„Auschwitz. Monografia człowieka”. Cz. 4. Emocje
Transkrypcja podcastu
Posłuchaj na: SPOTIFY | APPLE PODCAST
„AUSCHWITZ. MONOGRAFIA CZŁOWIEKA”
Książka „Auschwitz. Monografia człowieka” to pierwsza na skalę światową próba ukazania ludzkich emocji w realiach obozu Auschwitz. Jej autor – dyrektor Muzeum dr Piotr Cywiński – wykorzystał w niej fragmenty wspomnień i relacji ponad 450 Ocalałych. To właśnie słowa świadków stanowią fundament tej refleksji nad kondycją człowieka poddawanego procesowi odczłowieczenia w niemieckim nazistowskim obozie koncentracyjnym i zagłady Auschwitz.
W podcaście przedstawiamy dziesięć rozdziałów tej szczególnej opowieści o człowieczeństwie wystawionym na najtrudniejszą z prób.
Część 4. Emocje, otępienie.
Czyta: Paweł Sawicki
Pobyt w obozie przenosił człowieka do świata, którego samo istnienie wydawało się niemożliwe. Do takiego świata więzień musiał się możliwie szybko zaadaptować lub zginąć. Człowiek bywa czasami postawiony w sytuacji, której całej rozciągłości nie jest sobie w stanie wyobrazić. Bywa tak na frontach wojennych czy w obliczu wyjątkowych katastrof. Obóz, poprzez dogłębną dehumanizację człowieka, stawiał swoją ofiarę w zupełnie jeszcze innej pozycji. Okazało się jednak, że możliwości ludzkiej adaptacji do warunków, których nawet najśmielsze wyobrażenie nie było w stanie przewidzieć wcześniej, są ogromne.
Victor Frankl
„Gdyby ktoś nas zapytał, na ile prawdziwe jest słynne zdanie Dostojewskiego, który beznamiętnie twierdził, iż człowiek jest istotą zdolną przyzwyczaić się absolutnie do wszystkiego, odparlibyśmy: „Tak, człowiek może przyzwyczaić się do wszystkiego, lecz nie pytajcie nas, jak to się dzieje”.”
Obóz wprowadzał człowieka w stan nieustającego napięcia. Miało ono jednak różne podłoża: od woli przeżycia, poprzez odczucie głodu lub pragnienia, po lęk o najbliższych czy też obserwacje tego, co działo się z innymi więźniami lub ofiarami prowadzonymi bezpośrednio z wagonów do komór gazowych. Więc chyba należałoby mówić o splocie różnych rodzajów napięć. Wszystkich wysoce traumatycznych, dotyczących kwestii granicznych, nie mających odzwierciedlenia we wcześniejszych doświadczeniach więźniów, występujących nieustannie i w tym samym czasie, nakładających się na siebie i wraz z obozową, planową dehumanizacją więźnia tworzących wyjątkowo mocne i specyficzne napięcie emocjonalne. Było ono na tyle silne, że po wojnie ci, którzy je przeżyli, zgadzali się całkowicie ze stwierdzeniem, iż nie można tego doświadczenia wyjaśnić czy przekazać w jakiejkolwiek formie osobom, które nie przeszły przez obóz.
Paula Gruber-Herszkopf
„Z końcem wiosny, gdy licznie nadchodziły transporty węgierskie, krematoria pracowały bez przerwy. Ale to nie wystarczało. Palono więc ciała w dołach. Widać było gęste, ciemne chmury, które się z tych dołów unosiły. Od odoru zbierało się na wymioty. Całość robiła niesamowite, nierealne, przerażające wrażenie”.
Krystyna Żywulska
„Kto tego nie przeżył, nie zrozumie, tak jak nie odczuje naszej udręki mimo najwierniejszej relacji. Bo po cóż będziemy opisywać najpotworniejsze sceny? Wzbudzą na pewno zgrozę, ale przecież nasze cierpienie polega przede wszystkim na ciągłości, na beznadziejności. Jesteśmy wiecznie w stanie bólu psychicznego i fizycznego. To tak jakby stale ktoś bliski umierał. I tak jakby stale ktoś na ciebie pluł. I tak jakby wszystko to działo się jednocześnie. Czy ja wiem, jak to przetłumaczyć na pojęcia ludzi wolnych?”.
