Rozmiar czcionki:

MIEJSCE PAMIĘCI I MUZEUM AUSCHWITZ-BIRKENAU BYŁY NIEMIECKI NAZISTOWSKI
OBÓZ KONCENTRACYJNY I ZAGŁADY

„Auschwitz. Monografia człowieka”. Cz. 3. Życie wewnętrzne

Transkrypcja podcastu

Posłuchaj na: SPOTIFY | APPLE PODCAST

„AUSCHWITZ. MONOGRAFIA CZŁOWIEKA”

Książka „Auschwitz. Monografia człowieka” to pierwsza na skalę światową próba ukazania ludzkich emocji w realiach obozu Auschwitz. Jej autor – dyrektor Muzeum dr Piotr Cywiński – wykorzystał w niej fragmenty wspomnień i relacji ponad 450 Ocalałych. To właśnie słowa świadków stanowią fundament tej refleksji nad kondycją człowieka poddawanego procesowi odczłowieczenia w niemieckim nazistowskim obozie koncentracyjnym i zagłady Auschwitz. W podcaście przedstawiamy dziesięć rozdziałów tej szczególnej opowieści o człowieczeństwie wystawionym na najtrudniejszą z prób.

Część 3. Życie wewnętrzne
Czyta: Paweł Sawicki

Człowiek zlagrowany miał zasadniczo tylko dwie płaszczyzny życia: tę obozową, codzienną, ciągłą, straszną, i tę swoją – wewnętrzną, ulotną, złudną, nostalgiczną, ale jakże bardzo swoją! Jedyną ucieczką od świata zewnętrznego był świat wewnętrzny. Myśli nostalgiczne, wyobraźnia, marzenia, sny – to wszystko pozwalało choć na chwilę żyć czymś innym, niż wszechotaczającym obozem. Tęsknota za normalnym światem, za domem, rodziną, wolnością, życiem pełnym codziennych niedocenianych radości, które w łagrze były nieosiągalne – to wszystko odżywało w głowach, z tym że dla niektórych stanowiło ucieczkę, na innych natomiast wpływało destrukcyjnie.

Zofia Kossak
„Tu w lagrze, u progu śmierci, znaczenie miały tylko rzeczy zasadnicze, przeto żadna nie wspominała tęsknie zabaw, zaszczytów, podróży, intelektualnych rozkoszy. Jedyne, za czym naprawdę dusza skowyczała z bólu, to dzieci, mąż, rodzina, dom….”

Bogdan Bartnikowski
„Dom… Nie ma dnia, by nie wracać doń myślami. Właściwie dlaczego? Widzieliśmy, jak płonęły nasze domy, wiemy, że nim spłonęły, były już tylko ruinami. A jednak wciąż mówimy – nasz dom, w naszym domu, do naszego domu…”

Wszystko, co przypominało lub kojarzyło się z domem i normalnością świata, nabierało rangi mitycznej. Nostalgiczne wspomnienia były jedną z prób chwilowego wydostania się poza obóz. Na krótką metę przynosiły odprężenie, zmniejszając napięcie życia obozowego.

Viktor Frankl
„Głębokie zanurzenie się we własnym wnętrzu pomagało więźniowi znaleźć schronienie przed pustką, opuszczeniem i duchową nędzą własnej egzystencji, umożliwiając mu ucieczkę w przeszłość. Puszczaliśmy wodze wyobraźni, która podsuwała nam wcale nie te najważniejsze wydarzenia, lecz bawiła się drobiazgami, często całkiem banalnymi. Nasza nostalgia gloryfikowała je, nadając im nadzwyczajny charakter”.

Gerta Solan
„Bawiłam się także w nostalgiczną grę, przywołując wspomnienia z przeszłości dla zapomnienia, na chwilę, strasznej teraźniejszości. Gra polegała na określeniu jednej ulicy w Pradze, wymienieniu każdego sklepu jeden po drugim i wyszczególnieniu sprzedawanych w nich towarów”.

