„Auschwitz. Monografia człowieka”. cz. 2 Śmierć
Transkrypcja podcastu
Posłuchaj na: SPOTIFY | APPLE PODCAST
„AUSCHWITZ. MONOGRAFIA CZŁOWIEKA”. cz. 2
Książka „Auschwitz. Monografia człowieka” to pierwsza na skalę światową próba ukazania ludzkich emocji w realiach obozu Auschwitz. Jej autor – dyrektor Muzeum dr Piotr Cywiński – wykorzystał w niej fragmenty wspomnień i relacji ponad 450 Ocalałych. To właśnie słowa świadków stanowią fundament tej refleksji nad kondycją człowieka poddawanego procesowi odczłowieczenia w niemieckim nazistowskim obozie koncentracyjnym i zagłady Auschwitz.
W podcaście przedstawiamy dziesięć rozdziałów tej szczególnej opowieści o człowieczeństwie wystawionym na najtrudniejszą z prób.
Część 2. Śmierć
Czyta: Paweł Sawicki
O ile w naszym normalnym życiu temat umierania wiąże się naturalnie z kwestiami ostatecznymi, to w obozie było jednak inaczej. Śmierć nie tylko wieńczyła życie, ale groziła w każdej chwili. Śmierć była od samego początku obecna, ciągle, codziennie, nieustannie. Śmierć była wszechobecna. Niewiedza, czyje prochy właśnie ulatują z dymem w niebo, czy sąsiad na pryczy jeszcze śpi, czy już umarł, kto w ogóle jeszcze żyje, a kto już nie, powodowała, że śmierć nie następowała na końcu. Ona panowała w obozie. Doświadczenie obozu to doświadczenie bliskości śmierci, jej namacalności, jej wszechobecności, ale także jej cielesności. Obóz i śmierć to dwa pojęcia całkowicie ze sobą związane. Dla wielu ludzi – zwyczajnie nie mających wcześniej styczności ze śmiercią w innej formie niż zrytualizowanej, możliwej do żałobnego przeżycia, poniekąd zrozumiałej, kontakt z nią jako stałą partnerką życia był niewątpliwie ogromnym szokiem. Stanowił jeden z podstawowych elementów stresu odczuwalnego w pierwszym, adaptacyjnym okresie obozowego bytowania.
Filip Muller
„Wówczas pierwszy raz w życiu dotknąłem martwego ciała. Ona jeszcze nawet nie była zimna”.
Hilda Hrabovecka
„Do siedemnastego roku życia nigdy nie byłam blisko umierającego, nie mówiąc już o zmarłej osobie; od tej pierwszej nocy w Auschwitz cierpienie i śmierć stały się częścią mojego codziennego doświadczenia”.
Oto słowa czternastolatki z Polski o swojej rówieśniczce z Węgier, która straciła całą rodzinę i przychodziła na pryczę do matki owej czternastolatki, w poszukiwaniu zastępczej miłości matczynej. Spały razem, pod jednym kocem, na jednej pryczy:
Ester Friedman
„Któregoś dnia rano obudziło mnie dziwne zimno Eli. Przytulona do mnie zmarła w nocy, trzymając moją rękę. Przez długi czas jeszcze czułam jej rękę w mojej i krzyczałam, gdzie jesteś Eli, gdzie jesteś? Po raz pierwszy leżałam całą noc z kimś, kto nie żył i to było straszne”.
Jeśli każde takie doświadczenie, traktowane z osobna, może mieć efekt głęboko stygmatyzujący i traumatyczny, to co dzieje się, jeśli podobne bodźce dotykają człowieka wielokrotnie w ciągu każdego dnia i każdej nocy? Co dzieje się z psychiką obserwującego, jeśli widzi zmarłych po przebudzeniu, padających na apelu, umierających w ciągu pracy, rzucających się na druty obozowe, bitych i mordowanych przez esesmanów i kapo, leżących – już nieżywych – niemalże koło każdego baraku?
