„Auschwitz. Monografia człowieka”. Cz. 10. Nadzieja
Transkrypcja podcastu
Posłuchaj na: SPOTIFY | APPLE PODCAST
Książka „Auschwitz. Monografia człowieka” to pierwsza na skalę światową próba ukazania ludzkich emocji w realiach obozu Auschwitz. Jej autor – dyrektor Muzeum dr Piotr Cywiński – wykorzystał w niej fragmenty wspomnień i relacji ponad 450 Ocalałych. To właśnie słowa świadków stanowią fundament tej refleksji nad kondycją człowieka poddawanego procesowi odczłowieczenia w niemieckim nazistowskim obozie koncentracyjnym i zagłady Auschwitz.
W podcaście przedstawiamy dziesięć rozdziałów tej szczególnej opowieści o człowieczeństwie wystawionym na najtrudniejszą z prób.
Część 10. Nadzieja
Czyta: Paweł Sawicki
Halina Birenbaum zatytułowała swoją fundamentalną książkę wspomnieniową „Nadzieja umiera ostatnia”. I nie jest to poetycka formuła, wskazująca na postulat zachowania w sobie nadziei na lepsze jutro. W świetle ogromnej większości obozowych wspomnień to prawidło dotyczące rzeczywistości fizycznej. Człowiek żył tak długo, jak długo miał jeszcze jakąkolwiek nadzieję.
Halina Birenbaum
„Były wśród nas takie, którym głód, bicie, błoto, udręka fizyczna i duchowa odbierały siłę do walki o egzystencję. Wolały one natychmiastową śmierć na drutach elektrycznych obozu lub szły na rewir jako chore, co równało się z samobójstwem. Jednak większość spośród nas pragnęła przetrwać za wszelką cenę i pazurami czepiała się życia”.
Viktor Frankl
„Więzień, który stracił całą wiarę w przyszłość – w swoją przyszłość – był skazany a zagładę. Wraz z utratą wiary w przyszłość tracił jednocześnie swoją duchową orientację. Rezygnując z walki o samego siebie, popadał w psychiczną i fizyczną ruinę. Upadek ten był zwykle nagły i przyjmował formę kryzysu, którego symptomy były oczywiste dla bardziej doświadczonych więźniów. Wszyscy obawialiśmy się tego momentu i z niepokojem wyglądaliśmy zwiastujących go objawów – nie u siebie rzecz jasna, gdyż to byłoby niemożliwe, ale u swoich towarzyszy. Zazwyczaj zaczynało się od tego, że pewnego ranka więzień odmawiał ubrania się, umycia i wyjścia na plac apelowy. Nie pomagały wówczas żadne błagania, kary ani groźby”.
Eugenia Kaczyńska
„A ja, Boże kochany, sama nie wiem, dlaczego jeszcze żyję. Może mam trochę więcej szczęścia od innych? Po prostu szczęścia, bo odporności fizycznej na pewno nie. A może dlatego, że nie opuszcza mnie nadzieja. Nadzieja jest pożywką pozwalającą wytrwać. Nadzieja podtrzymuje iskierkę życia i nie pozwala zwariować”.
Tymczasem, jeśli przychodziła chwila fizycznego lub psychicznego załamania albo choćby moment trzeźwej oceny prawdopodobieństwa przeżycia jeszcze kilku tygodni – zachowanie nadziei nie było kwestią ewidentną.
Hermann Langbein
„W Dachau miałem nadzieję, że przeżyję obóz. W Auschwitz szybko tę nadzieję straciłem”.
Samuel Althaus
„To była egzystencja całkowicie wyzuta z nadziei. Prosty instynkt skłaniał nas do przetrwania jeszcze jednego dnia, jeszcze jednej godziny lub nawet jeszcze jednej minuty”.
Raphael Esrail
„Jesteśmy jedynie skazanymi oczekującymi śmierci. Finalnie nieprzychylny dla nazistów obrót wojny jedynie zwiększa niebezpieczeństwo dla nas – skazańców odroczonym wykonaniem wyroku. Esesmani muszą nas „zlikwidować” przed nadejściem oddziałów sowieckich. Trudno w takich warunkach żywić rozsądną nadzieję”.
Dora Goland-Blaufoux
„Denise, która bez przerwy mówiła: „Wyślą mnie tam”, faktycznie została wybrana. Przyciągała wszystkie nieszczęścia, gdyż z góry była do nich przekonana”.
