosferze mordu dokonywanego codziennie na tysiącach niewinnych ludzi, w atmosferze cuchnących dymów spalanych dzień i noc ofiar. Wszystko to było okropnym obciążeniem psychicznym, niezrozumiałym dla kogoś, kto tam nie był i sam tego nie przeżywał. Tak więc nie tylko głód, praca, bicie i kopanie, poniżanie, choroby i epidemie, ustawiczne zagrożenie własnego życia, ale i to straszliwe obciążenie psychiczne codziennej atmosfery bezkarnego mordu na tysiącach niewinnych ludzi łamały więźniów, odbierały im wszelką nadzieję i wszelkie siły do walki o przetrwanie. Wielu szło na druty wysokiego napięcia i popełniało samobójstwo”.

Charles Liblau
„Woleli skończyć ze swoim życiem w ten sposób, niż zginąć w komorach gazowych. Mężczyźni, którzy popełniali samobójstwo, byli przede wszystkim rannymi, chorymi albo desperatami, którzy nie znajdowali żadnego gestu pocieszenia, ciepła ludzkiego w ich osamotnieniu, w ich nieszczęściu”.

Leon Arditti
„Jeśli zmarł, to dlatego, że jego duch poddał się, zanim zrobiło to ciało. W którymś momencie, nawet nie zdając sobie z tego sprawy, ten człowiek zaakceptował swoją śmierć”.

Czasami wystarczyło nadejście jesiennych chłodów lub załamanie się pogody.

Jakub Wolman
„Najgorsze dni – to były dni deszczowe. W dni deszczowe było najwięcej samobójstw. Proszę sobie wyobrazić: człowiek wygłodzony, słaby, źle ubrany. Zaczyna padać deszcz. Stoisz na tym deszczu, stoisz dziesięć godzin, a tu deszcz pada bez przerwy, jesteś zupełnie przemoczony, koszula się lepi na grzbiecie, jest zimno, mokra ziemia przylepia się do łopaty, mokra łopata ślizga się w rękach. Więc człowiek się załamywał, rzucał łopatę i odchodził, żeby dać się zastrzelić”.

Siłą rzeczy niewiele jest opisów tego typu sytuacji w pierwszej osobie liczby pojedynczej. Tym niemniej, zachowane relacje potwierdzają w pełni oceny współwięźniów.

Dov Paisikovic
„Doszedłem do wniosku, że śmierć w tej sytuacji będzie czymś nienajgorszym –wybawieniem”.

Miriam Harel
„To jest ta noc, kiedy postanowiłam popełnić samobójstwo. Do diabła z tym wszystkim! Mam tego dosyć! Cały mój wrodzony optymizm znikł. Leżę na początku pryczy. Ręką wyczuwam wystający gwóźdź. Zaczynam przecinać sobie żyły. Nagle czuję czyjąś silną rękę. Koło mnie leży kobieta, która poczuła moje szybkie ruchy. – Co ty robisz?! – pyta. – Nie chcę, żeby mnie spalono. Wolę sama…. – Zwariowałaś? – szepcze do mojego ucha – chcesz umrzeć? Jesteś taka młoda! Mam 40 lat! Mengele zabrał mi dwojaczki, dwunastoletnie. Już więcej nie będę miała dzieci, a jednak chcę żyć! Rozumiesz? Szybko oddziera rękaw mojej zakrwawionej sukni i przewiązuje poraniony przegub. Jedynie skóra krwawi. Żyły jeszcze całe. – Śpij, dziecko! – rozkazuje”.

Druty pod wysokim napięciem były najczęstszym sposobem odebrania sobie życia, o ile oczywiście nie liczyć różnych, niejednoznacznych do zakwalifikowania, stanów załamania, w których człowiek po prostu przestawał walczyć o nie i w smutku oraz zobojętnieniu na własny los poddawał się, co skutkowało śmiercią.

Bohumil Pohl
„Część naszych czeskich kolegów nie znała tego języka [tj. niemieckiego], więc im tłumaczyłem, co było w listach nadsyłanych z domu. Pewnego dnia przyszedł do mnie jeden z takich więźniów, nazwiskiem Thürberger, z Karwiny. Małżonka pisała mu, że tęskni za nim, że ustawiła łóżko naprzeciw drzwi, aby go mogła zobaczyć natychmiast, jak tylko wejdzie do pokoju. Kolega ten po przetłumaczeniu listu bardzo posmutniał. W najbliższej nocy, jasnej i widnej od poświaty księżycowej, popełnił samobójstwo, rzucając się na obozowe ogrodzenie. Przypuszczam, że nie mógł znieść rozłąki z kobietą, którą poślubił zaledwie tydzień przed aresztowaniem”.