Większość opisów więźniów skupia się na problemie ich własnego przeżycia lub doli najbliższych. Z bólem poruszana jest często kwestia tęsknoty, zwłaszcza za zamordowanymi członkami własnej rodziny. W relacjach opisujących drugą fazę funkcjonowania Auschwitz, gdy był już on nie tylko obozem koncentracyjnym, ale również ośrodkiem zagłady, przykuwa uwagę jedna rzecz: tłem wszystkich wydarzeń jest dym krematoryjny. W Auschwitz I, w Monowitz oraz w niektórych podobozach owo tło jest odczuwalne jako niewidoczne, być może przez to i straszniejsze, nienamacalnie groźne, gdyż właściwie nieznane. W Birkenau jest codziennością.
Nate Leipciger
„W niektóre dni dym z krematoriów zasłaniał słońce, tworząc ciągłą smętną przemianę z dnia w noc. Patrzyliśmy, jak przychodziły transport za transportem i jak ludzie szli lub byli przewożeni ciężarówkami do komór gazowych. Zapach miału węglowego połączonego z charakterystycznym zapachem palonego ludzkiego mięsa przenikał całą okolicę. (…) Nasze dni były policzone i wiedzieliśmy o tym”.
Niewątpliwie reakcje emocjonalne na wydarzenia były w obozie różne. Nie każde wydarzenie dotyczyło każdego. Ludzie skupiali się na najbliższym otoczeniu, na kilku znajomych, na samych sobie. To naturalne. Zapewne pełniejsza analiza owego stanu emocjonalnego, wynikającego ze „znalezienia się w piekle”, wymagałaby również uwzględnienia stopnia zmuzułmanienia więźnia w danej chwili. O ile człowiek mniej więcej w dobrej formie, jeszcze silny, może próbować oceniać sytuację, analizować położenie, a także odczuwać emocjonalne stany właściwe temu, co każdy z nas zna, o tyle to człowiek będący na skraju śmierci głodowej, zamęczony, zagubiony, zatracony reaguje już tylko na bezpośrednie bodźce. Jednak nawet znajdując się w sytuacji ciągłego i nieustającego zagrożenia życia, a także stałej obecności śmierci pod najróżniejszymi postaciami, więzień doświadczał momentów tak bardzo wyostrzonych, że potrafiących wyprowadzić go z równowagi. Dla każdego zapewne były to różne sygnały – często dotyczyły nagłego uświadomienia sobie masowości śmierci lub niedoli dzieci w obozie. Wydaje się, że w owym przyzwyczajeniu do stałego napięcia, więźniowie w swych relacjach sygnalizują, iż skrajności sytuacyjne się zdarzały i wywoływały różne reakcje: nagłe skoki stresu i nerwowości, ale również apatię czy otępienie. Pierwszy cytat dotyczy asystowania przy wprowadzaniu do podziemi bloku 11 grupy chorych więźniów, których esesmani zamierzali uśmiercić cyklonem B.
Konrad Szwed
„Pociemniało mi w oczach. Widok cierpiących ludzi, ich krzyki i wołania targały wnętrzności, rodziły niewypowiedzialny ból. Półprzytomny, oszołomiony krzykami oprawców i jękiem konających, wyszedłem jak z piekła. Czułem, że mam zapaloną głowę i zapalone serce. Przed oczyma widmo straszliwej śmierci przez uduszenie. Uciekłem, chciałem się ukryć pod stertą kamieni, zapaść pod ziemię, nie widzieć ludzkiej krzywdy i straszliwej zbrodni zabijania godności człowieka”.
Drugi jest opisem sceny opróżniania baraku 25 w Birkenau, ironicznie nazywanego w obozie poczekalnią, gdyż nawet przez kilka dni przetrzymywano w nim więźniarki przeznaczone do zamordowania w komorach gazowych, bez jedzenia i picia, w pełni świadome tego, co je czeka.
Simone Alizon
„To była scena halucynacyjna. To było jakimś niewiarygodnym obłędem. To było tak szokujące, tak niewyobrażalne, tak niedopuszczalne, że dusza odmawiała uwierzenia w to, co widziało i rejestrowało spojrzenie; tak samo hałas i straszne krzyki, które atakowały uszy”.