Jadwiga Apostoł-Staniszewska
„Umarłe były wszędzie. O każdej porze dnia i nocy. Widziało się je w błocie przed barakami, w barakach, w szczerym polu, gdzie pracowałyśmy, pod bramą czy na drutach otaczających obóz. Stan liczebny obozu nie uległ większym wahaniom, tylko zmieniały się twarze. Masowo ubywało numerów i tak samo masowo przyrastały”.
Znaczenie śmierci, kiedyś transcendentalne, graniczne, niewysławialne, osnute religijną bogobojnością, traci swój wcześniejszy wymiar. Zaczyna być codziennością. Następuje wówczas najwyraźniej – w świetle wspomnień – proces, który jest nie tylko oswajaniem, ale także skrajnym zobojętnieniem na widok śmierci.
Jerzy Pozimski
„Brzydzę się sam sobą – bo zaczynam przyzwyczajać się do śmierci, do dziennego widoku ludzi zabitych kijami, uduszonych w pracy, do widoku zmarłych po biegunce, z których ściąga się co lepsze buty, ubranie…”
Maria Ślisz-Oyrzyńska
„Natomiast widok porzuconych po lagrze ciał czy też stosy trupów z czasem przestały robić na mnie wrażenie. Nie uświadamiałem sobie w pełni, że to przecież byli ludzie. Stosy trupów walające się w błocie czy też transportowane ręcznymi wózkami lub „tragami” — nie robiły na mnie większego wrażenia. Czasem serce mocniej zabiło, kiedy spotkałam trupa, który zwracał uwagę, np. z odgryzionym przez szczury nosem lub wygryzionymi policzkami, bez palców u rąk i nóg. Ale „normalny trup” był tylko trupem, na którego nie zwracano większej uwagi”.
W owym oswajaniu śmierci społeczność obozowa nadała jej nawet specjalne desygnaty, zwroty lingwistyczne, które najpełniej ukazują ów proces szukania nowego języka313, tak bardzo zwykły język nie przystawał do opisu sytuacji.
Bronisław Jureczek
„Wasz kapo Franz w tej chwili jest już w Himmelkommando”.
Jan Stawarz
„…„wzięli go” lub „poszedł na rozwałkę”, „został rozbity”, „dostał szpilę”, „wyleciał kominem”…”
W tej sytuacji należy się zastanowić nad zmianami ujawniającymi się w postrzeganiu wagi życia i śmierci. Ich wzajemnego znaczenia i korelacji. W cieniu obozowego przysłowia – Sowieso: Krematorium317 – przewartościowane musiały zostać zupełnie ekstremalne składniki człowieczeństwa, którymi są niewątpliwie zarówno życie, jak i śmierć. Wypowiedzi na ten temat są na ogół krótkie, ucinające jakiekolwiek spekulacje, jakby zdający relację mnie byli do końca przekonani, że zagadnieniu temu warto poświęcić uwagę, jakby nie wierzyli, że ci, którzy przez to nie przeszli, będą w ogóle w stanie obóz pojąć, trwając w swoim własnym postrzeganiu wartości życia i śmierci.
Isidore Greengrass
„Życie w obozie było bardzo tanie. Nic nie znaczyło”.
Stanisław Kobylański
„Śmierć była w obozie zjawiskiem tak powszednim jak nędza, bicie, głód i nie robiła już wrażenia na więźniach”.
Załmen Gradowski
„Ja sam również jestem skazany na śmierć. Czy umarły może płakać po umarłych?”
Tak mocne doświadczanie nieuchronności, codzienności i wszechobecności – chciałoby się rzec: normalności – śmierci zostawiało czasami daleko idące ślady w psychice, w umysłach i emocjach ocalałych.
Henryk Król
„Z obozu wyniosłem trwałą skazę – jestem nieczuły na śmierć, na widok zmarłych. Pogrzebałem już wiele najbliższych osób z rodziny, ale nigdy np. nie wzruszył mnie widok ciała w trumnie. Początkowo sądziłem, że w ogóle stałem się anormalny, jeśli chodzi o sferę uczuciową. Ale tak nie jest. Potrafię się wzruszyć dobrym filmem – ale nie śmiercią drugiego człowieka. To jest właśnie ten uraz, który wyniosłem z obozu, gdzie codziennie widziało się dużo, czasami bardzo dużo trupów, gdzie życie ludzkie nie przedstawiało żadnej wartości”.
