Rozmiar czcionki:

MIEJSCE PAMIĘCI I MUZEUM AUSCHWITZ-BIRKENAU BYŁY NIEMIECKI NAZISTOWSKI
OBÓZ KONCENTRACYJNY I ZAGŁADY

„Auschwitz. Monografia człowieka”. Cz. 5. Koleżeństwo

Transkrypcja podcastu

Posłuchaj na: SPOTIFY | APPLE PODCAST

„AUSCHWITZ. MONOGRAFIA CZŁOWIEKA”

Książka „Auschwitz. Monografia człowieka” to pierwsza na skalę światową próba ukazania ludzkich emocji w realiach obozu Auschwitz. Jej autor – dyrektor Muzeum dr Piotr Cywiński – wykorzystał w niej fragmenty wspomnień i relacji ponad 450 Ocalałych. To właśnie słowa świadków stanowią fundament tej refleksji nad kondycją człowieka poddawanego procesowi odczłowieczenia w niemieckim nazistowskim obozie koncentracyjnym i zagłady Auschwitz.
W podcaście przedstawiamy dziesięć rozdziałów tej szczególnej opowieści o człowieczeństwie wystawionym na najtrudniejszą z prób.

Część 5. Koleżeństwo
Czyta: Paweł Sawicki

Czy w obozowym osamotnieniu, w brutalności nowej, z początku nie w pełni zrozumiałej społeczności, wśród niedostępnych dla Zuganga jakichkolwiek szczebli nowej hierarchii, było możliwe stworzenie bliższych relacji międzyludzkich? To ważne pytanie. Zbyt łatwo bowiem chciałoby się odpowiedzieć, że takie relacje są naturalne, ludzkie, normalne, nieuniknione, a wobec wspólnego zagrożenia i wspólnej niedoli jest rzeczą zrozumiałą szukanie dróg międzyludzkiej wzajemności i solidarności. Jednak takie podejście byłoby próbą przenoszenia kalki naszego świata na świat obozowy. Kalka ta nie wytrzymuje próby źródłowej, sytuacja w obozie była dużo bardziej złożona. Aby nawiązać głębsze relacje ludzkie, trzeba niewątpliwie trochę czasu wolnego, pewnego spokoju oraz wspólnego wyobcowania dwóch lub kilku osób z ogólnego tłumu. Tych trzech składników w życiu obozowym notorycznie brakowało. Zawsze było się w tłumie, w pośpiechu i pod pręgierzem rozkazów, nakazów, zakazów i przymusu.

Jadwiga Apostoł-Staniszewska
„W obozie nie było dnia, nie było nawet godziny spokoju. Dlatego w tej przeogromnej masie trudno było nawiązywać jakieś znajomości lub tylko utrzymywać je z najbliższymi osobami”.

Przede wszystkim jednak trudno było budować stabilne relacje w sytuacji nieustających zmian osobowych. Jedni ginęli, drugich przenoszono do innego baraku, komanda czy podobozu, trzeci znikali z dnia na dzień z pola widzenia z niejasnych zupełnie przyczyn, inni się natychmiast pojawiali w ich miejsce, tłum się przetasowywał.

Jan Marszałek
„Napływ coraz to nowych więźniów, stale nowe twarze i nieznani ludzie. Nie stanowiło to warunków do nawiązywania przyjaźni. W tym piekle człowiek czuł się samotny, opuszczony, zagubiony, zastraszony, ustawicznie zagrożony i zupełnie bezsilny”.

Maxime Antelin
„Ten, który wczoraj leżał koło ciebie, z którym rozmawiałeś i wymieniałeś słowa otuchy i beznadziei, tego już nie zobaczyłeś. Następnego wieczoru jakiś nieznajomy zajmował jego miejsce, zaznajamiałeś się z nim, a on z kolei też znikał. Cały czas byłeś sam w tej grupie, której częścią nie chciałeś być. Tyle nieznajomych żywych ciał zniknęło: nigdy nie znałem ich imion i nie będę już nigdy znał. To było Birkenau”.

Suzan Cernyak-Spatz
„Nie przywiązuj się do nikogo i do niczego posesywnie. Oni również mogą zniknąć w oka mgnieniu, czy to przez selekcję, przy odwszawianiu, zabrani przez śmierć”.

Owa trudność sprawiała, że na dłuższą metę jedynie w grupach uprzywilejowanych, mniej narażonych na ową codzienność zmian, można było ewentualnie budować trwalsze relacje. Grupy te jednak – funkcyjni, arystokracja obozowa, stare numery – zamykały się bardzo w swoich kręgach. Dla większości więźniów każdy dzień był nową walką o przetrwanie. Każda zatem rozmowa, każde spotkanie dwóch dobrych znajomych mogło być ostatnim.

Miklosz Nyiszli
„Żegnamy się gorącym uściskiem rąk. Nigdzie pożegnanie nie jest bardziej prawdziwe, jak właśnie tu, w kacecie. Ile razy żegnamy się, tyle razy nie wiemy, czy znów kiedykolwiek się zobaczymy. Tu pożegnanie równa się prawie rozstaniu na wieki”.

Drugim bardzo ważnym czynnikiem stojącym na przeszkodzie w utrwalaniu dobrych stosunków międzyludzkich czy wręcz koleżeńskich była atmosfera nieustannego napięcia, która – wraz ze słabnącymi siłami w wyniku przeciążenia pracą i niedożywienia – powodowała u wszystkich podwyższone stany poddenerwowania czy wręcz jawnego rozstroju nerwów.