Kitty Hart
„Śmierć wydawała się łatwym wyjściem. Wystarczyło dotknąć zelektryfikowanego ogrodzenia, które nas więziło i skończyć... Codziennie w pobliżu ogrodzenia znajdywano martwe dziewczyny. Tak często bawiłam się tą myślą i nie wiem dlaczego, tak desperacko trzymałam się swojego życia. Prawdopodobnie dlatego, że byłam tchórzem i brakło mi odwagi, aby go sobie zabrać”.

Ruth Elias
„Stopniowo stawaliśmy się odporni na te śmierci, nasze uczucia się przytępiły i po pewnym czasie traktowaliśmy je jako codzienność: „Widziałaś tą lub tamtą?” – „Och, wczoraj poszła na druty”.”

Zdarzały się przypadki „umawiania się na śmierć” z esesmanem pełniącym służbę wartowniczą na wieżyczce. Ów strzelał do samobójcy, zanim ten dobiegł do drutów. Ofiara umierała szybciej, esesman dostawał kilka dni dodatkowego urlopu bądź inny bonus za uniemożliwienie ucieczki, a władze obozowe nie musiały wyłączać prądu, aby zdejmować zwłoki przyczepione do drutów.

Maria Żumańska
„W obozie były wypadki samobójstw. Bardzo często więźniarka w powyższym przypadku oznajmiała postowi pilnującemu, że nie chce żyć i pójdzie na druty – żeby strzelał. Była to umowa między więźniarką a postem”.

Ernst Toch
„Wskutek głodu i spadku wagi mego ciała (z 74 kg na około 40 kg) załamałem się psychicznie i poprosiłem go [esesmana], aby mnie zastrzelił. Wyjaśnił mi, że muszę upozorować ucieczkę, to wówczas może mnie zastrzelić”.

Poza „pójściem na druty” bywały także i inne rodzaje samobójstw, czy to w pracy, czy to poprzez powieszenie się, podcięcie żył, czy też otrucie.

Jerzy Tabeau
„Rasa odgrywała w tym wypadku dużą rolę, Aryjczyk musiał być w stanie bardzo ciężkim, by zostać skazanym na zastrzyk [fenolu], natomiast Żydzi zgłaszający się do szpitala w 80%-90% byli na to skazani. Wielu z nich wiedziało o tym i zgłaszało się do szpitala w celach samobójczych, nie chcąc rzucać się na druty naładowane prądem”.

Miklosz Nyiszli
„Przy każdej okazji, kiedy odbywałem wizytację chorych na kwaterach Sonderkommanda, niektórzy odwoływali mnie na bok i prosili o szybko i skutecznie zabijającą truciznę. Odmawiałem wszystkim. Dziś żałuję, że tak postępowałem. Umieraliby szybko i niezawodnie – tak, jak tego sobie życzyli”.

Niektórzy, nie potrafiąc zdobyć się na rzucenie się na druty, wybierali selekcję do komór gazowych. Robili tak w szczególności Żydzi i było to odbierane jako dołączenie do wcześniej zamordowanej rodziny.

Elżbieta Wawrzyczek
„Chore, osłabione, z ranami i wrzodami – odstawiono na bok. Ponieważ byłam wycieńczona po tyfusie – znalazłam się również w grupie odstawionych na bok. Z tej grupy zabrała mnie moja blokowa – Stenia, która w moje miejsce przyprowadziła jeszcze bardziej osłabioną więźniarkę – Żydówkę, która prosiła, aby posłać ją na śmierć i skrócić jej męki”.

Avraham Harshalom
„Wiele kobiet z naszego miasta dobrowolnie wybrało śmierć w komorach. Gdy przyszedł lekarz obozowy, aby dokonać selekcji, Dr Lisa Meschengisser, nie mogąca dłużej znosić tej udręki, błagała go łamiącym głosem: „Dodaj mnie do tych wybranych”. Lekarz spełnił jej prośbę. Siedemnastoletnia córka szefa Judenratu podobnie poprosiła o dołączenie do tych, które opuszczą obóz tranzytowy [tj. kwarantannę]; lekarz łaskawie zgodził się dopisać ją do listy przeznaczonej do komór gazowych”.