Kolejne opisy dotyczą masowości śmierci. Pierwszy jest niezwykle wymowny, gdyż odzwierciedla to, co ocalali tworzący powojenne wystawy w Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau starali się przekazać, ukazując tysiące butów, bucików i sandałków.
Stanisław Sattler
„Dostałem rozkaz niezwłocznego spalenia tego wszystkiego. Gdy dotarłem na miejsce, zobaczyłem na podwórku blisko paleniska bardzo dużą stertę małych dziecięcych bucików, sandałków i kapci. Gdy ujrzałem ten stos tysięcy i tysięcy dziecięcych butów, poczułem, jak przeszywa mnie nagły traumatyczny dreszcz; coś się we mnie rozdarło, coś się załamało. W szoku miałem halucynacje, widziałem twarze lub wystraszone, przerażone nagie dzieci, które ze strachu nawet nie potrafiły płakać. Dzieci, które nie mogły zrozumieć, które nic nie zrobiły, by ich spotkał taki los. Straciłem przytomność i upadłem. (…) Od tego dnia stałem się innym człowiekiem. Nawet otoczony przez wielu ludzi, pozostawałem zawsze samotny”.
Anna Kowalczykowa
„Pewnego dnia, już chyba pracowałam pół roku w kuchni, dziewczęta wywołały mnie na dwór. Gdy zbliżyłam się do drutów, zobaczyłam auta ciężarowe zapełnione więźniami, których wywożono do komór gazowych z rewiru, z obozu męskiego. Było ich około czterech tysięcy. Wtedy pierwszy raz zemdlałam w obozie. Ocucił mnie esesman, który tak mnie skatował, że leżałam w kałuży z krwi”.
Najtrudniejsza była pod tym względem sytuacja więźniów Sonderkommando, którzy asystowali ofiarom przy wchodzeniu do komór gazowych, a potem wyciągali ich ciała, obcinali włosy czy wyrywali złote zęby, a wreszcie palili w krematoryjnych piecach638. Trudno analizować kondycję emocjonalną więźniów tego komanda w porównaniu do innych komand. Nawet po wojnie byli oskarżani o współsprawstwo, dekady całe milczeli. Jeśli Auschwitz był innym światem, to warunki pracy w Sonderkommando – z pozycji doświadczenia ludzkiego – jego najdalej idącym zwyrodnieniem. Emocji w obozie nie da się jakkolwiek ujednolicić czy sprowadzić do wspólnej mediany. Piekło ma kręgi i – niechaj Dante Alighieri wybaczy – nie muszą one być koncentryczne.
Kazimierz Smoleń
„Po pewnym czasie Grabner powiedział Mietkowi, że może otrzymać przydział do „lekkiej pracy”. Tą lekką pracą było palenie zwłok w krematorium. Oczywiście początkowo wszystko dobrze się układało. Pracował pod dachem, było ciepło, miał więcej jedzenia. Kiedy jednak parę lat później spotkałem go w Birkenau, był zrozpaczony. Płakał, mówiąc, że chciałby się „urwać” z tego komanda, ale było to niemożliwe”.
Shaul Chasan
„Nie byłem wtedy człowiekiem. Gdybym nim był, nie wytrzymałbym tam ani chwili. Wytrzymaliśmy, bo nie byliśmy już ludźmi”.
Leon Cohen
„Byliśmy wyzuci z wszelkich uczuć, nie czuliśmy nic oprócz pustki. Zamknęliśmy nasze serca, nie było już w nas nic ludzkiego. Pracowaliśmy jak maszyny”.
Ważne jest, by odnotować, że owe chwilowe całkowite załamanie nerwowe mogło być wynikiem, bardzo emocjonalnych sytuacji, dotyczących czy to dzieci, czy np. osób niepełnosprawnych i zapewne jeszcze wielu innych, których ocena zależna jest od przeżyć, doświadczeń, wyobraźni oraz odporności psychicznej konkretnej osoby.