Zdolność stworzenia sobie świata wolnego, świata złożonego z pamięci i z marzeń, ale świata całkowicie innego od tego obozowego pozwalała choć na chwilę, w myślach, opuścić Auschwitz. Nie była ważna proporcja pomiędzy tym, co realnie pochodziło z doświadczeń minionych, a tym, co wymarzone i wytęsknione, nierealnie pożądane, wysublimowane. Byle ów świat pozwalał uciec od rzeczywistości.

Mieczysława Chylińska
„Poza „drutami” świat tworzony w wyobraźni rzeczywiście istniał. Starczyło zamknąć oczy, by go w sobie zobaczyć. Dla nas był wizją obrazów doskonałych, oczekiwanych, chociaż mało uchwytnych, ale niewzruszoną wolą przywoływanych. Żyjemy ułudą — powiedziała do mnie ma bliska współtowarzyszka. Pomyśl, co bardziej boli, poddawanie się naporowi wyobraźni czy przywalenie nabrzmiałą w bestialstwo rzeczywistością. Ułuda, jak wszystkie czujemy, dodaje sił, rzeczywistość te siły odbiera — zareplikowałam”.

Primo Levi
„Przechowywaliśmy wspomnienia naszego dawnego życia, ale dalekie i mgliste, i dlatego tak bardzo słodkie i smutne, jakimi dla każdego są wspomnienia dzieciństwa i wszystkiego, co się skończyło”.

Specyficznym momentem dzielenia się opowieściami z wolności był wieczór. Rozmowy na pryczach lub kojach obozowych urastały nieraz do prawdziwych instytucji wzajemnego podtrzymywania się na duchu. Wspomnienia, którymi się dzielono z leżącymi obok, pozwalały jeszcze przed snem odpłynąć na falach swojej wyobraźni w kierunku wszystkiego, co nieosiągalne.

Camille Touboul
„Każda opowiada swoje życie „sprzed”, być może je upiększając, gdyż każde przeżycie jest historią, o której chcemy marzyć. I te kraje, gdzie zaprowadzały nas nasze podróże, czy naprawdę je widziałyśmy? Nieważne!”

Charlotte Delbo
„Skupione w małych grupkach przyjaciółek, rozmawiałyśmy. Każda opowiadała  swoim regionie, domu i zapraszała, by ją odwiedzić. Przyjedziecie, prawda? Przyjedziecie? Przyrzekałyśmy. Tyle podróży robiłyśmy’.

Wspominanie jednakowoż często stanowiło przywoływanie świata, którego już nie było. I tu oczywiście, w zależności od tego, co oznaczał utracony świat, odnajdujemy zupełnie inne poziomy odniesień emocjonalnych.

Paula Gruber-Herszkopf
„W ciągu dnia nie miałam czasu na rozmyślania. Dopiero wieczorem głodna i wyczerpana leżałam na mojej koi i myślałam o przeszłości. Ciągle powracał ostatni dzień spędzony razem z rodzicami i ich droga na śmierć. Bez pożegnania. Jak umierali, razem czy osobno? Wiedziałam, że cieszyli się, że mnie z nimi nie było”.

Halina Birenbaum
„– Zostawiłam w domu córeczkę – dorzuciła po chwili tak niewyraźnie, że z trudem ją zrozumiałam. Na dźwięk słowa „dom” poczułam zalewającą mnie gorycz. Zazdrościłam tej czerwonej, brzydkiej Alwirze, mówiącej po niemiecku tak dobrze jak aufzejerki, że ma gdzieś dom, rodzinę, córeczkę, do których będzie mogła wrócić po skończeniu wojny. A dokąd, do kogo ja wrócę, jeśli uda mi się przeżyć to piekło?! Kto na tym świecie będzie czekał na mnie? Kto ucieszy się moim powrotem?!”