Podobnie do wezwania sformułowanego przez Dantego Alighieri: Lasciate ogne speranza, voi ch’intrate, obóz już na samym początku w sposób przemyślany i zorganizowany miał doprowadzić Zuganga do utraty jakiejkolwiek nadziei. To miały spowodować popełniane na oczach wszystkich brutalne mordy na wybranych osobach z niemalże każdego nowego transportu, temu służył terror kwarantanny, temu wreszcie poświęcone były wszystkie przemowy powitalne.
Andre Balbin
„Blockältester stoi przed nami: „Pierwsze przykazanie: zakaz rozmów w szeregach. Tutaj ostrzegam was, jeśli będziecie się dobrze zachowywać, będziecie mieli szansę przeżyć trzy miesiące. Zrozumiano?”. Milknie, patrzy, czy jego słowa zrobiły wrażenie. W odpowiedzi słyszy śmiertelną ciszę. Wszystkie głowy są spuszczone. „Będziecie mieli szansę przeżyć trzy miesiące”. Tak, zrozumieliśmy. Jesteśmy skazani na śmierć”.
Wszystko w obozie wskazywało na wszechobecność śmierci, nie tej perspektywistycznej, ale tej nieustannie pukającej do drzwi baraku każdego niemalże więźnia.
Bolesław Dziewięcki
„Widziałem wtedy olbrzymi płomień z komina krematoryjnego. Porywała mnie zgroza i lękliwa tęsknota za wolnością lub przejściem w inny świat”.
Shari Leibovitz
„Obciążone dymem powietrze było nieustającym przypomnieniem, że życie jest cenne, nie tylko w jego normalnej rozpiętości, ale każda jego godzina, każda chwila”.
Nie dziwi zatem, że pracujący w samym centrum machiny śmierci, więźniowie Sonderkommando, byli całkowicie przekonani o tym, iż na końcu sami zostaną zabici i spaleni. W zasadzie, jako „nosiciele tajemnicy”, faktycznie byli pierwszymi na liście, a jeśli kilkudziesięciu z nich przetrwało obóz, to jedynie dzięki dezorganizacji panującej w ostatnich chwilach w ewakuowanym Auschwitz.
Shlomo Venezia
„Jedyną perspektywą była dla mnie chwila, kiedy zostanę zabity. Niektórzy mówią, że wytrwali dzięki zachowaniu nadziei, że kiedyś odzyskają wolność. Ja nie przypuszczałem, że wyrwę się z tego piekła. I nie sądzę, żeby ktokolwiek w Sonderkommandzie żywił taką nadzieję”.
Niepewność może w teorii współistnieć z nadzieją, takie jest wszak doświadczenie wielu ludzi w normalnym świecie. Analizując głębiej, można by się pokusić o stwierdzenie: pewność, stuprocentowa pewność nadziei już nie potrzebuje. Ale aby w obozie nadzieja mogła rozwijać się w sytuacji nieustannej niepewności, musiałaby być karmiona choćby małymi ziarenkami optymistycznych obserwacji, na których można by budować założenia przetrwania.
Viktor Frankl
„Byli więźniowie zgadzają się, że najbardziej przygnębiającym elementem obozowej rzeczywistości była niepewność co do długości trwania niewoli. Nikt z nas nie znał daty swojego wyzwolenia. Co więcej, mieliśmy świadomość, że czas, jaki spędzimy za drutami, jest nie tylko niepewny, ale przede wszystkim nieokreślony. Pewien znany psycholog zauważył, że życie w obozie koncentracyjnym było czymś w rodzaju „tymczasowej egzystencji”. Jego spostrzeżenie można by rozbudować, mówiąc, że była to „tymczasowa egzystencja zaplanowana na czas bliżej nieokreślony”.
Warto zatem skupić się na tych czynnikach nadziei, które najczęściej są wspominane przez ocalałych. Pierwszym, bardzo ważnym czynnikiem były rozmowy, które pozwalały projektować przyszłość. Nie do końca ważne, czy realistyczną, czy odpowiadającą szansom przeżycia, ewolucji sytuacji frontowej, perspektywie dotrwania do wyzwolenia. Było to trochę jak ucieczka w świat marzeń, jednak na tyle teoretycznie realnych, że stanowiły wyzwanie przetrwania w perspektywie nadziei na wykonanie jeszcze w życiu pewnych rzeczy. Główną rolą takich rozmów było zapewne odrzucenie idei śmierci i bardzo świadome wzmacnianie przekonania, że jest o co się starać. Rozmawiano więc o tym, co będzie po wojnie, czym kto się zajmie, jakie będzie miał priorytety, co spróbuje osiągnąć, w jakich sferach się zrealizuje. Przede wszystkim przekonywano siebie nawzajem, że realną jest perspektywa powrotu do normalnego świata.