Adolf Gawalewicz
„Każą mi zająć miejsce na taborecie przy dużym stole. Moi towarzysze pracy to chorzy umysłowo, obłąkani. Mamy nawijać na kłębki włóczkę i nici wyprute ze starej odzieży. Dwa dni spędziłem wśród obłąkanych. Nie potrafię opisać grozy i przerażenia tych piekielnie długich jak wieczność godzin. Wszyscy chorzy, z którymi się wtedy zetknąłem, dostali pomieszania zmysłów na skutek bądź tortur, które przeszli w gestapowskim śledztwie, bądź z powodu tego, że ich psychika nie potrafiła sprostać warunkom życia obozowego”.
Witold Pilecki
„Ze zmysłami nie było już tak jak u ludzi, to pewne… Jak u ludzi hen, tam daleko, na ziemi… Umieraliśmy jako tacy, jakimi chodziliśmy niegdyś po ziemi – stawaliśmy się innymi”.
Dla więźniów konieczność przeżycia wymagała zdystansowania się od tego wszystkiego, co w każdej chwili się widziało i czuło. Nawet jeśli by to było najbardziej niemożliwe do zaakceptowania646. Napięcie i walka z nim doprowadzały w stosunkowo krótkim okresie do zobojętnienia i do apatii.
Victor Frankl
„Reakcje ulegały zmianie na przestrzeni kilku dni [po przybyciu]. Więzień przechodził od etapu pierwszego do drugiego; było to stadium względnej apatii, kiedy to człowiek doznaje czegoś na kształt emocjonalnej śmierci”.
Apatia, główny symptom drugiego etapu adaptacji do życia w obozie, stanowiła konieczny mechanizm obronny. Rzeczywistość bladła, a wszystkie wysiłki i emocje były skoncentrowane na jednym tylko zadaniu: zachować własne życie i życie bliskiego sobie człowieka od zagłady.
Gabor (Neuman) Nyirö
„Więźniowie zachowywali się bardzo różnie w barakach. Niektórzy w bezruchu, w apatii, próbowali zrozumieć sens ich losu. Inni szukali siły i otuchy w modlitwie. Wielu chodziło w różnych kierunkach, buntując się i klnąc dla wyżycia się. A niektórzy chowali się w jakimś kącie baraku, w nadziei, że pozostawi się ich w spokoju”.
Zofii Kossak
„Te, które zrazu udawały obojętność dla taktyki, niebawem obojętniały rzeczywiście. Oswajały się. Zobojętnienie, oswojenie, to są rzeczy groźne, gdyż zasłaniają prawdziwe kryterium, stanowią początek równi pochyłej, na której zatrzymać się trudno”.
Stany apatyczne występowały bardzo szybko, większość ocalałych mówi o okresie co najwyżej kilku dni, czasami jednego tygodnia od deportacji do obozu. O ile zdystansowanie emocjonalne654 mogło ratować od paniki lub poważnego stresu, z którym nie można było sobie poradzić, o tyle głęboka apatia stawała się również czynnikiem niebezpiecznym, gdyż osłabiała niezbędną wolę przeżycia oraz zdolność podejmowania ciągłych i trzeźwych decyzji, koniecznych do ocalenia.
Peter Ornstein
„Ludzie czasami załamywali się i umierali w miejscu. Często można było widzieć, jak całkowicie wyniszczeni i psychicznie nieobecni ludzie potykali się po drodze, bez żadnego kontaktu z otoczeniem i bez jakiegokolwiek pomocnego wsparcia. Wysoki poziom apatii mógł być również obserwowany u więźniów, którzy, choć nadal funkcjonowali, porzucili ostatnią nadzieję na przeżycie tej ciężkiej próby”.
Roman Taul
„Wiadomo nam już starym wygom obozowym było, że po załamaniu psychicznym – następuje załamanie fizyczne i komin”.
Stąd konieczność znalezienia swego rodzaju złotego środka – co nie wszystkim w obozie się udawało – który polegał na swoistym balansie pomiędzy zobojętnieniem na to, co wydawało się nie do zniesienia, a uchronieniem się przed zwątpieniem i apatią. Przyzwyczajenie, które nie prowadziło bezpośrednio do zwątpienia, miało charakter obronny – jak stwierdzają niektórzy z pewnym zdziwieniem, obserwując mało wyobrażalne, a jednak ujawniające się, czasami wręcz ogromne, zdolności ludzkie w tym zakresie.