Raya Kagan
„To, co widziałam, podważyło moje zaufanie do tego, co czytałam w książkach. W beznadziejnych okolicznościach, gdy człowiek traci kontrolę nad sobą, przyjaźń się nie wzmacnia, a zanika”.

Primo Levi
„Życie w tak licznej gromadzie nie było łatwe. Człowiek głodny i bity, człowiek żyjący w ustawicznej niepewności jutra, człowiek odarty brutalnie ze wszystkiego, co wydawało mu się na wolności konieczne do życia, staje się specyficznie nerwowy i reaguje zupełnie inaczej nawet na proste fakty z życia codziennego; inaczej, niż Ty i ja dzisiaj, Czytelniku”.

Wanda Brzosko
„Serca w Oświęcimiu było bardzo mało…. Każdy w zachłannym egoizmie, w usilnym dążeniu, by żyć, szedł nie bacząc na drugich, szedł nie słysząc jęków, nie oglądając się wstecz, egoistyczny samotnik wędrujący wśród trupów”.

Jerzy Pozimski
„Wśród wielu więźniów obserwuję stałe staczanie się w dół, wykolejanie się od względem moralnym – to nie dziwota. Złe cechy charakteru ukrywane  normalnych warunkach, strzeżone pod przykrywką dobrobytu, wychodzą tu w obozie na wierzch. Dobre, odwrotnie, znikają… Przerzuceni z uregulowanych stosunków ludzie tracą równowagę. Stają się zarazem i zuchwali, i służalczy… Powrót do normalnego życia staje się dla niejednego czymś, co na pewno nie nastąpi, dlatego tyle smutnych objawów wyładowania całej nędzy i zwątpienia w małostkowych kłótniach… Ciągłe zżeranie się wzajemne budzi nienawiść dochodzącą do wrogości”.

Niemożność pobycia choć przez chwilę w samotności powodowała frustrację. Ową nerwowość można było łatwiej trzymać w ryzach w ciągu dnia, podczas pracy. Wówczas pośpiech i nadzór kapo nie dawały szans na większe interakcje. Natomiast w nocy, w chwili upragnionego spokoju, odpoczynku, zebrania własnych myśli, natłoczenie w blokach i barakach, na pryczach i kojach, powodowało gwałtowny wzrost agresji.

Jakub Wolman
„Wreszcie do łóżek. Trudno się ułożyć w trójkę w takim łóżku. Bardzo trudno. Ludzie są zmęczeni, bardzo zdenerwowani, najmniejsza drobnostka, na którą normalnie nie zwraca się uwagi, wywołuje między ludźmi burzę, kłótnie – po prostu – wściekłe psy. To oni zrobili z tych ludzi zwierzęta, ale wściekłe zwierzęta”.

Olga Lengyel
„Gdy koje zostały wypełnione do granic możliwości, incydenty pomiędzy więźniarkami stały się zbyt częste. W ciągu dnia harmider panujący w baraku sprawiał, że nienawidziłyśmy jedna drugą. Najspokojniejsze dusze miały czasami chęć udusić swoją sąsiadkę. Nocą, w wyniku fizycznej bliskości, rozdrażnienie osiągało zenit”.

Pelagia Lewińska
„Atmosferę współkoleżeńską panującą na bloku w takich warunkach można tylko wyobrazić sobie, mając w pamięci, że byłyśmy ludźmi trójwymiarowymi, a nie duchami niematerialnymi. Jak się poruszać, ubierać, rozbierać, jeść, spać, w ogóle – żyć w kompletnej ciemności i ciasnocie? Nastąpić na nogę, kopnąć w głowę, schodząc lub wchodząc na koję, strącić na koce miskę z kawą, zamienić trep, którego dotykiem dłoni nie rozróżni się – tego nie unikniesz. Zmęczone i wyczerpane, cierpliwość wszystkie miały ograniczoną, wobec czego w bloku panowała stale atmosfera silnego zdenerwowania”.

Obóz, mimo stłoczenia ogromnej liczby ludzi, mimo bardzo jasnego celu, który – ten sam: przeżycie – przyświecał każdemu, nie tworzył przestrzeni społecznej, w której więzi ludzkie by się zacieśniały, pogłębiały, nabierały dojrzałych, stałych, stabilnych cech.

Primo Levi
„Postanowiliśmy my, Włosi, zbierać się każdej niedzieli wieczorem w kącie lagru; wkrótce jednak zaniechaliśmy tych spotkań: zbyt smutne było przeliczać się za każdym razem, stwierdzać, że jest nas coraz mniej; że jesteśmy coraz bardziej wynędzniali, coraz szpetniejsi. Poza tym bardzo męczące było zrobienie tych paru kroków; wreszcie spotykając się, mimo woli wspominaliśmy i rozmyślali, a lepiej było tego nie robić”.

Wręcz przeciwnie, obóz był przestrzenią, w której więzi ludzkie ulegały – zamiast zacieśnianiu – specyficznemu rozrzedzeniu, osłabieniu, zminimalizowaniu.

Zofia Kossak
„Zdawkowe stosunki towarzyskie z czasów przedlagrowych, zwykłe koleżeństwo ludzi wspólnie pracujących, nie wytrzymywało na ogół próby”.

Heinz Salvator Kounio
„Rzadko rozmawialiśmy. Co można było powiedzieć? Musieliśmy uważać na to, co robiliśmy, i staliśmy się ślepi na czyny innych. Musieliśmy stać się nieludzcy, aby przeżyć, a ponad wszystko mieliśmy przeżyć. To była jedyna sprawa, która mnie podtrzymywała. Miałem przeżyć”.