Charlotte Delbo
„Rozmowa pozwalała nam robić plany powrotu, bo wiara w powrót pomagała wzmocnieniu nadziei. Te, które przestawały wierzyć w powrót, były martwe”.
Józef Matynia
„Każdy snuł plany na temat swojego przyszłego zawodu w wolnej Polsce. Byliśmy jeszcze młodzi. Takie rozmowy krzepiły, podtrzymywały na duchu, dodawały sił. Mamy nadzieję, nie wiedząc dokładnie na co. Trzeba przetrwać. Przyjazne spojrzenie, jakieś słowo wystarczają”.
Drugim czynnikiem było wieszczenie zbliżającego się końca wojny, końca systemu nazistowskiego, opresji niemieckiej. I tu też mniej istotne, czy przesłanki ku temu są realne, czy długość tej perspektywy może stanowić jakąkolwiek pociechę. Tu bardziej chodziło o wspieranie przekonania, że jest jakiś koniec i że ten koniec jest bliżej niż dalej.
Halina Birenbaum
„Wciągnęłam Helę na pryczę, obmyłam jej rany, zadrapania i siniaki wywarem z ziół, który dostawaliśmy do picia, otuliłam ją kocem i starałam się jak mogłam pocieszyć. Mówiłam więc, że na pewno wkrótce doczekamy się wyzwolenia, bo wszystko wskazuje na bliski koniec wojny. Moje słowa, choć bardzo dalekie od rzeczywistości, sprawiły Heli wyraźną ulgę. Widziałam to po niej, mimo że nie odezwała się do mnie”.
Liana Millu
„– Lekarka czytała gazetę – wyszeptała mi Gustine tonem konfidencjonalnym – i powiedziała, że w ciągu piętnastu dni będzie już po wszystkim [ergo: wkroczą Sowieci wyzwolą]. Od czterech bodaj miesięcy słyszałam takie przewidywania i musiałam wysłuchiwać tego jeszcze przez cały rok”.
Każda informacja, każda plotka mogła być podstawą do wzmacniania tego przekonania i weryfikacja rzekomych faktów nie była istotna. Nie chodziło bowiem o prawdziwy stan rzeczywisty: tu wszystko opierało się o to, co człowiek chciał usłyszeć, czego potrzebował, co było dla jego uszu konieczne. Analogią mógłby tu być mityczny porządek w religijnym wyjaśnianiu pewnych prawideł mających ukazać sens ludzkiego życia.
Rudolf Diem
„Wyjście zwalnianych z obozu było zawsze wielkim przeżyciem dla pozostałych. Niejeden łudził się nadzieją: teraz przyjdzie i na mnie kolej. Bo już wychodzi o jeden czy dwa numery za mną czy przede mną, bo ten był w podobnej sprawie wraz ze mną aresztowany itp.”.
Krystyna Żywulska
„Czepiałyśmy się kurczowo każdej możliwości, każdej nadziei na wydostanie się. Krążyła naiwna plotka, że na konferencji międzynarodowej zażądano od Hitlera zlikwidowania obozów koncentracyjnych, a przede wszystkim Oświęcimia. Hitler miał dać odpowiedź w ciągu 24 godzin. W przeciwnym razie Niemcy zostaną zrównane z ziemią. W ogóle byłyśmy przekonane, że cały świat przede wszystkim nami się zajmuje i o nas myśli”.
Im bardziej w końcówce 1944 roku zbliżał się front, tym bardziej każdy huk na horyzoncie stanowił jednoznaczne potwierdzenie nieuchronności załamania się potęgi niemieckiej i wyzwolenia obozu. Każde bombardowanie okolic obozu (a było ich cztery, potężne, głównie uderzające w nieodległą fabrykę kauczuku syntetycznego, tzw. Buna-Werke) zwiastować miało nadchodzące siły wyzwoleńcze.
Natan Żelechower
„Nocami wsłuchujemy się w ciszę, łowiąc odgłosy z daleka. Czekamy na pierwsze huki armat. Każdy warkot motoru gotowi jesteśmy przyjąć za grający karabin maszynowy, każdy stuk za wystrzał”.