Wspomnienia, nawet jeśli pozwalały na chwilę uciec myślą od obozu, niosły również ogromny ból. Wiele relacji przedstawia je nawet  jako per saldo groźne, jako coś, co mogło zawładnąć człowiekiem, osłabić silną wolę, załamać odporność, pogrążyć. Tak to oceniał m.in. Primo Levi, gdy leżąc chory na rewirze obozowym, miał więcej czasu na rozmyślanie:

„Wiemy, skąd przyszliśmy; wspomnienia świata zewnętrznego ścigają nas we snach i na jawie, spostrzegamy ze zdumieniem, że nie zapomnieliśmy niczego, każde wywołane pamięcią wspomnienie staje przed nami w całej swej bolesnej wyrazistości”.

Jerzy Brandhuber
„A wieczór coraz rzadziej słychać rozmowy szeptem o zwolnieniu. Leżą i myślą, jeszcze myślą, a często łza w oczach mówi o treści odległych myśli. Ci, co nie potrafią przestać, załamią się”.

Stąd przez część więźniów podejmowane były ciągłe próby odrzucania wspomnień,  wymazania przeszłości, niepowracania do niej nawet w myślach. W szczególności walka z nostalgią stanowiła ważny element przetrwania u tych wszystkich, u których przeszłość niosła twarze najbliższych, o których nic nie było wiadomo lub tyle, że już nie żyli.

Liliane Badour
„Odrzucam jakąkolwiek myśl. Powracanie do przeszłości, do chwil radosnych niszczy mi silną wolę. Już nie chcę myśleć o Henri i o René. Muszę się bić sama z sobą. Szukam czegokolwiek pozytywnego w tej niemożliwej sytuacji”.

Leon Ariditti
„„Już nie powinniśmy mieć przeszłości” – szepcze Oscar nie swoim głosem. –„Przeszłość to nasz wróg, osłabi nas”. Ma rację. Ale przeszłość to tata i Ida”.

Czy było to możliwe? Pewnie na krótki okres – owszem. Codzienność obozowa i nieustająca liczba bodźców zewnętrznych – przynajmniej w ciągu dnia – pozwalała, wręcz wymuszała skupianie się na teraźniejszości. Nostalgia jednak czuwała, aby powrócić w każdej wolnej chwili. Nagłe pojawienie się jakiegoś czytelnego symbolu emocjonalnie związanego ze światem wolnym powodowało głębokie kryzysy emocjonalne.

Anna Molnár Hegedus
„Był między innymi śpiewak operowy pochodzący z Wiednia, który czyścił umywalki, śpiewając swoim boskim głosem fragmenty Traviaty albo Rigoletta. Przy dźwięku tych wzruszających melodii zwory mego serca się roztwierały i zaczynałam płakać. Mogłyśmy znosić nasze położenie, tylko unikając, by emocje nas zdominowały, zarazem troszcząc się o jedną i tylko jedną rzecz: mieć wystarczająco jedzenia”.

David Wiśnia
„Wyobrażałem sobie moje ciotki, żyjące wygodnie i bezpiecznie w Nowym Jorku. To było dla mnie niewiarygodne, że mieszkaliśmy na tej samej planecie i patrzyliśmy na to samo niebo”.

Maurice Cling
„Schylony nad miskami, zauważam po drugiej stronie rzeki uczniów, porządnie ubranych, z tornistrami na plecach. Śmieją się, nie patrzą w naszym kierunku. Więc po drugiej stronie rzeki toczy się życie? We Francji może już zaczęła się szkoła? Lepiej nie myśleć. Przepaść jest zbyt wielka”.

Nawet listy i paczki domowe, ten wymarzony łącznik z dawnym światem, dostępny tylko dla więźniów „aryjskich” i będący obiektem ogromnej zazdrości u innych, niósł również nawroty nostalgii trudnej do powstrzymania.

Zofia Kossak
„Każde nadejście listu wzburzało dusze do dna, poruszało najgłębsze pokłady myśli, uczuć na co dzień zdeptanych, przysypanych niedolą i prozą życia lagrowego. Wobec pisma skreślonego drogą dłonią szczęśliwa przeszłość przestawała być mitem, snem. Była znów bliska, realna, jak gdyby świeżo utracona. Wszystkie wysiłki woli, by się z jej utratą oswoić, pryskały, traciły władzę nad człowiekiem. Rana paliła jak w momencie rozstania”.