Tymczasem owo doświadczenie zawierało w sobie nie tylko widok trupów. Śmierć jest nie tylko stanem, jest również okresem przejściowym, jest umieraniem. Więźniowie widzieli jeszcze żyjących, których los został przypieczętowany – ludzie ci zostali już wyselekcjonowani, odseparowani i zabrani do komór gazowych. Widzieli osoby, które wiedziały, że są bez szans, że nadchodzą ostatnie minuty, kwadranse ich życia. W przeciwieństwie do jeszcze niczego nieświadomych, nowo przybyłych do obozu, doświadczeni więźniowie wiedzieli, gdzie była granica nadziei i wiedzieli, kiedy śmierć stawała się nieuchronna.
Pelagia Lewińska
„Jedne ze wskazanych płakały, niekiedy nawet krzyczały i opierały się wyjściu z szeregu, ale przeważna ilość szła milcząc, godnie. Dlaczego odchodziły tak spokojnie, mając pełną świadomość, co je czeka? Myślę, że była to rezygnacja, którą dawno przyjęły, jako jedyne nastawienie. Wiele z nich zupełnie nawet niezmieszanych, nam pozostałym patrzyły w oczy, żegnały; niekiedy nawet podniosły rękę na pożegnanie, zdawały się mówić: My dziś – jutro wy”.
Mieczysław Bednarski
„Druga grupa stała o trzy kroki w lewo od nas. Staliśmy i czekaliśmy na dalsze zarządzenia. Naraz w grupie stojącej obok nas usłyszeliśmy jakiś szmer. Zauważyłem w oczach niektórych osób łzy, które dużymi kroplami kapały na drelichy. Stali jednak w dalszym ciągu spokojnie. W pewnym momencie zaczęli rzucać w naszą stronę chusteczki, scyzoryki i inne drobne przedmioty. – Co to znaczy! – spytałem stojącego obok mnie starego więźnia. – Im to już niepotrzebne – odpowiedział. – Idą na rozstrzelania… Widzisz przecież, jaka równa liczba. Szybko przeliczyłem dziesiątki. Tak, dziesięć dziesiątek, razem sto”.
Elisa Springer
„Tragizm naszej rozpaczy i tymczasowy charakter bytu powodowały, że nazbyt szybko zapominałyśmy o towarzyszkach niedoli, które tak łatwo zamieniały się w popioły, a jeszcze przed chwilą, przed kilkoma godzinami zaledwie, były ludźmi, dzieliły z nami brudne prycze, dzieliły się kawałkiem chleba i nadziejami, że wyjdziemy żywe z obozu”.
Sama śmierć zatem, tak namacalna, tak obecna, umykała tak naprawdę słowom i definicjom nabytym jeszcze w życiu. Były zatem dwie śmierci: jedna niewidoczna, wszechobecna i teoretyczna oraz ta banalna, cielesna, którą widziało się na co dzień, z którą się nieustannie obcowało.
Jadwiga Apostoł-Staniszewska
„Śmierć w obozie zagłady nie miała skrzydeł anioła. Była naga, odarta ze świętości i powagi, ogołocona z wszelkich uczuć, pozbawiona słów, pieśni i ceremonii. Ponura była jak noc, cicha i bezimienna. Nikt nie opłakiwał, nie mówił o niej, nie wspominał, nie przeżywał. Tkwiła w każdym z nas. Zamordowanym nie kopano grobów, nie znaczono miejsc, nie grały werble, nie zaśpiewał ptak”.
Zofia Kossak
„Leżały, jak popadło. Nikt w lagrze śmierci nie szanował, zwłoki ludzkie traktowano na równi z rzuconą szmatą, przeto jedne zmarłe leżały twarzą do ziemi, z rękoma rozrzuconymi bezwładnie, tak jak je ciśnięto z nosiłek – inne na wznak, ukazując szeroko otwarte oczy i usta zastygłe w krzyku. Pokryte ranami ciała miotnięte były jedne na drugie, w poprzek, w skos”.