Mietek Weintraub
„Całkowita euforia [po bombardowaniu]. Po raz pierwszy od tych pięciu pełnych udręki lat mogę widzieć początek końca. Światełko w tunelu”.
Rzecz jasna, kto obserwował lub brał sam udział w demontażu instalacji Zagłady, wyciągał z tego wydarzenia także – całkiem słusznie skądinąd – wnioski przepełnione nadzieją. Wieści te rozchodziły się szybko po całym obozie.
Maria Dziurdzia
„W grudniu 1944 roku część więźniarek z naszego komanda zabrano do „Abbruchkommando Krematorium III”. W komandzie tym pracowałyśmy wraz więźniami przy rozbiórce krematorium. W krematorium tym było 5 pieców. Więźniowie odbijali cegły. My układałyśmy je w kozły. Wyjmowałyśmy również ramy okienne. Byłam również w podziemiu, gdzie mieściła się komora gazowa. Przypominam sobie, że ściany komory pomalowane były jakimś jasnym kolorem. Ta praca, chociaż nie była lekka, dawała nam dużą satysfakcję i budziła w nas nadzieję, że dożyjemy wolności. Rozbiórka budynków krematoryjnych była dla nas równoznaczna z klęską hitlerowskiej Rzeszy”.
Tego typu wydarzenia, tego typu okruchy optymizmu potrafiły czynić cuda w mentalności więźnia, potrafiły dodawać mu sił, gdyż otwierały perspektywy– być może właśnie owe perspektywy, których tak bardzo nie było w obozie widać, a które wszystkim pozostawały tak niesłychanie niezbędne dla jakiejkolwiek nadziei.
Simone Alizon
„W końcu, życie czy śmierć, mało mnie to obchodziło. Byłam pewna zwycięstwa. Wierzyć w coś, tak, to może przenosić góry. I nieważne w co się wierzy, wystarczy wierzyć. Ale musi to być wiara całkowita, absolutna, niewzruszona”.
Jednak w warunkach niepewności, w której brakowało racjonalnych przesłanek dla budowania nadziei, musiano jej szukać gdzie indziej. I w tym miejscu objawiła się w obozie zbiorowa skłonność do szukania wyjaśnień w przestrzeni nieracjonalnej, dopatrywano się znaków, wróżb, przepowiedni, paranormalnych przesłanek, które – analizowane i komentowane obowiązkowo pozytywnie – również zagłuszały rzeczywisty brak perspektyw i zaspakajały głód przesłanek racjonalnych1658. To był trzeci, poważny, czynnik tworzący brakującą przestrzeń dla nadziei.
Primo Levi
„Mieliśmy nieuleczalną skłonność do dopatrywania się w każdym wydarzeniu znaku i symbolu”.
Jerzy Brandhuber
„Niepoślednią rolę w obozie odgrywały tzw. parole. Po obozie bez przerwy krążyły „wieści” o tym, że za trzy miesiące skończy się wojna”.
Na porządku dziennym były również interpretacje snów. Powstała nawet obozowa wykładnia symboli sennych, będąca adaptacją do realiów obozowych przedwojennych słowników sennych. Rzeczą frapującą jest to, że niektóre ze snów faktycznie miały charakter profetyczny, co tym bardziej utwierdzało więźniów w dowodowej niemalże wartości sennego wyrazu. Osoba doświadczona poniżej opisanym snem umarła dokładnie sześć tygodni później, a podobnych przykładów, które do nas dotarły we wspomnieniach, jest wielokrotnie więcej.
Zofia Kossak
„Łagodnej, cichej Mieci Korompay przyśniło się, że córka jej, owa śliczna Elżunia, zamęczona przez Gestapo na oczach matki, przyszła do niej i powiedziała: „Nie płacz, mamo, za sześć tygodni skończą się twoje utrapienia…” Sen był wyjątkowo wyrazisty, realny, i Korompayowa obudziła się, słysząc jeszcze głos dziecka. Nie wątpiła – a przekonanie to podzielały jej towarzyszki, że sen ów ma znaczenie prorocze. (…) W owym czasie transport pawiacki przeżywał nieuchronny pono w dziejach każdego transportu okres niezdrowego mistycyzmu, proroczych snów i wszelkiego rodzaju zjawisk nadprzyrodzonych, dotyczących przyszłości. Co powodowało tę falę? Uparta chęć znalezienia podstaw do nadziei w momencie, gdy na rezygnację było jeszcze za wcześnie, a przesłanki przywiezione z zewnątrz nie dawały się już utrzymać – czy rzeczywiste przeczucie znajdowania się w przededniu decydujących wydarzeń, znalezienia się u kresu drogi? Trudno odpowiedzieć. Tak czy owak w końcu listopada 1943 roku na lagrze rozpętała się istna ulewa nadzwyczajności. Nie było dnia bez nowego snu, wróżb, znaków na niebie”.