Bardzo dużo mówią w tym względzie występujące w wielu relacjach próby przypomnienia sobie imion czy nazwisk współwięźniów z komanda, z baraku, a nawet czasami z pryczy.

Ajzyk Szwarc
„Jeśli chodzi o nazwiska więźniów, z którymi pracowałem, to niestety nazwisk prawie nie znałem. Najczęściej znaliśmy się tylko z imienia. Z żadnym z więźniów z naszego komanda nie spotkałem się po wojnie”.

Dystans emocjonalny, empatyczny pomiędzy więźniami zwiększał się wyraźnie wraz z czasem spędzonym za drutami. Tego nie mogli często zrozumieć i wybaczyć „starym numerom” nowi więźniowie. Na początku bowiem obozowej gehenny człowiek mógł jeszcze obiecywać sobie, że nie da się upodlić.

Max Eisen
„Stałem i patrzyłem, jak mężczyźni zanurzają się w kanistry, żeby wylizać każdą resztkę kropli. Nigdy nie widziałem ludzi zachowujących się w ten sposób, jak zgraja psów walczących o kawałek mięsa. Byłem zdeterminowany, że niezależnie od tego, co się będzie działo, nigdy nie zejdę do tego poziomu”.

Po pewnym czasie, po nabyciu przez człowieka doświadczenia obozowego, a zwłaszcza po wyostrzeniu swoich krótkofalowych, codziennych celów osobistych i wzmożeniu swojej walki o przetrwanie, zachowanie innych nie miało już znaczenia. Już nawet śmierć innych tak nie poruszała, jak – wśród wielu wspomnień – wskazuje opis owego krajobrazu po bitwie muzułmanów, próbujących rozkraść przeznaczoną dla więźniów zupę:

Abraham Kajzer
„Na placu pozostają cztery trupy. Życiem zapłacili za kilka łyków jedzenia. Przyglądałem się tej scenie. Na nikim śmierć tych czterech nie zrobiła wrażenia. Zupełnie jakby tego rodzaju wypadek był czymś zrozumiałym i normalnym. Nikt nawet nie zadawał sobie trudu, aby ustalić nazwiska zabitych”.

Trzeba jednak zaznaczyć, że owe napięte nerwy oraz zdystansowanie emocjonalne nie były jedynymi przyczynami utrudniającymi stosunki międzyludzkie. O wielu innych aspektach, takich jak głód, apatia, otępienie, zmuzułmanienie już pisałem, w tym miejscu trzeba przypomnieć, że okoliczności zewnętrzne też nie zachęcały do zbytniej otwartości pomiędzy więźniami. Obóz był emanacją, a może nawet kwintesencją systemu totalitarnego, opartego na terrorze, na inwigilacji, na całkowitej dyktaturze państwa policyjnego. Pod tym względem granica pomiędzy SS oraz Politische Abteilung (obozowym gestapo) a światem więźniów była w pewnym sensie płynna. Tak samo jak kapo stanowili przedłużenie nadzorczego ramienia SS, tak samo gestapo posiadało siatkę swoich szpicli i konfidentów. Więźniowie bywali przesłuchiwani i torturowani. Zdarzały się też donosy spontaniczne, złożone przez więźniów w nadziei na uratowanie swojego przynajmniej życia. Sam system zatem i niewidoczne zagrożenia tworzyły międzyludzką atmosferę, w której nieufność była zasadą pierwszą – punktem wyjścia, zaś jej pokonanie ryzykiem, które musiało się bilansować z jakimś wymiernym celem.

Władysław Bartoszewski
„Koleżeństwo panowało głównie wśród tych, którzy do Auschwitz trafili ze śledztw politycznych. (…) Zwykłych łapankowiczów, do których i ja należałem, tacy więzienni wyjadacze musieli dopiero rozeznać, sprawdzić, zaakceptować. To z ich punktu widzenia było całkiem zrozumiałe, bo wśród nas mogli się znaleźć też przestępcy albo konfidenci”.

Paula Gruber-Herszkopf
„Spotkałam również dziewczynę, z którą chodziłam razem do szkoły. Ona również była tu jako nie-Żydówka. Przestraszyła się, gdy mnie zobaczyła. Uspokoiłam ją, zapewniając, że nikomu o jej pochodzeniu nie powiem. Nigdy potem z nią nie miałam kontaktu, by nie wzbudzać podejrzeń”.

Przede wszystkim jednak skupienie się każdego na swoich problemach codziennych, z których niejeden mógł być akceleratorem śmierci, indywidualna nadrzędność chęci przeżycia oraz banalizacja zła i cierpienia, doświadczanego i obserwowanego wszędzie wokół, na skalę trudną do wyobrażenia, przy rozrzedzeniu więzi i stosunków międzyludzkich, a także – prawdopodobnie – uruchomieniu się mocnych mechanizmów samoochronnych w psychice więźniów, to wszystko powodowało osłabienie reakcji własnej na problemy współwięźnia, które łatwo i chyba trochę pochopnie można wziąć za formy zobojętnienia.

Shlomo Venezia
„Solidarność była luksusem, na który stać było bardzo niewielu. Łyżka strawy oddana koledze oznaczała łyżkę mniej dla siebie1023.
Solidarność istniała tylko wtedy, kiedy miało się dość dla siebie; inaczej, żeby przeżyć, należało być egoistą”.