August Kowalczyk
„Widziałem już tyle śmierci. Człowiek prowadzony na rozstrzelanie, martwy kolega, przyniesiony na naszych barkach, poczucie stałego przecież zagrożenia – to był codzienny krajobraz mojego życia. Śmierć spowszedniała. Śmierć człowieka”.
Śmierć stawała się tak wszechobecna, że można było czerpać z niej pewne korzyści. Jeśli – dla przykładu – przyjeżdżały liczne transporty, to mogło oznaczać wzbogacenie ogólne wtórnego rynku funkcjonującego w obozie, jeśli natomiast umieralność w danym bloku wzrosła, zapowiadać większą ilość żywności do podziału, zanim ową umieralność odnotują apele338. Widok konającego więźnia mógł pozwolić zagospodarować jego niezjedzony kawałek chleba lub stosunkowo dobre buty, ewentualnie przehandlować jego łyżkę, menażkę, czapkę czy inne ubrania. Nawet miejsca szczególnie naznaczone śmiercią mogły być bezpieczniej wykorzystywane.
Konstanty Piekarski
„W czasie Wigilii 1940 roku zostałem zaproszony przez Alberta na kolację do kostnicy. Było to dziwne miejsce jak na taką uroczystość, ale zarazem najbezpieczniejsze w całym obozie. Esesmani tam nigdy nie przychodzili. Nawet kapo i starsi blokowi unikali kostnicy”.
Śmierć w obozie bywała przewidywalna, czuło się jej nadejście, czy to w załamaniu psychiki, czy to w fizycznych, biologicznych prawidłach zdrowia ludzkiego. Każdego dnia rozgrywały się dramaty pożegnań, a czasami była to cisza odprowadzająca współwięźnia do ostatecznego rozstaju ludzkich dróg.
Tadeusz Sobolewicz
„[Ojciec] podniósł się na pryczy, spojrzał na mnie i cicho powiedział: - Nie wiem, czy wyjdę z tej choroby żywy. Czuję się bardzo źle. Jeśli coś się ze mną stanie, a ty wyjdziesz z obozu – zaopiekuj się matką. Co tam zostanie po mnie – podzielcie sprawiedliwie. – Słuchałem tego jakby sparaliżowany. Nie rozumiałem – nie chciałem rozumieć tego, co mówił do mnie. Otrząsnąłem się i rzekłem: – Ale, co ty, tatusiu. Musisz wylizać się z tego – i nagle uprzytomniłem sobie, że sam nie bardzo w to wierzyłem. Ojciec przyciągnął moją głowę do siebie i dorzucił bardzo słabym szeptem: – I powiedz matce, że ją bardzo kochałem i zawsze jej byłem wierny – ucałował moją ogoloną głowę, a potem znów położył się na pryczy. Pomachałem mu ręką i dodałem: – Może uda mi się czasem wpaść. Trzymaj się. – Ale ojciec już mnie nie słyszał. Był nieobecny”.
Charlotte Delbo
„Wyróżnia się te, które są już na krawędzi śmierci, wieczorem śmierć ich dosięgnie. Jej obecność rysuje się na twarzy wyraźnie i nie musimy się porozumiewać wzrokiem, by każda zrozumiała, że Suzanne Rose wkrótce umrze, i że Mounette też umrze. Śmierć je naznaczyła na skórze, naciągając ją na kościach policzkowych, w oczodołach, na szczękach. Wiemy, że nie ma sensu mówić im o domu, synu czy matce, już za późno. Nic już nie możemy dla nich zrobić”.
Pospolitość śmierci przenikała umysły więźniów i kazała mieć na uwadze zbliżający się koniec własnego życia. Niezależnie od przywiązania do życia, od nadziei, od walki o przetrwanie, świadomość kruchości więźniarskiej egzystencji kazała się liczyć z kruchością egzystencji własnej.