Jadwiga Apostoł-Staniszewska
„- Nie daj się nabierać na sny. – Zdecydowanie powiedziała Stasia. – Broń się przed nimi tak samo jak przed wszami. Zagryzą Ci nerwy. (…) Niektórym pomagają wróżby w przeżyciu, mnie nie. Ja się oskorupiłam i nie dopuszczam do siebie żadnych mocniejszych wrażeń”.
Primo Levi
„Gdybyśmy byli rozsądni, powinnibyśmy pogodzić się z tym oczywistym faktem, że nasze życie jest najzupełniej niewiadome, że wszelkie przypuszczenia na ten temat nie mają ani sensu, ani żadnych realnych podstaw. Ale ludzie bardzo rzadko bywają rozsądni, kiedy wchodzi w grę ich własny los. Znam już dostatecznie lagier, aby wiedzieć, że nie wolno nigdy pozwalać sobie na przewidywanie, zwłaszcza optymistyczne”.
Czwartym czynnikiem niosącym nadzieję była każda, choćby niewielka poprawa doli. Mogło to być coś naprawdę wielkiego, jak zmiana komanda na dużo lepsze, otrzymanie paczek z domu, czy też wejście w jakiś stały układ z kimś z obozowej arystokracji. Ale mogły to być także pierwsze cieplejsze dni wiosny, po przetrwanej z trudem zimie, zagojenie się dokuczliwej rany, zorganizowanie wygodnych butów, czy odnalezienie znajomego, o którym się myślało, że dawno już nie żyje.
Neftali Frankel
„W czasie, gdy pracowałem jako robotnik niewykwalifikowany, tak jak mój Ojciec, nie miałem pojęcia, jak poprawić swój los lub zapatrywać się na moją przyszłość. Prawda była taka, że mój cyniczny fatalizm tak bardzo wzrósł, głęboko we mnie, że przyjąłem po prostu istnienie przeznaczenia, przed którym nie było ucieczki. Żyłem z całkowitą obojętnością względem tego, co jutro mogłoby się wydarzyć. Czułem, że mój los jest powiązany z tysiącami tych, którzy dzień po dniu byli zgładzani w obozach śmierci, w jakich żyliśmy. Bywały chwile, w których życzyłem sobie, by moja ostatnia chwila nie zwlekała, wszak wydawało się to jedynym wyjściem z mojego nędznego bytowania. (…) Po dostaniu się na praktyki spawacza moje nastawienie zmieniło się na lepsze. Poczułem trochę więcej nadziei”.
Jadwiga Sarnowska
„[Po dostaniu się do dobrego komanda pracującego w Rajsku] Nie zapomnę nigdy wzruszenia, jakie ogarnęło mnie na widok kwitnących stokroci i spacerującej po polu kury. Pomyślałam wtedy, że przecież oprócz obozowego błota i kraczących nad obozem wron – jest jeszcze inne życie”.
Nadzieja jest ogromną siłą w obliczu zagrożenia. A każda siła może ujawniać swą moc na korzyść lub na niekorzyść człowieka. Esesmani doskonale to wiedzieli. Deportowani do obozu polscy Żydzi, zwłaszcza już w połowie 1943 roku, wiedzieli coraz lepiej, co oznaczał dla nich Auschwitz. Ale ci deportowani z dalszych stron okupowanej Europy byli karmieni w sposób przemyślany i systematyczny rozmaitymi kłamstwami, aby nadzieja w nich nie gasła. Mówiono ludziom: jedziecie na przesiedlenie, weźcie najbardziej potrzebne przedmioty, podpiszcie wasz bagaż, by mógł łatwiej wam później zostać zwrócony, osoby starsze zostaną odwiezione do obozu przejściowego ciężarówkami, rozbierając się, zwiążcie razem dobrze buty, by się nie pogubiły, pamiętajcie o ręczniczku i mydle… Człowiek, któremu wiele nie grozi, nie docenia potęgi nadziei. Człowiek, który stoi o krok od śmierci, gdyby mógł się chwilę racjonalnie i chłodno zastanowić, doszedłby do wniosku, że jego położenie jest dosłownie fatalne. Ale tenże chwyta się każdej okruszyny nadziei, jaką jest w stanie dostrzec. Wola przetrwania powoduje, że człowiek wyostrza znaczenie tego – a często i integruje w swej świadomości jedynie to – co ma za zadanie upewnić go w bezpieczeństwie, uspokoić, odsunąć wizję najgorszego.