Powracało zatem to wszystko z przeszłości, z tamtego świata, wyniszczało nerwy. Człowiek dorosły – chcąc nie chcąc – wspominał lata młodości, dzieciństwo. W skrajnych chwilach zagrożenia lub załamania powracały widoki dziecięcego bezpieczeństwa, odżywały najbardziej pierwotne odczucia z najwcześniejszych lat.

Marian Pankowski
„Ląd mój zatonął. Z potopu uratowało się jedno słowo: mama. I to też oderwane od sanockiego landszaftu, bo ani lipy w obłoku pszczół muzykujących nad nią, ni murawy oddychającej rumiankiem, tymiankiem… Tylko to słowo, dwie sylaby indoeuropejskie, niemowlęce i mlekiem pachnące, mama”.

Romana Duracz
„Tak naprawdę potrzebna nam jest tylko w dzieciństwie. Kiedy stawiamy pierwsze kroki. Zagubieni w wielkim niepojętym świecie. Całkowicie na nią zdani. Kiedy karmi nas, odziewa, nuci do snu, pieści. W miarę jak dorastamy – coraz bardziej się od niej oddalamy. Z czasem matka ustąpić musi miejsca chłopcu, potem mężowi i dzieciom. Z biegiem lat coraz mniej jest nam niezbędna. Jeszcze na moment tylko staje się jedyna. W godzinie śmierci, kiedy podobni bezbronnemu dziecku przyzywamy ją stygnącymi ustami – „mamo!”.”.

Często, im trudniej było wytrwać w obozowej rzeczywistości, im bardziej człowiek był wykończony i zagrożony, im więc mocniej skontrastowane i groźniejsze były owe wspomnienia, tym częściej i mocniej człowieka uderzały, na dodatek w niespodziewanych chwilach. Nostalgia była jednym z istotnych czynników życia obozowego.

Stefan Budziaszek
„Niemożliwym było zwalczyć nostalgię więźniów lub zlikwidować ciężką pracę, głód, choroby zakaźne itp.”.

Podobnym w działaniu do nostalgii, ale esencjonalnie innym duchowym narkotykiem, znieczulającym codzienność, były marzenia. Nie odnosiły się one do przeszłości, ale malowały inną, fikcyjną teraźniejszość lub projektowały sielankową przyszłość, mającą nastąpić kiedyś, po wyzwoleniu, po wojnie, kiedy „to wszystko się skończy”.

Maria Ślisz-Oyrzyńska
„Marzenia ratowały mnie przed załamaniem, dodawały moralnej siły. Wolna myśl biegła daleko ku pasmom sinych gór rysujących się na horyzoncie. Mój świat marzeń był mi bardzo pomocny w moich rozpaczach, tęsknotach, rozczarowaniach, przywracał umierającą nadzieję, sycił pięknem i wizjami, koił wspomnieniami o mamie, siostrach, domu, wolności”.

Mieczysława Chylińska
„Życie w wyobraźni było niejednokrotnie przysłowiową deską ratunku. Marzyło się o wszystkim, co dotyczyło wolności. Więzień fantazjował, stwarzał sobie i opowiadał najbliższym o sytuacjach, z jakimi spotykał się na wolności, delektując się najdrobniejszymi szczegółami”.

Marzenia towarzyszyły z pewnością wszystkim więźniom, jednak fakt, że często wieczorem, na pryczach były one opowiadane przez jednych, a chłonięte przez drugich, dopytujących się o szczegóły, dywagujących o rozmaitych rozszerzeniach tematycznych tychże opowieści, wskazuje na dużą potrzebę ucieczki w świat fantazji. Przedmiotem marzeń stawały się obiekty i doznania, których najbardziej brakowało więźniom. A były to braki dosyć powszechne w realiach obozowych.