Aleksander Giermański
„W obozie były jakby dwa rodzaje śmierci. Jeden, ten najgorszy — to powolne konanie jako wynik stosowanej metody wyniszczenia, wyzbywanie się sił, choroba, biegunka, infekcja i śmierć z wycieńczenia. (...) Nastrój ludzi w oczekiwaniu śmierci — to bezsilność, rozpacz, a najczęściej obojętność, rzadko paniczny strach. Nie widziałem u nich nawet chęci obrony, bo jej nie było, a często nie było i chęci do życia. (...) Liczyłem się raczej z drugim rodzajem śmierci: ze śmiercią nagłą, skazany na śmierć, rozstrzelany, powieszony itp., zagazowany. To był inny rodzaj śmierci i inaczej był przeżywany przez skazanych”.
Ruth Bindefeld Neray
„Wówczas nie zdałam sobie sprawy, że zaakceptowałam własną śmierć i że ta zgoda na własną śmierć, którą sobie dałam w trakcie bicia, pozwoliła mi iść ponad wszelkie rozsądne granice, ponad każdy lęk”.
Jednakże nad obozem unosiła się też i inna śmierć. Nieopodal dymiły krematoria i widać było łuny z dołów paleniskowych. To była śmierć niewidoczna, choć olfaktorycznie odczuwalna. Śmierć zakamuflowana, ale jakże żywa: czy to dla więźniów z transportów żydowskich, czy to dla tych wszystkich, których bliscy zostali wyselekcjonowani już w obozie, w szpitalach lub podczas apeli.
Shari Lebovitz
„Starałyśmy się o tym nie myśleć, ale nie było niczego innego, czym mogłybyśmy zająć myśli”.
Miriam Harel
„Moja sąsiadka, pani Codesh, przybyła tam z Wilna z 15-letnim synem. Był wysoki jak na swój wiek. Kiedy widziała, że dzieci posyłają na lewo, poradziła mu: „Idź z dziećmi. One chyba dostaną szklankę mleka”. Już w Izraelu, w dniu urodzin jedynego syna, zażyła kupę pigułek. Miała 40 lat. Nie była w stanie wybaczyć sobie, że posłała go na śmierć”.
Ta świadomość bliskości machiny eksterminacyjnej była szczególnie mocno obecna w Birkenau. Liczne relacje, które ciężar ten przemilczają, wskazują na traumatyczny jego charakter. W zapisach wspomnień widać czasami próby załagodzenia tej trwogi poprzez uwypuklanie faktu, że wielu deportowanych nie spodziewało się swojego końca. W obozie jednak wszyscy wiedzieli, czuli, słyszeli, a jednocześnie nikt, poza więźniami Sonderkommando, nie widział bezpośrednio. Więźniowie widzieli, jak ofiary idą spokojnie, jak czekają w lasku przed krematoriami IV i V na swoją kolej. I nikt nie wiedział, co jest lepsze, jak na to wskazuje zapis dyskusji w jednej z kancelarii obozowych:
Raya Kagan
„Lepiej dla nich, jeśli idą na śmierć, nie wiedząc o tym – powiedziała Frau Mendelson. Zamilkłyśmy”.
Zwłaszcza w Birkenau, w drugiej połowie 1943 roku i w roku 1944, gdy nowe krematoria już funkcjonowały, wszyscy widzieli i wiedzieli. To już nie była śmierć, to był mord. Masowy mord. Bardzo rzadko – co ciekawe – słowo mord pada w tekstach wspomnień. To też może być pewnym śladem oswojenia śmierci.
Maria Jezierska
„W kierunku krematoriów prowadzono tysięczne tłumy, dzieci, kobiet i mężczyzn, młodych i starych, zdrowych i chorych. Był to dla nas najcięższy okres w obozie. Świadomość bezbronności tych ludzi, jak również świadomość, że po Żydach przyjdzie kolej na nas, zmuszała nas do zamykania się w sobie, a równocześnie jakiejś instynktownej samoobrony, która kazała nam nie widzieć i nie rozmyślać. Jednak przed dymem krematoryjnym i swędem ciał nie można się było schronić. W czasie ciszy nocnej słyszałam na własne uszy krzyk dzieci żywcem palonych”.