Wacław Maliszewski
„Często tłumy Żydów węgierskich czekały po kilka godzin, aż nadejdzie ich kolej. Pracowaliśmy czasami w pobliżu tych ludzi [jako komando szklarzy]. Pewnego razu, widząc tłum oczekujący na odejście w kierunku komór gazowych, zwróciłem się do moich dwóch pomocników Żydów węgierskich, aby wytłumaczyli swoim pobratymcom, jaki faktycznie los ich czeka. Z zainteresowaniem przyglądałem się twarzom rozmawiających. Widziałem, jak zaczęli się sprzeczać. Oczywiście z dyskusji nic nie rozumiałem. Po chwili moi współtowarzysze z rezygnacją machnęli rękami i odeszli od oczekujących Żydów. Zapytani o wynik rozmowy oświadczyli, że przybysze nie chcą wierzyć temu, co im mówili, twierdząc, że przecież jeśli „wy żyjecie, to i my także z całą pewnością możemy egzystować w obozie”.”
Krystyna Żywulska
„Na tym właśnie polega cała groza, że ludzie mają do ostatniej chwili nadzieję. Dlatego idą. I my, mimo takiego doświadczenia, robimy to samo. Czy można dziwić się tamtym? Wszystko przemawia za tym, że to nasze ostatnie godziny. Boimy się spojrzeć prawdzie w oczy”.
Metoda tworzenia zasłonowych kruszynek nadziei była systematyczna w praktyce SS i nie dotyczyła zresztą jedynie zagłady Żydów. Jeśli przeanalizować postępowanie esesmanów w różnych aspektach, to widać, że z nadziei tworzyli sobie posłuszną broń.
Jerzy Skotnicki
„Pamiętam także siedmiu rosyjskich oficerów świeżo przybyłych z obozu jeńców, zostali wykąpani, potem sporządzono karty przyjęcia (Aufnahme), tatuowano, a to wszystko zrobiono w celu wprowadzenia w błąd oficerów, którzy podejrzewali, że idą na stracenie. Widocznie spodziewano się z ich strony jakiegoś oporu”.
To są jednak opowieści widziane jakby z boku. Rzecz jasna, nie mamy ani jednego wspomnienia zamordowanej ofiary. Nigdy nie dowiemy się, co się wówczas w głowach ludzi działo i pozostajemy na łasce naszej wyobraźni. Jednakże inaczej było w obozie. Ludzie, którzy dłużej w nim przebywali, znali obozowe mechanizmy, mieli czasem jakieś wyrobione stosunki społeczne, umieli przynajmniej spróbować się wydostać… Czasami nawet nie te zdolności, ale zwykły łut szczęścia powodował, że ktoś już wybrany, wyselekcjonowany na śmierć, nie mający – w przeciwieństwie do tych na rampie – najmniejszej wątpliwości, co go czeka, jednak unikał tego ostatecznego losu. Są to niezwykłe relacje opisujące procesy zachodzące w świadomości ludzkiej ocierającej się o nieuchronną śmierć. Dotarły do nas przez zupełny przypadek. Osobom, które to przeżyły, nie było z założenia pisane przeżyć. Pierwszy cytat pochodzi z tzw. bloku śmierci w obozie kobiecym w Birkenau, gdzie przetrzymywano bez jedzenia i picia wyselekcjonowane do gazu kobiety, czekając, aż zbierze się ich wystarczająca liczba.