Eva Schloss
„Na pryczy, razem z Mamą fantazjowałyśmy o tym, co będziemy robiły, jak odzyskamy wolność. Rozmawiałyśmy o ciepłych kąpielach z mydłem, spaniu w czystej pościeli, jedzeniu przy użyciu noża i widelca – wszystkie cywilizowane rozkosze, które wydawały się należne, a które zabrano nam na czas zdający się być całym życiem”.

Wiele z marzeń było jednak także przeżywanych indywidualnie, w skrytości swej własnej wyobraźni.

Alojzy Fros
„Do mechanizmów obronnych stosowanych przeze mnie, wówczas chyba podświadomie, należał świat marzeń i fantazji. Leżąc na swym obozowym wyrku, potrafiłem się pogrążyć w jakimś wyidealizowanym świecie przyszłości i zapominałem całkowicie o otoczeniu, ba, gubiłem czasami kontakt z otoczeniem do tego stopnia, że powrót do rzeczywistości wymagał jakiegoś wysiłku umysłowego. Pogrążałem się również w jakimś świecie fantazji, w którym doznania były tak silne, że z trudem przychodziło mi uświadomienie sobie, że wszystko to było nierealne. Do częstych należało szybowanie w powietrzu, unoszenie wbrew prawom fizyki, co było nad wyraz przyjemnym doznaniem, a tak intensywnie przeżytym, że jeszcze dziś w zakamarkach świadomości kryją się tam te wspaniałe doznania”.

Willi Berler
„A muszę przyznać, że to, co w tych strasznych dniach cierpienia i wyczerpania powstrzymywało mnie od spadnięcia w czarną dziurę desperacji i pchnięcia mnie do mojej śmierci, nie było ani tęsknotą za domem, ani żalem za życiem nierozumnie przerwanym, ani żadną wielką ideą. Nie, ryzykując że wyjdę na człowieka frywolnego, muszę wyznać, że to, co mnie podtrzymywało, to była rozpaczliwa chęć powrotu któregoś dnia w góry i rzucenia się na jasny, miękki śnieg stoków narciarskich”.

Na treść marzeń miała wpływ nadzieja, która z kolei powiązana była z warunkami, w jakich żył konkretny więzień. Kiedy w szpitalu obozowym pojawiły się dodatkowe porcje jedzenia, przynoszone nielegalnie przez współwięźniów z kuchni, podniosło się morale i marzenia nabrały kształtów wolnościowych.

Tadeusz Sobolewicz
„Zapanowała wtedy lepsza atmosfera, rozpoczęły się rozmowy o wolności. – Co będę robił, jak wyjdę z tego piekła? Był to niekończący się temat wśród ozdrowieńców”.

Tej chwilowej euforii, wywołanej choćby częściowym zaspokojeniem głodu, można przeciwstawić marzenia wielu osób zbliżających się do stanu wyczerpania. Jako przykład niech posłużą dwa cytaty z Kazimierza Piechowskiego, opisującego swój stan krańcowego osłabienia:

„Najczęściej marzenia moje związane są z kromką chleba”.

„Tęsknię za życiem, a ono jest tak daleko, niewyobrażalnie daleko”.

Odporniejsi więźniowie postrzegali nostalgię, ucieczkę w przeszłość oraz marzenia jako czynniki osłabiające, odciągające w swej miłej ułudzie od tego, co najważniejsze, od codziennej walki o przetrwanie.

Zofia Posmysz
„Marzenia o wolności, robienie planów na przyszłość – to demobilizowało. Za te marzenia płaciło się dużą cenę. Za dużą. Doświadczeni więźniowie, tak jak Tadeusz, myśleli o tym, jak przeżyć. Na tym się koncentrowali. Zbierali wszystkie siły na potrzeby bieżącej chwili”.

Primo Levi
„Nie wolno marzyć; najstraszniejszym cierpieniem jest moment świadomości towarzyszącej przebudzeniu”.