Zofia Posmysz
„Gdy zaczął się mord, czy ktokolwiek rzucił się na pomoc ofierze? Skąd! Stoimy i milczymy. Ja stoję i milczę. Nikt nikogo o nic nie błaga. Przeciwnie. Wreszcie mamy chwilę wytchnienia, możemy odpocząć. Ten mord trwał i trwał. Przeciągał się, słychać było reakcje katowanej, ale dla nas – przede wszystkim – przedłużała się przerwa w pracy. Bezcenne sekundy, kolejne minuty odpoczynku”.

Ryszard Friedman
„Patrzyliśmy, jak nasi współwięźniowie są bici, kopani, wieszani, torturowani i rozstrzeliwani. Wypieraliśmy tę rzeczywistość ze świadomości tak usilnie, ponieważ mieliśmy nadzieję, że to nigdy nie przydarzy się nam samym! A może starając się uchronić godność, godziliśmy się z nieubłagalnymi realiami? Lecz wtedy powinniśmy umierać z honorem, patrząc naszemu wrogowi prosto w oczy. Nie! To byłoby zbyt teatralne. Niemożliwe. A może jesteśmy zwykłymi tchórzami? Może samolubnie próbujemy ratować sami siebie kosztem bliźnich? Podobne pytania, czarne, przygnębiające, paradoksalne, bezustannie cisnęły się nam do głowy”.

Poniższy cytat jest oskarżeniem zwróconym przeciwko więźniom z długim stażem obozowym. Ale może właśnie dlatego ma charakter dużo bardziej ogólny. Opisuje on bowiem moralny koszt przetrwania.

Zofia Kossak
„Właściwy każdemu stworzeniu instynkt samozachowawczy, domagający się ratowania własnego życia za wszelką cenę, czynił je drapieżnymi i bezwzględnymi. Instynkt ten wyrażał się w orientacji: „Jeżeli, by ratować swoje życie, musimy deptać po ciałach towarzyszek – depczmy je! Słabsze niech giną!””.

W skrajnej wersji tego „zobojętnienia” współwięzień staje się przedmiotem, który raz przeszkadza, raz może w czymś pomóc. Wiele pisano o obozie jako o przestrzeni odczłowieczającej. Tu nie chodzi jedynie o perspektywę esesmanów. Odczłowieczenie miało realny wpływ na wzajemne postrzeganie się przez więźniów, właśnie jako przedmiotów.

Zofia Czerwińska-Kossakiewicz
„[Podczas powrotu z pracy] padają razy na głowę więźnia objuczonego martwym ciałem swojej koleżanki. Nareszcie rzuca się przeklęty ciężar, jaki dziś nałożono na twoje barki i znienawidza się ludzi. A nienawiść jest tak silna, że nie można jej niczym zagłuszyć”.

Postrzeganie współwięźniów jako zagrożenia wzrasta, gdy ma się coś do ukrycia. Bardzo wymowny poniższy opis autorstwa Haliny Birenbaum wskazuje na zmiany wręcz charakterologiczne u osób, które nagle wchodziły w posiadanie czegoś więcej od innych. O ile podejmowały decyzję o ratowaniu jedynie siebie, współwięźniowie zaczęli stanowić w najlepszym razie wyrzut sumienia, a w najgorszym zagrożenie utraty tego, co się posiadało.

„Basia odnalazła przypadkowo swego kuzyna, który pracował w Sonderkommandzie przy krematorium. Kuzyn ten zaczął jej pomagać, przesyłając żywność i odzież za pośrednictwem mężczyzn pracujących w naszym lagrze w charakterze ślusarzy, elektrotechników itp. Członkowie Sonderkommanda na rozkaz esesmanów palili zwłoki, ale też nadzorowali skazanych na gaz przy rozbieraniu się i odsyłaniu ich rzeczy do komanda, gdzie je sortowano oraz dezynfekowano przed wywiezieniem do Niemiec. Mieli więc zawsze w bród jedzenia, ubrania, nawet biżuterii. I prawie wszyscy dopomagali swym krewnym i znajomym w obozie, a nieraz i obcym, jeśli tylko zdarzała się po temu okazja. W paczuszkach od kuzyna Basia otrzymywała różne dary. Niektóre robiły na niej wielkie wrażenie. Chowała je natychmiast do bojtla i pilnie strzegła. Zaczęła unikać ludzi. Stawała się coraz bardziej małomówna, odpychająca i skryta. Do koleżanek ze szwalni odnosiła się niechętnie i gburowato. Ze mną rozmawiała tonem opryskliwym, zbywając moje pytania albo dając wykrętne odpowiedzi. Po jakimś czasie zrozumiałam, że chce się mnie pozbyć, żeby nie patrzeć na moje głodowanie”.

Rywalizacja, której nagrodą mogła stać się szansa przeżycia, bo przecież nikt samego przeżycia nie obiecywał, była codziennym doświadczeniem, począwszy od porannego apelu, przez formowanie się komand, wybór narzędzia pracy, walkę o dokładkę zupy, o względy kapo czy blokowego, o znaleziony po drodze kawałek brukwi, aż po kolejność przechodzenia przez selekcje np. antytyfusowe, podczas których wybierano pewne kontyngenty do komór gazowych. Opisy tych ostatnich, w których spiętrzona do granic wytrzymałości rywalizacja połączona jest ze stresem zupełnie granicznym, dobrze przedstawiają ową wzajemnie wykluczającą się walkę jednostek o przeżycie.