Adam Ziemba
„Poczucie bezsilności działało na każdego więźnia bardzo ujemnie i obniżało stopień wrażliwości i reakcji na zjawiska, które w normalnych warunkach musiałyby wstrząsnąć duszą człowieka”.
Tadeusz Niedzielski
„Atmosfera krematoryjna, głód, bicie czyniło z nas ludzi bezdusznych, automatów poruszających się siłą nerwów”.
Viktor Frankl
„Po kilku tygodniach życia w obozie cierpiący, umierający i umarli stają się dla niego [tj. więźnia] tak pospolitym widokiem, że nic go już nie wzrusza”.
Nikogo nie dziwiącą codziennością stawał się fakt, że śmierć współwięźnia – o ile nie należał do najbliższych znajomych – otwierała w pierwszym rzędzie możliwość zdobycia jego butów, ubrania, miski, łyżki czy chleba. A dopiero potem – i to nie zawsze – wywoływała empatyczną myśl o dopiero co zmarłym człowieku.
Stanisław Tyblewski
„Byłem świadkiem, jak przy stole ludzie wycieńczeni do ostatnich granic w czasie obiadu umierali niejednokrotnie z łyżką w ustach – jadł, jadł i patrząc, osuwa się tak, jak by go kto zdzielił pałką w głowę i więcej nie wstawał. Nikt na to nie zwracał uwagi, bo każdy był głodny i gdy umierającemu zostawała niejednokrotnie zupa, zawsze znalazł się chętny i ją wykończył”.
Ale – jak by na to nie patrzeć naszymi powojennymi oczami – osiągnięcie tego niezbędnego dystansu wydawało się konieczne i tak jest często komentowane przez ocalałych. Dopiero przy takim nastawieniu można było realnie przyswoić inność świata Auschwitz, pojąć jego zasady i mechanizmy, aby spróbować je codziennie przezwyciężać. Dopiero zintegrowanie tego wszystkiego, co było inne i nieludzkie, dawało szansę na przezwyciężenie – choćby chwilowe – owego systemu, na przechytrzenie go, na próbę prowadzenia swojego losu wedle swojej własnej wyobraźni i swojego poczucia przeznaczenia.
Charles Naparstek
„I ten świat absurdalny i duszący wydaje mi się oczywistym, jakby nic innego nie istniało. Nie mam obaw ani żadnych pytań. Wszystko gra. Jestem w wieku, w którym człowiek się adaptuje i oszczędza na wszystkim, eliminując cierpienie moralne, emocje, wspomnienia i żale, to imperatyw życiowy”.
Ci, którzy nie potrafili uznać nowych norm, oczywiście nie jako nowej etyki czy moralności, mającej zostać przyjętą bez zastrzeżeń, ale jako warunków obiektywnie rządzących obozem, mieli emocjonalnie i decyzyjnie dużo trudniejszą sytuację. Prawdopodobnie można założyć, że ich odsetek wśród relacji ocalałych jest niedoszacowany. Większość ginęła.
Bogusław Dąbrowski
„W obozie dużo więźniów oswajało się z ciągłymi zbrodniami. Następowało jakby znieczulenie na potworności. Natomiast ze mną było inaczej. Przez trzy lata pobytu w Oświęcimiu równie mocno przeżywałem każdą zbrodnię, i to było wykańczające”.
Jednak u większości ocalałych zderzenie się z doświadczeniem granicznym – nawet z takim ekstremum jak nieustająca praktyka Zagłady, ciągle obecne obrazy kolejnych ofiar podążających z rampy kolejowej w kierunku komór gazowych, całych rodzin, dzieci, starców – uruchamiało mechanizmy obronne. Dystans empatyczny czy emocjonalny względem nowo przybyłych uwidoczniał się bardzo wyraźnie w jednym aspekcie. Przybywanie transportów było nierozłącznie związane w obozie z nadzieją na zdobycie jedzenia, ciepłych ubrań, lepszych butów, niezbędnego sprzętu czy czegokolwiek, co znajdowało się w bagażach ofiar i podlegało sortowaniu w tzw. Kanadzie, na tyłach Birkenau. Wobec niemożności wpłynięcia na los ofiar owa nadzieja stawała się odpowiedzią na silną potrzebę racjonalizacji tego, co działo się na rampie i w drodze do komór.