Przebudzenie rozumiemy najczęściej literalnie: jako powrót ze snu. I jeśli zarówno myśli nostalgiczne, jak i marzenia dopadały więźniów wieczorem, w trakcie tej krótkiej chwili, gdy można już było leżeć na pryczy, to w sposób naturalny – z chwilą zaśnięcia – przemieniały się w sny, których kontrolowanie treści nie było już możliwe. Sny odzwierciedlały wewnętrzne formy życia więźnia zdanego na świat obozowy.

Gracjan Fijałkowski
„Noc nie daje wytchnienia. Pod zamkniętymi powiekami rozwija wstęgę barwnych widziadeł, wywołuje z nicości umarły kształt życia. Dzień jest wrogiem więźnia, noc też nie jest jego przyjacielem”.

Maria Jezierska
„Noc nie zawiera w sobie ciszy. Z góry i z dołu płyną dziwne, brzękliwe głosy. Jak zniekształcone źle chwyconą falą radiową. Coś dzwoni, coś drży, coś przypomina mowę ludzką, zamazane, niewyraźne. I słowa są niewiadome: może węgierskie, może holenderskie, może jugosłowiańskie. I tak nikt nie rozumie tego wołania, nikt tego nie nadsłuchuje. Nie ma tu odbiornika drugiego serca i nikt nie nakłada słuchawek na zamknięte uszy. Cóż, że głosy brzmią? Brzmią w pustce kilkuset istnień ludzkich”.

Mira Paszkiewicz
„Dym dookoła, nic prócz dymu; taka moc dymu, iż trzeba przymykać oczy, ponieważ dym gryzący sprawia nieomal ból. Trudno sobie wyobrazić ów namacalny, obezwładniający, zabójczy, przytłaczający czad. Duszno… Duszno…”.

Sen w takiej sytuacji trudno nazwać snem, porównywać do snów, jakie znamy i jakich doświadczamy.

August Kowalczyk
„Noc obozowa. Stan wypoczynku, ale przesycony ciężkim przerywanym snem ludzi głodnych, wyczerpanych, niekiedy poza granice ludzkiej wytrzymałości. Właściwie sen obozowy mógłby się stać przedmiotem szczególnych badań medycznych. Bardziej przypominał powtarzającą się regularnie malignę niż stan, jaki zwykliśmy nazywać snem. Brudne, zawszone ciała, zaduch, deptanie śpiących przez tych, których biegunka kilka razy w nocy pędziła do ubikacji. Cała bowiem podłoga w sztubie zasłana była siennikami, na których spało po dwóch więźniów. Przeraźliwe krzyki na pół przytomnych ludzi. Zgony w czasie snu. Czujne czuwanie, tak też bywało, z powodu pajdki chleba zawiniętego w spodnie i podłożonego pod głowę, żeby nie ukradli”.

Sen był jednak potrzebny, nie tylko jako czas odpoczynku, ale także jako czas ucieczki. Lekarz, posługujący przy pracach pseudobadawczych Josefa Mengelego, a więc z jednej strony psychicznie bardzo obciążony, a z drugiej – mający dostęp do leków nieosiągalnych nawet w obozowych szpitalach, wspomina:

Miklosz Nyiszli
„Spożywam kolację i połykam dwie tabletki luminalu 0,10. Spać, tylko spać. Jestem bliski kompletnego załamania. Zapaść się bez reszty w sen wywołany luminalem – to jedyny ratunek”.

Sny w ogromnej większości były snami o wolności, o ucieczce z obozu, o powrocie do domu. W odpowiedzi na pogłębiający się głód śniło się jedzenie – i, co ciekawe, nie to luksusowe, wyszukane, ale to, którego pożądano za dnia w obozie: chleb, gęsta zupa, ziemniak.

Victor Frankl
„O czym najczęściej śnił więzień obozu koncentracyjnego? O chlebie, cieście, papierosach i długich, ciepłych kąpielach. Codzienna niemożność zaspokojenia powyższych potrzeb sprawiała, że szukaliśmy go w marzeniach sennych. To, czy cokolwiek dobrego z tego wynikało, to już zupełnie inna sprawa; śniący musiał się wszak kiedyś przebudzić do rzeczywistości obozowego życia i dostrzec kłujący kontrast pomiędzy nią a swymi sennymi rojeniami”.