Viktor Frankl
„Selekcja stanowiła sygnał do bezpardonowej walki między więźniami – jednostka przeciw jednostce, grupa przeciw grupie. Liczyło się jedynie to, aby nasze własne nazwisko i nazwisko naszego przyjaciela nie znalazło się na liście ofiar, choć wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, że miejsce jednego ocalonego musi zająć inna ofiara”.

Przy tych wszystkich wcześniejszych zastrzeżeniach, wskazujących na ogromne utrudnienia w tworzeniu stosunków opartych na przyjaźni czy koleżeństwie wewnątrz obozu, trzeba jednak wyraźnie stwierdzić, że człowiek trwający w osamotnieniu miał wyraźnie mniejszą szansę przeżycia. Kto bowiem wspomoże go w chwilach zwątpienia lub załamania? Kto zorganizuje mu leki lub choćby cebulę w czasie choroby? Kto podzieli się zawartością otrzymanej paczki, wstawi się u blokowego, podtrzyma w trakcie przedłużającego się apelu? Trzeba jednak pamiętać, że w sytuacji skrajnej granica pomiędzy przyjaźnią – uczuciem właściwym dla świata wolności i bezinteresownych wyborów ludzkich – a wspólnotą interesu, koasekuracją w zagrożeniu, budową naturalnych bliskich grup wsparcia, nie jest łatwo wyczuwalna i nie zawsze można ją jednoznacznie określić.

Roch Wystrach
„Przyjaźń w obozie była rzeczą konieczną. Uważam, że więźniowie bez przyjaźni współwięźniów bardzo szybko się wykańczali i nie mogli przetrwać obozu. Wzajemna pomoc była najlepszym ruchem oporu w obozie w celu jego przetrwania. Również jednostki pozbawione przyjaźni lub nieświadczące przyjaźni innym wypaczały się i stawały się osobami negatywnymi w społeczności obozowej; bardzo często osoby takie stawały się przestępcami obozowymi”.

Józefa Szkodzińska
„Z tą przyjaźnią w obozach to było różnie; różne rzeczy się widziało, czego nawet nie wspomina się nikomu, bo i przecież w obozach ludzie byli różnych usposobień, byli i tacy, co tylko wtedy pomogli, gdy jakiś cel w tym mieli, inni znów myśleli  sobie, aby przetrwać i nie być głodnym — jednym słowem, różnie to było”.

Już od chwili przybycia wielu Zugangów próbowało odnaleźć bliskich, kolegów, przyjaciół, by w owym morzu cierpienia doświadczyć jakiejkolwiek wspólnotowości.

Jerzy Brandhuber
„W obozie żyło się grupami. Była to konieczność uwarunkowana sytuacją panującą w obozie. Bardzo trudno było się obejść bez kolegów i przyjaciół. Szczególnie mocno odczuwali to nowo przybyli”.

Maurice Cling
„Kwarantanna z całą swoją brutalnością jest w sumie do wytrzymania, mimo zmęczenia ćwiczeniami i dręczącego niepokoju o przyszłość. Zawdzięczam to obecności starszego brata, a także współtowarzyszy z Francji, którzy tworzą rodzaj małej, zwartej społeczności, względnie solidarnej”.

Henryk Jaworski
„W selekcji tej zginął również mój Ojciec i Brat. Przygnębiony i złamany przeżyciami błądziłem po obozie w poszukiwaniu kolegów, którzy by mi pomogli w przywróceniu równowagi. Spotkałem swego nauczyciela ze szkoły powszechnej Jana Redzieja, który również nas poszukiwał, bardzo troskliwie się mną zaopiekował, dając mi co drugi dzień michę zupy i kawał chleba”.

Mimo tych wszystkich przeciwności przykłady koleżeństwa lub przyjaźni nie zniknęły, bardziej może zmieniły swój zakres oddziaływania. Były rzeczy możliwe do zapewnienia sobie nawzajem i były sprawy poza zasięgiem. A poza sferą czysto emocjonalną relacje międzyludzkie wymagały w rzeczywistości obozowej chwilowych bądź trwałych sojuszy. Struktura owych relacji miała trochę inny kształt w obozie męskim, a inny w obozie kobiecym. Wynika to bardzo klarownie z wielu wspomnień ocalałych i odzwierciedla trochę różnice w zwykłych szkołach, pomiędzy klasami o wyraźnej dominancie chłopięcej a takimi o przewadze dziewczęcej. W tym sensie są one poniekąd naturalne. W obozie męskim tworzą się mianowicie grupki oparte o wspólnotę losu, doświadczeń, przekonań. Ale są to grupki otwarte, inkluzywne, bywają mocno zmienne. Przynależność do jednej z takich grupek nie wyklucza przynależności do innej. W obozie kobiecym tworzą się grupki kilkuosobowe na prawach ekskluzywności. Bywają nazywane „rodzinami”.

Ludwik Rajewski
„Wyraźnie zaczyna się rysować już w pierwszych miesiącach pobytu w obozie oświęcimskim (październik-grudzień 1940 roku), mimo koszącej śmierci i masy nędzy więźniarskiej, podział na grupy. Zarysowują się grupy: wojskowych zawodowych, prawicy i lewicy. Zdumienie zwłaszcza wywoływały poczynania wojskowych, którzy wypowiadali się jawnie na temat organizacji nielegalnej, nie licząc się z tym, że znajdowali się w obozie śmierci”.

Swoistym spoiwem były także wyznawane idee polityczne. W szczególności dotyczyło to ówczesnych komunistów, którzy rozpoznawali się i wspierali, wierząc w odbudowę świata w ich mniemaniu sprawiedliwszego.