Józef Majchrzak
„Trudno opisać coś tak straszliwego jak śmierć tysięcy ludzi w komorze gazowej. Przez 10 minut do naszych baraków z odległości 400-500 metrów dochodził tak nieludzki krzyk, jak tylko można to sobie wyobrazić, krzyk rozpaczy tysiąca strasznie cierpiących ludzi. Potem następowała złowieszcza cisza, która dla nas żyjących była równie okrutna jak ten krzyk śmierci”.
Zofia Posmysz
„Wstawałam jeszcze przed wszystkimi. Gdy wychodziłam z baraku w takiej absolutnej ciszy, bo jeszcze lager spał, i szłam do latryny, atmosfera była zupełnie nieziemska. Bajkowa Zaraz za drzwiami wchodziło się w mgłę [chodzi o dymy krematoryjne]. To była ciężka zawiesina. O prawie stałej konsystencji. Nie jestem chemikiem czy fizykiem i nie wiem, jak to wytłumaczyć. Ale gdy uszło się kilka kroków, to za plecami zostawał taki wycięty we mgle korytarz. On dopiero po chwili znikał”.
O tym, co działo się w komorach gazowych i krematoriach, a także przy stosach spaleniskowych, opowiadają relacje członków Sonderkommando356. Stamtąd nie było innego wyjścia jak wraz z dymem. Widząc to codziennie, całe Sonderkommando było przekonane, że jako Geheimnisträger – nosiciele tajemnicy – zostaną sami w końcu wymordowani, by oprawcy mogli zatrzeć ślady i zgładzić świadków owego epicentrum zła.
Alter Feinsilber
„Gdy się zdarzało, że po procesie gazowania kazano nam wrzucać trupy do pieca, a my natrafiliśmy na kogoś, kto się jeszcze ruszał, nie chcieliśmy takiego żywcem wrzucać do pieca, wówczas jeden z esesmanów dobijał go kulą z rewolweru”.
Feliks Rosenthal
„Pośród około tysiąca osób zagazowanych wydobyto jedno jeszcze żywe dziecko. Esesmani nakarmili to dziecko mlekiem, a kiedy ono wróciło do przytomności – zastrzelili je”.
Wanda Maliszewska
„W obozie przeżywałyśmy tyle strasznych scen, że trudno je obecnie odtworzyć. Ale nigdy nie zapomnę tego, jak pewnego dnia, daty nie pamiętam, widziałam, jak żywe dzieci wrzucano w rejonie krematorium na płonący stos”.
Shlomo Venezia
„Jednak patrząc na palące się ciało, pomyślałem, że może zmarli mieli więcej szczęścia niż żyjący, bo nie musieli już znosić tego piekła na ziemi i patrzeć na okrucieństwo ludzi”.
Dramat codzienności obozowej, gdzie podporządkowano wszystkie możliwe siły ostatecznemu celowi, jakim było uniknięcie śmierci, jednocześnie żyjąc dosłownie wśród umarłych, wraz z przeczuwaną nieuchronnością końca własnej egzystencji, doprowadzał do tego, że więźniowie czasami patrzyli na śmierć w kategoriach swoistego wyzwolenia.
Suzanne Birnbaum
„Po co tyle cierpienia, by umrzeć któregoś dnia z wyczerpania, po okropnych dniach bicia, znęcania, wyzywania”.
Bogusław Dąbrowski
„Ci, co umarli, mogli być uważani nawet za szczęśliwców. „Oni mają to piekło z głowy”, mawiali więźniowie. Więzień ryzykował życiem niemal co godzinę”.
Każdy zgon więźniarski był skrupulatnie odnotowywany w aktach obozowych366. Do dzisiejszych czasów nie zachowały się niestety wszystkie Sterbebücher367. Numerowanie więźniów i sprawdzanie ich obecności na apelach pozwalały esesmanom być na bieżąco z dziennym stanem więźniarskim. Śmierć nie była zatem – z punktu widzenia administracyjnego – jakimkolwiek dramatem, pociągała za sobą tylko dopełnienie niezbędnych formalności biurokratycznych. Stawała się czynnością administracyjną, której rygorystycznie przestrzegane odnotowanie było ważniejsze od faktów.