Errikos Sevillas
„Nie było dnia, w którym nie widzielibyśmy przynajmniej jednego sznura ludzi na ich drodze ku śmierci. W końcu tak do tego przywykliśmy, że już nie robiło to na nas wrażenia. Zaczęliśmy tracić swoje człowieczeństwo”.
Adolf Gawalewicz
„Gdyby ktoś zbudził mnie nagle z głębokiego snu i zadał pytanie-test na asocjacje łączące się z hasłem: „gazowanie Żydów z Węgier” – to jeszcze dziś, natychmiast, odpowiadam: „ohydny, mdląco-słodkawy, silny odór spalonych zwłok i … gęsi smalec”. Co za cyniczne, amoralne zestawienie skojarzeń! Zapewne. Ale nic na to nie poradzę, że właśnie wtedy na prominenckich „ucztach” i w pokątnym handlu pojawił się ten – zrabowany gazowanym dziesiątkom [tysięcy?] przybyszów z Węgier przysmak”.
Objawy skrajnego zdystansowania względem rzeczywistości bywały – może nie ciągle, ale od czasu do czasu – doświadczeniem zapewne każdego więźnia, zwłaszcza doprowadzonego do ekstremalnego wyniszczenia i bytowania na granicy życia i śmierci. Szpitale były w sposób naturalny codzienną areną takich wydarzeń.
Czesław Jaworski
„Pewnego razu, gdym jako lekarz prowadził jedną z sal szpitala oświęcimskiego, zgłosił się do mnie jeden z chorych z tym, że kolega, z którym miał wspólne łózko, prawdopodobnie umarł, gdyż przestał oddychać. Stwierdziwszy zgon owego kolegi, poleciłem choremu przenieść się na wolne łóżko. Jakież było moje zdziwienie, gdy chory ten, osiemnastoletni chłopiec, zaczął mnie prosić, abym mu pozwolił zostać w łóżku z nieboszczykiem, gdyż ten jeszcze jest ciepły, więc będzie mu cieplej niż samemu…”.
Każdy w ostateczności uciekał od myślenia o sednie piekła, w którym tkwił. Esesmani, jak i więźniowie uprzywilejowani, funkcyjni oraz tzw. stare numery, uciekali niejednokroć w alkohol, organizowany albo z bagaży nowych transportów, albo nabyty za kosztowności zrabowane ofiarom, a to między innymi dzięki handlowi z niektórymi robotnikami cywilnymi, zatrudnianymi przez niemieckie firmy, wynajęte przez SS do prac przy rozbudowie obozu.
Edward Halek
„Organizacją Ruchu Oporu na terenie Birkenau kierował [latem 1943] socjalista Roman Frankiewicz zatrudniony w Schreibstube. Był to mądry i bardzo dzielny człowiek. Jedyną jego słabą stroną było to, że upijał się bardzo często. Trudno zresztą dziwić się temu. Wielu więźniów Brzezinki, patrząc na krematoria, dymy z kominów i ze stosów, szukało zapomnienia w wódce, którą organizowali”.
Dla szerszej masy więźniarskiej takie możliwości odreagowania czy ucieczki od obozowej rzeczywistości były oczywiście poza zasięgiem. Tym niemniej, owo balansowanie na granicy zobojętnienia, bez popadania w apatię, było niezbędną ścieżką ocalenia. Żeby przeżyć obóz, trzeba było wczuć się w jego logikę. Trzeba było – jak to poniżej opisuje Konstanty Piekarski – stać się homo campoconcentratus.
„Nie jestem już tym, kim byłem dawniej. Przemieniłem się w homo campoconcentratus, niezdolnego wyobrazić sobie, że w tym drugim świecie – w zasięgu mojego wzroku – ludzie prowadzili normalny tryb życia”.
Wysłuchali państwo czwartej części podcastu na podstawie książki dr Piotra Cywińskiego „Auschwitz. Monografia Człowieka”.