Raphael Esrail
„Zaangażowania ideologiczne odgrywają rolę, zwłaszcza wśród komunistów. Dla tych deportowanych, żydowskich czy nie, „funkcyjnych” czy prostych Häftlinge, to ich zaangażowanie polityczne jest determinujące. Potrafili stworzyć solidarności naprawdę ocalające”.

Bożena Krzywobłocka
„Ada Jaranowska była łączniczką tow. Logi-Sowińskiego. Pochodziła z Łodzi. Była komunistką i należała do komunistycznego kolektywu, który miał swoją siedzibę w bloku nr 5. (…) Czasem uczestniczyłam w zebraniach kolektywu. (…) Podczas obchodu Rocznicy Rewolucji Październikowej w bloku nr 5 deklamowałam mimo gorączki „Komunę Paryską” Broniewskiego. Irka Szczypiorska recytowała „Grenadę” Świetłowa. Później śpiewano piosenki rewolucyjne. Na obchodzie tym była również dr Lubow, która przemawiała. Wszystko odbywało się w nocy”.

Drugą naturalną osią tworzenia międzyludzkich więzi były komanda. W blokach czy barakach się spało, w komandzie spędzało się więcej czasu. W szczególności w lepszych komandach, gdzie praca wymagała interakcji ludzkiej, a nie była szczególnie wyniszczająca, powstawały liczne okazje do nawiązywania lub zawężania relacji pomiędzy konkretnymi więźniami.

Aleksander Giermański
„Ci, którzy dostali się do dobrych komand, starali się ściągnąć do nich kolegów potrzebujących pomocy”.

Tadeusz Żaboklicki
„Pracując długi czas w jednym komandzie, rychło zawiązały się nici sympatii z kolegami, do których miałem zaufanie”.

Michał Ziółkowski
„Na przykład ja pracowałem w Kommandantur Reinigung, a Eugeniusz Niedojadło pracował w Rewirze SS w pobliżu miejsca mojej pracy. Ja nie byłem muzułmanem, ani on nie był muzułmanem. Mieliśmy więc ze sobą kontakt. Ten kontakt między starymi więźniami był intensywniejszy, jak z innymi”.

Inny model komórek społecznych – jak pisałem – powstał w obozie kobiecym. Więźniarki tworzyły kilkuosobowe grupki, emocjonalnie bardzo zespolone, wyraźnie rozgraniczone od reszty społeczności więźniarskiej, nazywane „rodzinami”, w ramach których zamykał się niemalże cały świat wymiany kulturalnej, empatii, wsparcia, solidarności czy poświęcenia. Świat tych więźniarek dzielił się na wewnętrzny, „rodzinny”, i zewnętrzny – obcy, wrogi, a w najlepszym wypadku obojętny. Ujawniał się wśród więźniarek pochodzących z najróżniejszych części Europy, z różnych kultur, religii i narodowości. Nie wydaje się, by przyczyny wytworzenia owego modelu żeńskiego dały się sprowadzić jedynie do tego, że ówczesne pokolenia kobiet były dużo bardziej ograniczane na agorze życia społecznego, począwszy od pozwolenia na samotne pojawianie się w przestrzeniach publicznych, a skończywszy na uczeniu się na studiach wyższych czy zabieraniu głosu w sferach politycznych. Wydaje mi się, że ów model musiał wywodzić się z pewnych głębin antropologicznych, stanowić pewien atawizm, konieczność tworzenia podstawowych komórek społecznych bliską lub tożsamą z żeńską naturą ludzką. Tym bardziej że ten model strukturalny społeczności więźniarskiej nie zaistniał nigdzie w obozie męskim, niezależnie od obszaru, kultury i religii, z jakimi związana była dana grupa więźniów. Na czym ów model polegał?

Eva Libitzky
„Nie czułam się samotna w Auschwitz. Od początku utworzyłam bliską więź z czterema innymi żydowskimi dziewczynami z mojego transportu, rówieśniczkami. (…) Nie znałyśmy angielskiego [sic!] powiedzenia „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”, ale to doskonale nas opisywało”.

Kitty Hart-Moxon
„Jedna pozyskała trochę chleba, druga znalazła chusteczkę lub ołówek i kilka skrawków papieru, inna – kubek wody. Członkinie grupy wspomagały się wzajemnie i przeciwstawiały się reszcie. Poza rodziną królowało przekupstwo, wewnątrz była miłość i wzajemna pomoc”.

Zofia Kossak
„Przyjaźń była cudownym darem Bożym. Ona sprawiła, że zespolona gromadka mogła wszelkie próby przejść bez załamania, nie odczuwając niewoli. Mogła bodaj na chwilę osiągnąć złudę wolności, myśleć jak na wolności, mówić jak na wolności, wyobraźnią poszybować nad drutami, żyć dawnym lub przyszłym życiem. Skutecznie przeciwstawiała się destrukcyjnej atmosferze obozowej. Kobiety uczestniczące w takim zgranym zespole były naprawdę uprzywilejowane i godne zazdrości, bardziej niż te, co opływały w kosztowne produkty. Były one jednak nieliczne”.

Nie oznacza to, że poza owymi „rodzinami” nie istniała dwuosobowa normalna przyjaźń w obozie kobiecym. Takie przypadki się zdarzały, z wszystkimi zastrzeżeniami wyniesionymi z obozu męskiego, dotyczącymi trudnej interpretacji tego, czym jest przyjaźń, a czym koasekuracja.