Julian Kiwała
„Pamiętam wstrząsający wypadek w kostnicy 28. bloku w Oświęcimiu. Pewnego dnia po przyniesieniu i złożeniu w kostnicy zwłok zamordowanych zastrzykami fenolu przez SDG Klehra w 20 bloku, po jednej do dwu godzin wyczołgał się z masy trupów jeden więzień i w stanie zupełnego oszołomienia usiłował na czworakach wydostać się po schodach z piwnicy na parter. Po przebyciu kilku schodów stracił równowagę i uderzywszy czołem o kant schodu, upadł. Wstrząśnięci widokiem więźniowie z kostnicy pobiegli i przenieśli więźnia z powrotem do trupiarni, kładąc go z boku na znajdujących się tam noszach. Przybyło kilku lekarzy. Badano puls chorego. Czy można było cokolwiek pomóc więźniowi, który już w ewidencji obozowej figurował jako zmarły?”.
Hermann Langbein
„W Dachau mówiliśmy o złym dniu, jeżeli meldowano dziesięciu lub więcej zmarłych. W Auschwitz dniem i nocą pisaliśmy na siedmiu maszynach wyłącznie akty zgonu”.
Roman Taul
„Rejestry zgonu oprawiane były następnie w tomy”.
Wysłuchali państwo drugiej części podcastu na podstawie książki dr Piotra Cywińskiego „Auschwitz. Monografia Człowieka”.
Czytał: Paweł Sawicki
Głosu Ocalałym użyczyły osoby związane z Muzeum Auschwitz:
Patryk Honkisz
Eliza Domasik
Zofia Drabczyk
Magdalena Drzyżdżyk
Marcin Inglot
Karolina Feć
Łukasz Janiga
Marek Kamysz
Artur Kukla
Łukasz Lipiński
Piotr Cywiński
Andrzej Jastrzębiowski
Barbara Gębołyś-Warmbier
Damian Bubel
Aleksandra Hajnos
Urszula Czyrnecka
Andrzej Kacorzyk
Paweł Jurecki
Sebastian Brańka
Marinne Dudziak-Vannier
Arkadiusz Juszczyk
Magdalena Jackowska-Göbel
Anna Jawień
Daria Janowiec
Joanna Brusik
Katarzyna Kajfasz-Głownia
Jan Kapłon
Natalia Janusik
Dominik Łyduch
Karolina Jarzyna
Bartosz Bartyzel
Sara Karasińska
Wojciech Kamiński (spoza Muzeum)
Dawid Pasierb
Grzegorz Kmieć
Michał Kolasa
Adaptacja na potrzeby podcastu: Agnieszka Juskowiak-Sawicka
Realizacja dźwięku: Studio Plac 360
Muzyka: Jivex Music
=====
W podcaście wykorzystano fragmenty relacji i publikacji:
Filip Müller (29236), “Auschwitz Inferno. The Testimony of a Sonderkommando”, London
1979, s. 12.
Hilda Hrabovecká (n.n.), “Arm With a Tattooed Number”, Bratislava 2002, s. 39.
Ester Friedman, „Daleka droga do domu”, Kraków 1997, s. 77.
Jadwiga Apostoł-Staniszewska, „Echa okupacyjnych lat”, Warszawa 1973, s. 307.
Jerzy Pozimski (1099), Relacja w: Wspomnienia, t. 52, s. 170.
Maria Ślisz-Oyrzyńska (40275), cytat w: Zdzisław Ryn, Stanisław Kłodziński (20019),
„Śmierć i umieranie w obozie koncentracyjnym”, „Przegląd Lekarski – Oświęcim” 1982, s. 82.
Bronisław Jureczek (26672), Relacja w: Oświadczenia, t. 3, s. 404.