Raphael Esrail
„Nocą, w ciszy, z głową pod kocem, z butami owiniętymi w spodnie jako poduszką, wolno mi myśleć, marzyć… Oddalają się krzyki, „Schnell” z każdej strony, uderzenia. Nasz nieustający strach się zmniejsza. To uczucie wolności, które sobie tworzę, które wymyślam, pomaga transcendować ciągłe uczucie głodu. Nie jestem wierzący. Moje myśli się mieszają. Dlaczego tyle nienawiści? Gdzie się podziała nasza cywilizacja? Zasypiam w myślach obok Liliane”.

Zdecydowanie rzadziej śnił się obóz. Tak jak wydarzenia z całego dnia miały wpływ na sny, tak zdarzało się, że sny przekładały się na postępowanie więźniów nazajutrz. W snach bowiem dopatrywano się ukrytych znaczeń i przepowiedni, które miały się spełnić. Im bardziej sen był pozytywny, tym bardziej kontrastował z rzeczywistością obozową. W konsekwencji, siłą rzeczy, tym bardziej przerażał poranny wrzask na pobudkę. Wówczas, w ułamku sekundy, pryskał obraz starego świata. Niejeden więzień wspominał, że rano – bezpośrednio w wyniku nagłej pobudki – chciało mu się płakać. Z całą rzeczywistością, w pośpiesznym, jak co dzień, rytmie, wracał świat obozowy. I on, tylko on, był realny.

Krystyna Żywulska
„Najstraszniejsza była chwila przebudzenia. Chwila uświadomienia sobie, gdzie się znajduję. A potem należało mieć odwagę, by wstać i rozpocząć nowy dzień”.

Wysłuchali państwo trzeciej części podcastu na podstawie książki dr Piotra Cywińskiego „Auschwitz. Monografia Człowieka”.

Czytał: Paweł Sawicki

Głosu Ocalałym użyczyły osoby związane z Muzeum Auschwitz:
Urszula Czyrnecka
Andrzej Jastrzębiowski
Tomasz Czepiec
Nel Jastrzębiowska
Agnieszka Juskowiak-Sawicka
Piotr Cywiński
Iwona Gruszkiewicz
Dorota Kuczyńska
Urszula Kajor
Anna Stańczyk
Piotr Kościelnik
Bożena Kania
Dominik Łyduch
Magdalena Karpisz
Kamil Krupnik
Michał Kubiczek
Maciej Majcherek
Anna Kiesell
Witold Łysek
Karolina Feć
Agnieszka Kocur-Smoleń
Łukasz Lipiński
Mateusz Lech
Sebastian Brańka
Michał Matonóg
Natalia Janusik
Marek Bzduła
Katarzyna Kajfasz-Głownia
Renata Koszyk
Andrzej Kacorzyk
Tomasz Michaldo
Tomasz Oleś
Agnieszka Bieniek

Adaptacja na potrzeby podcastu: Agnieszka Juskowiak-Sawicka
Realizacja dźwięku: StudioPlac
Muzyka: Jivexmusic