Anna Kowalczykowa
„Blok nr 25 zagrodzony był murem. W bloku nie było podłogi, tylko grząskie błoto. W jednej połowie bloku leżały trupy, a w drugiej siedziało około trzy tysiące więźniarek nadsłuchujących, czy nie zbliża się warkot aut, którymi wywiozą je do komór gazowych. Nastrój był straszny. Płacz, lament, nieustające modlitwy, pomstowanie. Kobiety oszalałe ze strachu rzucały się jedna na drugą, bijąc się, gryząc, drapiąc i targając wzajemnie. Nie mogłam płakać. Zastygłam przy zakratowanym oknie i zastanawiałam się, czy śmierć przez zabicie gazem jest bolesna i czy odczuwa się coś jeszcze podczas spalania zwłok. Rozmyślałam nad tym, czy zabiją nas gazem, czy też spalą nas żywcem”.
Lusia Haberfeld
„Ale tam było pięć krematoriów, jak miałam się nie martwić? Nie miałam jeszcze trzynastu lat i tak bardzo chciałam żyć. Bolało mnie, gdy myślałam, że już nigdy nie zobaczę nieba oraz słońca. Nigdy nie zobaczę kwiatka lub źdźbła trawy, albo też nie poczuję powiewu wiatru na moim ciele – nigdy nie pokocham mężczyzny i nie zostanę pokochana. Nigdy nie wyjdę za mąż i nie będę miała dzieci. W zamian, w ogniu zostanę obrócona w popiół. Byłam bardzo, bardzo przerażona. Zostałam skazana na śmierć i leżałam chora i zmartwiona każdej nocy”.
Nadzieja umierała ostatnia, zgodnie z tytułem książki Haliny Birenbaum. Nadzieja była siłą, która mogła przeprowadzić przez najgorsze, przenosić góry, wzmocnić człowieka w sposób niezwykły, ale była też tą siłą, która pchała człowieka ku własnej śmierci, gdyż kazała mu, bezwzględnie, odczytywać wszelkie znaki na niebie i ziemi pozytywnie. Niezależnie od ich faktycznej wymowy. To rzutowało później, całymi latami, na ocenę tej sytuacji, w szczególności, zawiedzionej lub nie, wiary ocalałych w człowieka na zewnątrz obozu. Była to wiara paradoksalna:
Raya Kagan
„My, które doświadczyłyśmy na sobie okrutności tej epoki w samym sercu Europy, nie przestawałyśmy wierzyć w sumienie ludzkości”.
Ale rzutowało to i szerzej, jeszcze w obozie, na ich ocenę powrotu do normalności, powrotu możliwego, jeśli tylko uda się ów obóz przeżyć. To bardzo ważne, gdyż każda nadzieja była zakorzeniona w perspektywie powrotu do normalności. Tymczasem w swojej świadomości więźniowie przeczuwali, że normalność została w nich zabita raz na zawsze. Nie byli w stanie do niej całkowicie wrócić po doświadczeniu dwóch różnych, odmiennych światów. Mieli obawy, że jeśli nawet wyjdą z obozu, swojski świat poza drutami Auschwitz ich do końca nie rozpozna, nie zrozumie.
Krystyna Żywulska
„- Myślisz, że nawet jeśli przeżyjesz, będziesz podobna do normalnych ludzi?”.
Zofia Kossak
„- Boję się chwili powrotu – wyznaje jedna. – Mamusia nie przestaje modlić się o to, żebym wróciła – a właściwie nie ja, ale ta dziewczynka, która wyjechała z domu… A ja przecież jestem teraz zupełnie inny człowiek”.
Wysłuchali państwo ostatniej części podcastu na podstawie książki dr Piotra Cywińskiego „Auschwitz. Monografia Człowieka”.
Czytał: Paweł Sawicki
Głosu Ocalałym użyczyły osoby związane z Muzeum Auschwitz:
Agnieszka Wieliczko
Tomasz Czepiec
Alicja Tomasikiewicz
Grzegorz Kmieć
Dariusz Goiński
Tomasz Oleś
Aneta Trojanowska
Jan Kapłon
Adrian Toporek
Elżbieta Pietruczuk
Bartosz Bartyzel
Edyta Waliczek
Jakub Broszkiewicz
Magdalena Wrońska-Sudoł
Krzysztof Adamczyk
Agnieszka Bieniek
Przemysław Biela
Tomasz Warchał
Natalia Zięba
Iwona Król
Piotr Cywiński
Piotr Kościelnik
Katarzyna Wieczorek
Magdalena Drzyżdżyk
Grzegorz Chwierut
Anna Żmuda
Tomasz Michaldo
Tomasz Ciesielski
Martyna Kubińska
Iwona Żurek
Joanna Brusik
Adaptacja na potrzeby podcastu: Agnieszka Juskowiak-Sawicka
Realizacja dźwięku: StudioPlac
Muzyka: JivexMusic
=====
Źródła relacji i wspomnień:
Halina Birenbaum, „Nadzieja umiera ostatnia. Wyprawa w przeszłość”, Oświęcim
2009, s. 121-122.