Samobójca – jeśli mu się nie powiodło – mógł zostać skazany na dotkliwą karę, pociągającą za sobą nawet śmierć. W końcu, jako numer, był jedynie zdehumanizowaną własnością Trzeciej Rzeszy, sygnowaną tatuażem na przedramieniu. Przejawem niesubordynacji w stosunku do tej reguły była wszelka próba decydowania o sobie, nawet ta ostateczna.

Raya Kagan
„Samobójstwo było uważane za przestępstwo: jeden z paradoksów Auschwitz. Ci, którym próba samobójstwa się nie udała, byli karani”.

Szymon Laks
„Niektórzy rzucali się na druty. Liczebność orkiestry zmieniała się niemalże z dnia na dzień, z czasem zmniejszała się w sposób katastrofalny. Doszło do tego, że pewnego dnia Agdan rzucił się na mnie z następującą pogróżką: - Ty, dolmeczer, powiedz tym skurwysynom, że jak nie przestaną chodzić na druty, to ich wszystkich pozabijam jak psów! – Udało mi się jednak – nie bez trudu – wytłumaczyć mu, że lepiej, aby zabrakło kilku muzyków niż całej orkiestry, której istotnym i najlepszym elementem byli „zagraniczne żydki”…”

Wysłuchali państwo dziewiątej części podcastu na podstawie książki dr Piotra Cywińskiego „Auschwitz. Monografia Człowieka”.

Czytał: Paweł Sawicki

Głosu Ocalałym użyczyły osoby związane z Muzeum Auschwitz:
Klaudia Sobanik
Łukasz Lipiński
Piotr Supiński
Kamil Krupnik
Wojciech Staroń
Michał Rolski
Dominik Łyduch
Szymon Pająk
Grzegorz Kmieć
Daria Janowiec
Łukasz Czopik
Aleksandra Socha
Agnieszka Staroń
Dorota Suwała
Dawid Sikora
Witold Łysek
Tomasz Michaldo
Alicja Wójcik
Jacek Płaza
Klaudia Szwak

Adaptacja na potrzeby podcastu: Agnieszka Juskowiak-Sawicka
Realizacja dźwięku: StudioPlac
Muzyka: JivexMusic

=====

Źródła relacji i wspomnień:
Hadassah Rosensaft (52406), „Yesterday. My Story”, New York-Jerusalem 2005, s. 39.
Viktor E. Frankl, „Człowiek w poszukiwaniu sensu”, Warszawa 2017, s. 43.
Szymon Laks, „Gry oświęcimskie”, Londyn 1979, s. 19.
David S. Wisnia, “One Voice, Two Lives. From Auschwitz Prisoner to 101st Airborn Trooper”, New Jersey 2015, s. 42-43.
Jan Marszałek (18857), cytat w: „Głód w obozie koncentracyjnym”, „Przegląd Lekarski – Oświęcim” 1984, s. 63.
Charles Liblau, „Les kapos d’Auschwitz”, Paris 1974, s. 27.
Léon Arditti, “Vouloir vivre. Deux freres a Auschwitz”, Paris 1995, s. 85.
Jakub Wolman (33611), Zeznania w procesie Rudolfa Hössa [IPN GK 196/87], w: Zapisy
terroru, t. 5, Warszawa 2019, s. 116.
Dov Paisikovic (A-3076), Relacja w: Oświadczenia, t. 44, s. 105.
Miriam Harel, „Teraz już możesz płakać…”, Cieszyn 2016, s. 126-127.
Bohumil Pohl (25632), Relacja w: Oświadczenia, t. 78, s. 179.
Kitty Hart, “I am Alive”, London 1961, s. 66.
Ruth Elias, “Triumph of Hope”, New York 1998, s. 112.
Maria Żumańska (29940), Relacja w: Oświadczenia, t. 4, s. 426.
Ernst Toch (70231), Relacja w: Oświadczenia, t. 9, s. 1288.
Jerzy Tabeau (27273), Sprawozdanie, w: Raporty uciekinierów z KL Auschwitz, „Zeszyty
Oświęcimskie”, nr spec. IV, Oświęcim 1991, s. 95.
Miklosz Nyiszli, „Byłem asystentem doktora Mengele. Wspomnienia lekarza Oświęcimia”, Oświęcim 2000, s. 55.
Elżbieta Wawrzyczek (33324), Relacja w: Oświadczenia, t. 21, s. 9.
Avraham Harshalom, “Alive from the Ashes”, Tel-Aviv 1990, s. 83.
Raya Kagan, “Des femmes au bureau de l’enfer”, Paris 2020, s. 95.
Szymon Laks, „Gry oświęcimskie”, Londyn 1979, s. 42.