Ester Friedman
„Z czasem zrozumiałam, że ten, kto był sam, nie miał szans przeżyć, tylko ten, kto miał przyjaciół i starał się być razem z innymi, miał większą chęć walczyć o życie. Miał podporę, mógł liczyć na pomoc. Dlatego przyjaźń była taka ważna”.

Pelagia Lewińska
„Przyrzekłyśmy sobie z przyjaciółką, jako najwyższy dowód wzajemnego oddania, że nie pozostawimy jedna drugiej umierającej w błocie. Nieprawdopodobne, co? – żeby podanie upadającemu człowiekowi ręki było dowodem najwyższym przyjaźni – a jednak tak. Dźwigać kogoś z błota – to znaczy zaryzykować, że się z nim w błocie zostanie”.

Na tle zupełnie obiektywnych utrudnień w tworzeniu bliższych stosunków międzyludzkich jest oczywiście ogrom przykładów, które pokazują, jak bardzo przyjaźń istniała, łamała granice i stereotypy, pociągała za sobą niesamowite poświęcenia. Nie byłoby dobrze ani uczciwie, gdyby powyżej przytoczone przykłady norm przykryły ową prawdę. Poniższy cytat pokazuje przełamanie oporów narodowościowych i politycznych, a także barier właściwych obozowi. Józef Polak, funkcyjny, ukrył u siebie, jako Stubendiensta, generała broni ZSRR, Dymitra Karbyszewa, nie rozpoznanego przez gestapo.

Józef Polak
„Będąc pisarzem blokowym w sąsiedztwie bloku radzieckich więźniów, często u nich przebywałem, oni zaś przybywali do mnie, ponieważ z wieloma spośród nich mocno się zaprzyjaźniłem”.

Bolesław Dziewięcki
„Gdy taką piękną paczkę pierwszy raz dostałem, cisnęło się do mnie wielu ludzi, nawet nieznani mi. Na przykład jeden żebrak z Jędrzejowa, tutaj ostrzyżony, wyglądał na człowieka. Podszedł do mnie i Żyd, starszy człowiek, nazwiskiem Księski. Uskubałem mu coś, choć bardzo niechętnie, bo jego ciężarówka zabiła moją siostrę Helę. W procesie nie wygraliśmy, bo Żyd był bogaty”.

Jednak trzeba się wystrzegać i przechyłu w drugą stronę. Obóz nie składał się wyłącznie z bohaterów, którzy – jako tacy – przedarli się z anonimowości więźniarskiej na karty historii i świadomości publicznej. Historie Kolbego, Pileckiego, Gradowskiego, Cyrankiewicza, Vrby, Leszczyńskiej czy Küsela nie są historiami dla Auschwitz reprezentatywnymi. I tu nie chodzi o socjologiczną średnią, bardziej o rozpiętość skali i o doświadczenie ludzkie.

Antoni Golemo
„Oprócz szlachetnego, wzajemnego, a często wręcz heroicznego poświęcenia się dla innych, ogół wtrącony w upodlające człowieczeństwo, okrutne warunki brudu, nędzy i głodu, w bezlitosnej walce o byt, stawał się niemal bestią, nie dostrzegającą nic innego poza utrzymaniem się przy życiu i zachowaniem się na tym tle nieraz w najbardziej podły sposób. Boże, ileż mam tego przerażających przykładów, z jakąż żałosną ironią przypominałem sobie powiedzenie Gorkiego, że „słowo człowiek brzmi dumnie”, skoro słowa te w obozie zaledwie do zupełnie wyjątkowych przypadków można było odnieść”.

Wysłuchali państwo piątej części podcastu na podstawie książki dr Piotra Cywińskiego „Auschwitz. Monografia Człowieka”.

Czytał: Paweł Sawicki

Głosu Ocalałym użyczyły osoby związane z Muzeum Auschwitz:
Magdalena Drzyżdżyk
Wojciech Staroń
Dawid Pasierb
Martyna Kubińska
Tomasz Michaldo
Joanna Brusik
Piotr Cywiński
Mirosława Lieber
Marcin Inglot
Szymon Pająk
Joanna Łapuszek
Barbara Gębołyś-Warmbier
Katarzyna Wieczorek
Michał Kolasa
Zbigniew Mojżesz
Krzysztof Adamczyk
Jan Nagi
Martyna Kamińska
Bartosz Bartyzel
Natalia Janusik
Jacek Płaza
Anita Łukaszyk-Nagi
Anna Stańczyk
Tomasz Czepiec
Michał Rolski
Katarzyna Marcak
Piotr Kościelnik
Michał Kubiczek
Piotr Satała
Witold Łysek
Tomasz Oleś
Beata Michnik
Arkadiusz Juszczyk
Jarosław Paluch
Marek Bzduła
Agnieszka Momot
Izabela Mysiura
Zofia Drabczyk
Bartłomiej Pochopień
Adrian Toporek
Michał Szklarczyk

Adaptacja na potrzeby podcastu: Agnieszka Juskowiak-Sawicka
Realizacja dźwięku: StudioPlac
Muzyka: JivexMusic

=====

W podcaście wykorzystano fragmenty relacji i publikacji:

Jadwiga Apostoł-Staniszewska, „Echa okupacyjnych lat”, Warszawa 1973, s. 315.
Zdzisław Ryn, Stanisław Kłodziński, „Śmierć i umieranie w obozie koncentracyjnym”,
„Przegląd Lekarski – Oświęcim” 1982, s. 63.
Maxime Antelin, „Chronique maladroite d’un candidę. 1943-1945”, Paris 2005, s. 43.
Suzan Cernyak-Spatz, “Protective Custody. Prisoner 34042”, Brooklyn 2005, s. 160.
Miklosz Nyiszli, „Byłem asystentem doktora Mengele. Wspomnienia lekarza
Oświęcimia,” Oświęcim 2000, s. 80.
Raya Kagan, “Des femmes au bureau de l’enfer”, Paris 2020, s. 295.
Adam Ziemba, „Pajda chleba”, Oświęcim 2017, s. 7.
Wanda Brzosko (64404), Relacja w: Wspomnienia, t. 71, s. 21.
Jerzy Pozimski (1099), Relacja w: Wspomnienia, t. 52, s. 176.
Jakub Wolman (33611), Zeznania w procesie Rudolfa Hössa [IPN GK 196/87], w: Zapisy
terroru, t. 5, Warszawa 2019, s. 113.
Olga Lengyel, “Five Chimneys. The Story of Auschwitz”, Chicago [b.r.] [3 wyd.], s. 30.
Pelagia Lewińska, „Oświęcim. Pogarda i triumf człowieka. Rzeczy przeżyte”,
Paryż 1946, s. 29.
Primo Levi, „Czy to jest człowiek”, Oświęcim 2017, s. 33.
Zofia Kossak, „Z otchłani”, Oświęcim – Warszawa 2004, s. 90.
Heinz Salvator Kounio (109565), “A Liter of Soup and Sixty Grams of Bread”, New York
2003, s. 54-55.
Ajzyk Szwarc (92811), Relacja w: Oświadczenia, t. 33, s. 103.
Max Eisen, “By Chance Alone. A Remarkable True Story of Courage and Survival at Auschwitz”, Toronto 2016, s. 87-88.
Abraham Kajzer, „Za drutami śmierci”, Wałbrzych 2008, s. 35.
Władysław Bartoszewski, „Mój Auschwitz”, Kraków 2010, s. 27.
Paula Gruber-Herszkopf, „Pozostał ból”, Warszawa 2007, s. 163.
Shlomo Venezia, „Sonderkommando. W piekle komór gazowych”, Warszawa 2009, s. 119.
Zofia Posmysz, „Królestwo za mgłą”, Kraków 2017, s. 102.
Ryszard Friedman (B-4112), „Jeden spośród wielu”, Kraków 2017, s. 183-184.
Zofia Kossak, „Z otchłani”, Oświęcim – Warszawa 2004, s. 88.
Zofia Czerwińska-Kossakiewicz (49973), Relacja w: Wspomnienia, t. 16, s. 46.
Halina Birenbaum, „Nadzieja umiera ostatnia. Wyprawa w przeszłość”, Oświęcim
2009, s. 156-157.
Viktor E. Frankl, „Człowiek w poszukiwaniu sensu”, Warszawa 2017, s. 25.
Roch Wystrach (10241), cytat w: Zenon Jagoda, Stanisław Kłodziński, Jan Masłowski, „Przyjaźnie oświęcimskie”, „Przegląd Lekarski – Oświęcim” 1978, s. 67.
Józefa Szkodzińska (32293), cytat w: Zenon Jagoda, Stanisław Kłodziński, Jan Masłowski, „Przyjaźnie oświęcimskie”, „Przegląd Lekarski – Oświęcim” 1978, s. 43.
Jerzy Brandhuber (87122), Relacja w: Oświadczenia, t. 76, s. 151.
Maurice Cling, „Wy, co wchodzicie tutaj… Dziecko w Auschwitz”, Oświęcim
2008, s. 86.
Henryk Jaworski (31071), Relacja w: Oświadczenia, t. 13, s. 87.
Ludwik Rajewski (4217), Relacja w: Oświadczenia, t. 21, s. 107.
Raphael Esrail, “L’espérance d’un baiser. Le témoignage de l’un des derniers survivants d’Auschwitz”, Paris 2017, s. 133.
Bożena Krzywobłocka (83264), Relacja w: Oświadczenia, t. 15, s. 84.
Aleksander Giermański (716), Relacja w: Oświadczenia, t. 74, s. 200.
Tadeusz Żaboklicki (21668), Relacja w: Oświadczenia, t. 78, s. 146.
Michał Ziołkowski, „Byłem od początku w Auschwitz”, Gdańsk 2007, s. 29.
Eva Libitzky (n.n.), “Out on a Ledge”, River Forest 2010, s. 114.
Kitty Hart-Moxon, “Return to Auschwitz”, Thirsk 2000, s. 79-80.
Zofia Kossak, „Z otchłani”, Oświęcim – Warszawa 2004, s. 89.
Ester Friedman, „Daleka droga do domu”, Kraków 1997, s. 80.
Pelagia Lewińska, „Oświęcim. Pogarda i triumf człowieka. Rzeczy przeżyte”, Paryż 1946, s. 34.
Józef Polak (3288), Relacja w: Oświadczenia, t. 12a, s. 186.
Bolesław Dziewięcki, „Z dna piekła. Moje przeżycia w niemieckich obozach koncentracyjnych 1943-1945”, Gdynia 2015, s. 50.
Antoni Golemo (9256), cytat w: Zenon Jagoda, Stanisław Kłodziński, Jan Masłowski, „Przyjaźnie oświęcimskie”, „Przegląd Lekarski – Oświęcim” 1978, s. 42-43.