Viktor E. Frankl, „Człowiek w poszukiwaniu sensu”, Warszawa 2017, s. 120-121.
Eugenia Kaczyńska (45887), w: „Byłem numerem…”, Warszawa 2004, s. 132.
Hermann Langbein, „Ludzie w Auschwitz”, Oświęcim 2017, s. 105.
Samuel Althaus, “Where Is God? Auschwitz-Birkenau to Dachau. 1942 to 1945”,
[b.m.] 2001, s. 74.
Raphael Esrail, “L’espérance d’un baiser. Le témoignage de l’un des derniers
survivants d’Auschwitz”, Paris 2017, s. 146.
Dora Goland-Blaufoux, “Un présent qui s’accroche a moi”, Paris 2007, s. 94.
André Balbin, “De Lodz a Auschwitz en passant par la Lorraine”, Nancy 1989, s. 67.
Bolesław Dziewięcki, „Z dna piekła. Moje przeżycia w niemieckich obozach
koncentracyjnych 1943-1945”, Gdynia 2015, s. 43.
Shari Lebovitz (39439), [Shari: A True Story], USHMM Collection, RG-02.007*01, s. 69. s. 93.
Shlomo Venezia, „Sonderkommando. W piekle komór gazowych”, Warszawa
2009, s. 121.
Viktor E. Frankl, „Człowiek w poszukiwaniu sensu”, Warszawa 2017, s. 114-115.
Charlotte Delbo, „Żaden z nas nie powróci”, Oświęcim 2002, s. 163.
Jozef Matynia, „Młodość utracona za drutami”, Oświęcim 2011, s. 49.
Halina Birenbaum, „Nadzieja umiera ostatnia. Wyprawa w przeszłość”, Oświęcim
2009, s. 127.
Liana Millu, „Dymy Birkenau”, Oświęcim 2007, s. 146.
Rudolf Diem (10023), Relacja w: Wspomnienia, t. 172, s. 48-49.
Krystyna Żywulska, „Przeżyłam Oświęcim”, Warszawa 2004, s. 78.
Natan Żelechower (127262), Relacja w: Wspomnienia, t. 83, s. 66.
Mietek Weintraub, “The Arrival. I Sought God in Hell”, Jerusalem 2012, s. 170.
Maria Dziurdzia (7408), Relacja w: Oświadczenia, t. 36, s. 93.
Simone Alizon, “L’exercice de vivre”, Paris 1996, s. 210.
Primo Levi, „Czy to jest człowiek”, Oświęcim 2017, s. 75.
Jerzy Brandhuber (87112), Relacja w: Oświadczenia, t. 78, s. 226.
Zofia Kossak, „Z otchłani”, Oświęcim – Warszawa 2004, s. 211-212.
Jadwiga Apostoł-Staniszewska, „Echa okupacyjnych lat”, Warszawa 1973, s. 280.
Primo Levi, „Czy to jest człowiek”, Oświęcim 2017, s. 33.
Neftali Frankel, “I Survived Hell”, New York 1991, s. 112-113.
Janina Sarnowska (29860), Relacja w: Oświadczenia, t. 35, s. 105.
Wacław Maliszewski (59195), Relacja w: Oświadczenia, t. 16, s. 69-70.
Krystyna Żywulska, „Przeżyłam Oświęcim”, Warszawa 2004, s. 196.
Jerzy Skotnicki (125762), Zeznania w sprawie karnej członków byłej załogi SS [IPN
GK 196/89], w: „Zapisy terroru”, t. 5, Warszawa 2019, s. 78.
Anna Kowalczykowa (27658), Relacja w: Oświadczenia, t. 19, s. 67.
Lusia Haberfeld (48703), “Lauferin. The Runner of Birkenau”, Victoria 2002, s. 51.
Raya Kagan, “Des femmes au bureau de l’enfer”, Paris 2020, s. 80.
Krystyna Żywulska, „Przeżyłam Oświęcim”, Warszawa 2004, s. 92.
Zofia Kossak, „Z otchłani”, Oświęcim – Warszawa 2004, s. 245.