Jan Stawarz (39534), cytat w: Zdzisław Ryn, Stanisław Kłodziński (20019), „Śmierć i umieranie w obozie koncentracyjnym”, „Przegląd Lekarski – Oświęcim” 1982, s. 61.
Isidore Greengrass, “Judaism is Indestructible”, New York 2002, s. 83.
Stanisław Kobylański (575), Relacja w: Wspomnienia, t. 2, s. 267.
Załmen Gradowski, „Znajduję się w sercu piekła. Notatki więźnia Sonderkommando odnalezione w Auschwitz”, Oświęcim 2017, s. 108.
Henryk Król (1183), Relacja w: Oświadczenia, t. 75, s. 210.
Pelagia Lewińska, „Oświęcim. Pogarda i triumf człowieka. Rzeczy przeżyte”, Paryż 1946, s. 58.
Mieczysław Bednarski, „W szponach Gestapo”, Warszawa 2004, s. 179.
Elisa Springer, „Milczenie żywych. W cieniu Auschwitz opowieść o śmierci i zmartwychwstaniu”, Oświęcim 2001, s. 82-83.
Jadwiga Apostoł-Staniszewska (26273), Wobec śmierci w Brzezince i Ravensbrück, „Prze-
gląd Lekarski – Oświęcim” 1981, s. 167-168.
Zofia Kossak, „Z otchłani”, Oświęcim – Warszawa 2004, s. 42.
August Kowalczyk, „Refren kolczastego drutu. Trylogia prawdziwa”, Cieszyn
2001, s. 164.
Konstanty Piekarski, „Umykając piekłu. Wspomnienia polskiego oficera AK z Auschwitz i Buchenwaldu”, Warszawa 2005, s. 105.
Tadeusz Sobolewicz, „Wytrzymałem więc jestem”, Oświęcim 2010, s. 130.
Charlotte Delbo, „Żaden z nas nie powróci”, Oświęcim 2002, s. 108.
Aleksander Giermański (716), cytat w: Zdzisław Ryn, Stanisław Kłodziński (20019),
„Śmierć i umieranie w obozie koncentracyjnym”, „Przegląd Lekarski – Oświęcim” 1982, s. 62-63.
Ruth Bindefeld Neray (75912), “To Auschwitz and Back”, Sudbury 1997, s. 75.
Shari Lebovitz (39439), [Shari: A True Story], USHMM Collection, RG-02.007*01, s. 90.
Miriam Harel, „Teraz już możesz płakać…”, Cieszyn 2016, s. 123.
Raya Kagan, “Des femmes au bureau de l’enfer”, Paris 2020, s. 229.
Maria Jezierska (24449), Relacja w: Oświadczenia, t. 8, s. 1145.
Józef Majchrzak (33204), cytat w: Zdzisław Ryn, Stanisław Kłodziński (20019),
„Śmierć i umieranie w obozie koncentracyjnym”, „Przegląd Lekarski – Oświęcim” 1982, s. 65.
Zofia Posmysz, „Królestwo za mgłą”, Kraków 2017, s. 141.
Alter Feinsilber (27675), Zeznania w procesie Rudolfa Hössa, [IPN GK 196/82], w: Zapisy terroru, t. 5, Warszawa 2019, s. 254.
Felix Rosenthal (176475), Relacja w: Oświadczenia, t. 9, s. 1244.
Wanda Miszewska (44756), Relacja w: Oświadczenia, t. 101, s. 146.
Shlomo Venezia, „Sonderkommando. W piekle komór gazowych”, Warszawa
2009, s. 77.
Suzanne Birnbaum (74837), “Une Française juive est revenue”, Maulévrier 1991, s. 42.
Bogusław Dąbrowski (18375), w: Jacek Dąbrowski, „Nietypowy więzień Auschwitz-Birkenau”, Warszawa 2010, s. 43.
Julian Kiwała (9143), Relacja w: Oświadczenia, t. 40, s. 171.
Hermann Langbein, „Ludzie w Auschwitz”, Oświęcim 2017, s. 105.
Roman Taul (1108), Relacja w: Oświadczenia, t. 9, s. 1265.