Rozmiar czcionki:

MIEJSCE PAMIĘCI I MUZEUM AUSCHWITZ-BIRKENAU BYŁY NIEMIECKI NAZISTOWSKI
OBÓZ KONCENTRACYJNY I ZAGŁADY

„Auschwitz. Monografia człowieka”. Cz. 7. Śmiech i radość

Transkrypcja podcastu

Posłuchaj na: SPOTIFY | APPLE PODCAST

„AUSCHWITZ. MONOGRAFIA CZŁOWIEKA”

Książka „Auschwitz. Monografia człowieka” to pierwsza na skalę światową próba ukazania ludzkich emocji w realiach obozu Auschwitz. Jej autor – dyrektor Muzeum dr Piotr Cywiński – wykorzystał w niej fragmenty wspomnień i relacji ponad 450 Ocalałych. To właśnie słowa świadków stanowią fundament tej refleksji nad kondycją człowieka poddawanego procesowi odczłowieczenia w niemieckim nazistowskim obozie koncentracyjnym i zagłady Auschwitz. W podcaście przedstawiamy dziesięć rozdziałów tej szczególnej opowieści o człowieczeństwie wystawionym na najtrudniejszą z prób.

Część 7. Śmiech i radość
Czyta: Paweł Sawicki

Wśród zachowań czy odruchów niemieszczących się w zamierzeniach twórców obozów, warto pochylić się nad śmiechem, radością, dowcipem, ironią i podobnymi reakcjami więźniów, pozwalającymi na krótką chwilę zdystansować się od lagrowej rzeczywistości. Jest rzeczą jasną, że śmiech nie miał prawa istnieć w przestrzeni Auschwitz, gdyż był objawem zachowania skrajnie sprzecznego z dehumanizacją. Tym niemniej w obozie istniała przestrzeń i dla takiego odreagowania codziennej brutalności.

Jerzy Brandhuber
„W życiu więźniów przeważały najgorsze przeżycia, ale zdarzały się chwile, kiedy było wesoło”.

Viktor Frankl
„Wśród więźniów dało się zaobserwować przejawy poczucia humoru, choć oczywiście były one jedynie bladym odbiciem prawdziwej wesołości i rzadko trwały dłużej niż kilka sekund czy minut. Humor stanowił jednak jeszcze jedną broń znękanej duszy w jej walce o ocalenie i był wyrazem instynktu samozachowawczego”.

Śmiech publiczny, szyderczy, narzędzie poniżenia, był jednym z atrybutów funkcyjnych. Zbić lub skopać więźnia to najczęściej zbyt mało, niemalże do obrządku należało uwieńczenie bicia śmiechem samozadowolenia. Zdecydowanie rzadziej w sposób publiczny, widoczny śmiali się zwykli więźniowie. Zbyt dobre samopoczucie mogło wywołać irytację funkcyjnego czy esesmana i sprowadzić na więźnia poważne niebezpieczeństwo.

Engelbert Fajkosz
„Pozwalali sobie na uśmiech tylko prominenci. Dla zwykłych więźniów był niedostępny i zakrawał na świętokradztwo”.

Czym innym był humor prywatny, indywidualny. Mało zostało spisanych na ten temat konkretnych przykładów, prawdopodobnie z lęku, że zostaną one literalnie, czyli w tym przypadku opacznie, zrozumiane. Są jednak relacje spójnie wspominające, że w obozie wytworzył się wisielczy humor, który w normalnych warunkach budziłby niesmak lub nawet zgorszenie. Nie powinno to jednak dziwić, gdyż w niektórych społecznościach powstają pewne specyficzne odmiany poczucia humoru, rozumianego i właściwie odbieranego jedynie przez ich członków. Trochę jak specyficznym bywa humor chirurgów czy grabarzy, tak samo w tak bardzo odmiennym świecie, jakim był obóz, wytworzyło się poczucie humoru właściwe dla odreagowania jego rzeczywistości.

Engelbert Fajkosz
„Rzecz jasna humor w obozie był specyficzny, był brutalny i często okrutny. Wesołość wywoływały sceny, które w zwykłych warunkach budzą tylko grozę lub wstręt”.

Adolf Gawalewicz
„Na tym makabrycznym bloku [blok 7 w Birkenau, Isolierstation] tlił się, odpowiadający jego atmosferze, szubieniczny, a mówiąc adekwatnie „gazowy” humor. Humor absolutnie niedostępny i niezrozumiały dla ludzi normalnych, przebywających w normalnych warunkach”.

Abraham Kajzer
„Patrzę – i ciągle jeszcze nie rozumiem. Dym szarą smugą zasłania resztę horyzontu przede mną. Wytężam wzrok, ale poza dymem nic nie mogę dojrzeć. W powietrzu czuję zapach mdłej spalenizny. Jestem tak przytępiony ostatnimi przejściami, że trudno mi zebrać myśli. Kapo patrzy na mnie i zaśmiewa się jakimś zwierzęcym śmiechem. Dusząc się ze śmiechu, pyta mnie: - Co byś wolał? Czy upiec się w piecu, czy też usmażyć tam, na wolnym powietrzu? – Od razu oprzytomniałem, jakby mi kto wylał kubeł zimnej wody na głowę. Musiałem groźnie na niego spojrzeć, gdyż na chwilę spoważniał, ale zaraz potem zaczął się śmiać swym szatańskim śmiechem”.