=====
W podcaście wykorzystano fragmenty relacji i publikacji:
Zofia Kossak, „Z otchłani”, Oświęcim – Warszawa, s. 79.
Bogdan Bartnikowski, „Dzieciństwo w pasiakach”, Oświęcim 2016, s. 88.
Viktor E. Frankl, „Człowiek w poszukiwaniu sensu”, Warszawa 2017, s. 71.
Gerta Solan, “My Heart is at Ease”, [b.m. (Kanada)] 2014, s. 29.
Mieczysława Chylińska (44658), „Kobiety w Oświęcimiu-Brzezince”, „Przegląd Lekarski– Oświęcim” 1988, s. 157.
Primo Levi, „Czy to jest człowiek”, Oświęcim 2017, s. 115.
Camille Touboul, “Le plus long des chemins. De Marseille a Auschwitz”, Nice1998, s. 67.
Charlotte Delbo, „Żaden z nas nie powróci”, Oświęcim 2002, s. 113.
Paula Gruber-Herszkopf (n.n.), „Pozostał ból”, Warszawa 2007, s. 155-156.
Halina Birenbaum, „Nadzieja umiera ostatnia. Wyprawa w przeszłość”, Oświęcim 2009, s. 184.
Primo Levi, „Czy to jest człowiek”, Oświęcim 2017, s. 53-54.
Jerzy Brandhuber (87112), Relacja w: Wspomnienia, t. 7, s. 61.
Liliane Badour (75127), Raphael Esrail, “L’espérance d’un baiser. Le témoignage de l’un des derniers survivants d’Auschwitz”, Paris 2017, s. 104.
Léon Arditti (169738), “Vouloir vivre. Deux frères à Auschwitz”, Paris 1995, s. 67.
Anna Molnár Hegedus (n.n.), “Pendant la saison des lilas”, [b.m. (Kanada)] 2016, s. 70.
David S. Wisnia, “One Voice, Two Lives. From Auschwitz Prisoner to 101st Airborn Trooper”, New Jersey 2015, s. 43.
Maurice Cling, „Wy, co wchodzicie tutaj… Dziecko w Auschwitz”, Oświęcim 2008, s. 91.
Zofia Kossak, „Z otchłani”, Oświęcim – Warszawa, s. 78.
Marian Pankowski, „Z Auszwicu do Belsen”, Warszawa 2000, s. 24.
„Przekaz Oświęcimski Romany Duracz, Engelberta Fajkosza, Czesława Nowaka”, Warszawa 1986, s. 21.
Stefan Budziaszek (20526), Relacja w: Oświadczenia, t. 88a, s. 28.
Maria Ślisz-Oyrzyńska (40275), cytat w: Zdzisław Ryn, Stanisław Kłodziński, „Śmierć i umieranie w obozie koncentracyjnym”, „Przegląd Lekarski – Oświęcim” 1982, s. 73.
Mieczysława Chylińska (44658), cytat w: Zdzisław Ryn, Stanisław Kłodziński, „Śmierć i umieranie …”, „Przegląd Lekarski – Oświęcim” 1982, s. 74.
Eva Schloss (A-5272), “Eva’s Story”, London 2008, s. 138.
Alojzy Fros (136223), cytat w: Zdzisław Ryn, Stanisław Kłodziński, „Śmierć i umieranie…”, „Przegląd Lekarski – Oświęcim” 1982, s. 74.
Willy Berler (117476), “Journey Through Darkness”, London 2004, s. 63.
Tadeusz Sobolewicz, „Wytrzymałem więc jestem”, Oświęcim 2010, s. 178.
Kazimierz Piechowski et al., „Byłem numerem… Historie z Auschwitz”, Warszawa 2004, s. 46-47.
Zofia Posmysz, „Królestwo za mgłą”, Kraków 2017, s. 366.
Primo Levi, „Czy to jest człowiek”, Oświęcim 2017, s. 43.
Gracjan Fijałkowski (137632), „Odwszenie w Birkenau. BIId”, „Zeszyty Oświęcimskie” 8, Oświęcim 1964, s. 72.
Maria Jezierska (24449), Relacja w: Wspomnienia, t. 2, s. 404.
Mira Paszkiewicz (84722), Relacja w: Wspomnienia, t. 1, s. 140.
August Kowalczyk, „Refren kolczastego drutu. Trylogia prawdziwa”, Cieszyn 2001, s. 141-142.
Miklosz Nyiszli, „Byłem asystentem doktora Mengele. Wspomnienia lekarza Oświęcimia”, Oświęcim 2000, s. 52.
Viktor E. Frankl, „Człowiek w poszukiwaniu sensu”, Warszawa 2017, s. 57.
Raphael Esrail, “L’espérance d’un baiser. Le témoignage de l’un des derniers survivants d’Auschwitz”, Paris 2017, s. 108.
Krystyna Żywulska, „Przeżyłam Oświęcim”, Warszawa 2004, s. 34.