Czytał: Paweł Sawicki
Głosu Ocalałym użyczyły osoby związane z Muzeum Auschwitz:
Tomasz Czepiec
Martyna Kamińska
Agnieszka Bieniek
Marcin Inglot
Zbigniew Mojżesz
Iwona Król
Tomasz Ciesielski
Marta Kubińska
Mateusz Lech
Michał Matonóg
Jan Nagi
Jarosław Paluch
Bartłomiej Pochopień
Jakub Paszek
Urszula Czyrnecka
Radosław Piątek
Michał Kolasa
Maciej Majcherek
Tomasz Pielesz
Jacek Płaza
Piotr Satała
Wojciech Kamiński
Dawid Sikora
Piotr Supiński
Michał Szklarczyk
Paweł Jurecki
Adaptacja na potrzeby podcastu: Agnieszka Juskowiak-Sawicka
Realizacja dźwięku: StudioPlac
Muzyka: Jivex Music
=====
W podcaście wykorzystano fragmenty relacji i publikacji:
Viktor E. Frankl, „Człowiek w poszukiwaniu sensu”, Warszawa 2017, s. 42.
Paula Gruber-Herszkopf, „Pozostał ból”, Warszawa 2007, s. 170.
Krystyna Żywulska, „Przeżyłam Oświęcim”, Warszawa 2004, s. 112.
Nate Leipciger, “The Weight of Freedom”, [b.m. (Kanada)] 2015, s. 79.
Konrad Szweda (7669), Relacja w: Oświadczenia, t. 32, s. 83.
Simone Alizon, “L’exercice de vivre”, Paris 1996, s. 181.
Stanisław Sattler, “Prisoner of 68 Months. Buchenwald & Auschwitz”, Jerusalem
1981, s. 100-101.
Anna Kowalczykowa (27658), Relacja w: Oświadczenia, t. 19, s. 66.
Kazimierz Smoleń (1327), Relacja w: Oświadczenia, t. 75, s. 173-174.
Shaul Chasan (182527), Wywiad w: Gideon Greif, …płakaliśmy bez łez, Warszawa-Oświęcim 2010, s. 296.
Leon Cohen (182492), Wywiad w: Gideon Greif, …płakaliśmy bez łez, Warszawa-Oświęcim 2010, s. 330.
Adolf Gawalewicz, „Refleksje z poczekalni do gazu”, Oświęcim 2000, s. 62.
Witold Pilecki, “Raport Witolda”, red. Józef Brynkus, Michał Siwiec-Cielebon,
Wiesław Wysocki, Ząbki 2018, s. 46.
Viktor E. Frankl, „Człowiek w poszukiwaniu sensu”, Warszawa 2017, s. 46.
Gabor (Neuman) Nyiro, “Le fardeau des souvenirs”, Bâle 2017, s. 20.
Zofia Kossak, „Z otchłani”, Oświęcim – Warszawa 2004, s. 86.
Peter Ornstein (174440), [Surviving Auschwitz and a Death March] USHMM Collection,
2009.336, s. 12.
Roman Taul (1108), Relacja w: Wspomnienia, t. 62, s. 36.
Adam Ziemba, „Pajda chleba”, Oświęcim 2017, s. 60.
Tadeusz Niedzielski (423), Relacja w: Wspomnienia, t. 76, s. 26.
Viktor E. Frankl, „Człowiek w poszukiwaniu sensu”, Warszawa 2017, s. 48.
Stanisław Tyblewski (9605), Relacja w: Wspomnienia, t. 68, s. 105.
Charles Naparstek, “J’ai vécu l’extermination des Juifs d’Europe au „Canada””,
Saint-Cloud 2008, s. 94.
Bogusław Dąbrowski, w: Jacek Dąbrowski, Nietypowy więzień Auschwitz-
-Birkenau, Warszawa 2010, s. 12.
Errikos Sevillias, “Athens – Auschwitz”, Athens 1983, s. 39.
Adolf Gawalewicz, „Refleksje z poczekalni do gazu”, Oświęcim 2000, s. 93.
Czesław Jaworski (31070), Relacja w: Wspomnienia, t. 4, s. 170.
Edward Halek (39676), Relacja w: Oświadczenia, t. 78, s. 35.
Konstanty Piekarski, „Umykając piekłu. Wspomnienia polskiego oficera AK z Auschwitz i Buchenwaldu”, Warszawa 2005, s. 124.