Humor oczywiście był głównie udziałem więźniów będących w lepszej kondycji fizycznej i psychicznej. A podobnie jak śmiech szyderczy, tak i dowcip obozowy był w tejże uprzywilejowanej grupie w cenie.

Pierre Berg
„Powrócił uśmiechnięty z kilkoma paczkami Navy Cut, brytyjskich papierosów, które jeden jeniec angielski przehandlował z kucharzem. „Ojej, pachną wybornie”, powiedziałem kapo. „Jesteś za młody, by palić”, odparł. „Ale nie za młody, by zostać spalony”. Uśmiał się i dał mi jednego”.

Podobnie do radości, uczucie szczęścia, choć obiektywnie, poza sferą marzeń i wzruszających wspomnień, było w obozie rzadkie, a opisanych przykładów nie jest wiele, to, poprzez kontrast z ciągłym napięciem i strachem, uczucia te zostały zapamiętane jako szczególnie głębokie. Mogły zostać wywołane przez list lub paczkę z domu, zorientowanie się, że ktoś z najbliższych, kogo się miało za umarłego, jednak żyje w innej części obozu, przeniesienie do lekkiego komanda, pracującego pod dachem czy też znalezienie lub niespodziewane zorganizowanie czegoś, co mogło w wydatny sposób poprawić los więźnia.

Edwin Kuffel
„Pierwszego dnia w Schreibsztubie – ciepłej, ogrzanej, bez specjalnych krzyków, z względnym traktowaniem przez esesmanów – z widokami na drugi talerz lury obiadowej byłem zupełnie zadowolony. A gdy jeszcze wieczorem w paczce z chałupy dostałem ciepły sweter, gacie i pantofle – to właściwie już prawie nic do szczęścia pełnego nie było mi potrzebne. Nie pamiętam, czy kiedykolwiek w życiu byłem tak bliski pełnego szczęścia – przed tym czy po tym – jak właśnie tego wieczora. Tak – szczęście jest jednak pojęciem bardzo względnym”.

Viktor Frankl
„Pewnego wieczoru, gdy śmiertelnie zmęczeni odpoczywaliśmy na podłodze naszego baraku, posilając się miską zupy, jeden z więźniów wpadł do środka i zawołał, żebyśmy zaraz biegli na plac apelowy zobaczyć wspaniały zachód słońca. Na zewnątrz naszym oczom ukazały się złowieszcze chmury na horyzoncie, podświetlone jaskrawymi promieniami; całe niebo ożyło, chmury nieustannie zmieniały swe kształty, mieniąc się kolorami, od metalicznego błękitu po krwistą czerwień. W owej chwili opuszczone szare baraki stanowiły szczególnie przejmujący kontrast dla tego spektaklu barw, bo nawet w błotnistych kałużach odbijało się rozświetlone niebo. Po kilku minutach pełnego wzruszenia milczenia jeden z więźniów powiedział do drugiego: „Jaki piękny może być świat!””.

Podając te kilka powyższych przykładów, podobnie jak przy analizie wspomnień dotyczących przejawów kultury czy nauki, trzeba mieć świadomość, że były to sytuacje wyjątkowe, jednostkowe, statystycznie być może nawet graniczące z błędem, tym niemniej zaistniałe, zapamiętane i potwierdzone w relacjach. Obóz był obozem ludzi z krwi i kości.

Zofii Kossak
„Aby zachować na lagrze stale pogodną twarz, trzeba więcej odwagi i mocy charakteru, niż by szybko i pięknie umrzeć”.

Wysłuchali państwo siódmej części podcastu na podstawie książki dr Piotra Cywińskiego „Auschwitz. Monografia Człowieka”.

Czytał: Paweł Sawicki

Głosu Ocalałym użyczyły osoby związane z Muzeum Auschwitz:
Piotr Kościelnik
Tomasz Czepiec
Piotr Zontek
Jarosław Paluch
Jan Nagi
Tomasz Warchał
Szymon Wojak
Katarzyna Wieczorek

Adaptacja na potrzeby podcastu: Agnieszka Juskowiak-Sawicka
Realizacja dźwięku: StudioPlac
Muzyka: JivexMusic

=====
W podcaście wykorzystano fragmenty relacji i publikacji:
Jerzy Brandhuber (87122), Relacja w: Oświadczenia, t. 76, s. 141.
Viktor E. Frankl, „Człowiek w poszukiwaniu sensu”, Warszawa 2017, s. 77.
Engelbert Fajkosz, [w:]: „Przekaz Oświęcimski Romany Duracz, Engelberta Fajkosza, Czesława Nowaka”, Warszawa 1986. s. 157.
Adolf Gawalewicz, „Refleksje z poczekalni do gazu”, Oświęcim 2000, s. 84.
Abraham Kajzer, „Za drutami śmierci”, Wałbrzych 2008, s. 32-33.
Pierre Berg, “Scheisshaus Luck”, New York 2008, s. 120.
Edwin Kuffel (2237), Relacja w: Oświadczenia, t. 29, s. 99.
Viktor E. Frankl, „Człowiek w poszukiwaniu sensu”, Warszawa 2017, s. 72-73.
Zofia Kossak, „Z otchłani”, Oświęcim – Warszawa 2004, s. 249.