„Auschwitz. Monografia człowieka”. cz. 1 Osamotnienie
Transkrypcja podcastu
Posłuchaj na: SPOTIFY | APPLE PODCAST
„AUSCHWITZ. MONOGRAFIA CZŁOWIEKA”. cz. 1
Książka „Auschwitz. Monografia człowieka” to pierwsza na skalę światową próba ukazania ludzkich emocji w realiach obozu Auschwitz. Jej autor – dyrektor Muzeum dr Piotr Cywiński – wykorzystał w niej fragmenty wspomnień i relacji ponad 450 Ocalałych. To właśnie słowa świadków stanowią fundament tej refleksji nad kondycją człowieka poddawanego procesowi odczłowieczenia w niemieckim nazistowskim obozie koncentracyjnym i zagłady Auschwitz. W podcaście przedstawiamy dziesięć rozdziałów tej szczególnej opowieści o człowieczeństwie wystawionym na najtrudniejszą z prób.
Część 1. Osamotnienie
Czyta: Paweł Sawicki
Dawny świat przestał istnieć. Jednym z pierwszych uczuć w obozie było wyostrzone i dołujące wrażenie osamotnienia. W bardzo wielu relacjach natykamy się na ten wątek. Autorzy wspomnień natomiast, którzy nie piszą o tym bezpośrednio, poprzez opowieść o poszukiwaniu członków rodziny, mieszkańców tego samego miasta czy getta, ludzi przywiezionych tym samym transportem lub choćby z tego samego więzienia czy aresztu, tak naprawdę opowiadają również o dojmującym poczuciu własnej samotności.
Helena Dunicz Niwińska
„Czułam się strasznie sama. W celi we Lwowie były rozmaite okresy, ale jednak było nas kilkanaście, przyzwyczaiłyśmy się do siebie. A w obozie nagle to się wymieszało. I mama, i ja czułyśmy się samotne. Nawet gdy przyszłam do kąpieli, czułam się zupełnie sama. Przecież nikogo tam nie znałam”.
Obóz był niczym ul – to prawda. Ale przez ten ul najczęściej przechodziło się suma sumarum samemu. Na wstępie trzeba zaznaczyć, że nie każda samotność jest identyczna. Zdecydowanie inna była samotność osób, które zostały wyrwane ze swoich domów i rodzin, aresztowane na przykład wskutek wpadki, łapanki czy zorganizowanego „kotła”, a inna tych, którzy przyjechali do obozu wraz z całymi rodzinami, a wszystkich ich najbliższych wymordowano w komorach gazowych. W tym drugim przypadku nawet perspektywa przeżycia nie oddalała widma samotności.
Lily Suser
„W mojej głowie zapanował chaos, zdałam sobie sprawę z tego, że teraz jestem sama na świecie, że nie mam nikogo, że mama już nigdy nie będzie ze mną, że nigdy więcej jej nie zobaczę. To był absurd! Jeśli przeżyję, to co zrobię? Dokąd pójdę? Nie miałam już żadnej rodziny. Nie miałam domu ani kraju. Czy to miało jakieś znaczenie? Czy jakikolwiek sens miało przetrwanie? Nie pamiętam, abym wtedy płakała i nie mogę opisać moich uczuć. Czułam się całkowicie bezradna. Umysłowo i fizycznie wyczerpana”.
Ruth Minsky Sender
„Jestem sama. Nie mam dla kogo żyć. Co to za różnica, czy będę żyła, czy umrę? Żadna. Jestem sama, całkowicie sama”.
W Auschwitz, rozumianym jako cały zespół obozów, przebywały dziesiątki tysięcy więźniów. W sierpniu 1944 roku – w szczytowym okresie – stan więźniarski wyraźnie przekraczał 100 000 osób. Samotność w warunkach skrajnego zatłoczenia, jakie panowało w blokach, w barakach, na pryczach i kojach, wymaga zrozumienia sytuacji, w której znalazł się więzień. Prawdopodobnie jej obraz oddaje powiedzenie: mniej to więcej. Gdyby owe słowa odwrócić i odpowiednio wyskalować, mogłyby odnosić się do problemu samotności w obozowym tłumie.
Pierwszym czynnikiem samotności był fakt, że tłum zlewał się w jedno. Ostrzyżeni na łyso, ubrani w pasiaki, przechrzczeni na numery, skrajnie poniżeni i skoszarowani w barakach, więźniowie przestawali postrzegać swoje jednostkowe cechy.
Krystyna Żywulska
„Wszystkie byłyśmy do siebie podobne. Nigdy nie sądziłam, że włosy nadają tyle indywidualności”.
Saba Feniger
„Od pierwszego dnia mojego przyjazdu zostałam otoczona przez ogolone głowy, twarze bez wyrazu, ponure sylwetki obcych ludzi, bezimienna w tłumie”.
Jednostkowe cechy ginęły jak jednostkowe fakty, konkretne daty i inne elementy, na które zwracalibyśmy niechybnie uwagę w normalnym świecie, a na które w tamtym świecie brakło chęci, czasu, sił lub potrzeby.
Shlomo Venezia
„Gdybym wiedział, że kiedyś wydostanę się z tego piekła, zapisałbym nazwiska, daty, szczegóły. Ale tam człowiek nie miał nawet pojęcia, jaki jest dzień tygodnia”.
Rudolf Vrba
„Wiedziałem, że wyróżniać się w Auschwitz oznaczało śmierć, podczas gdy anonimowi, bez twarzy, żyli dalej”.
Drugim czynnikiem osamotnienia była kwestia języków. Dziś, w dobie wszechfunkcjonującego angielskiego, łatwo nie docenić tej kwestii. Komunikacja w obozie była utrudniona. O ile dla zrozumienia esesmanów należało znać niemiecki, o tyle dla dobrego zrozumienia obozu potrzebnych było o wiele więcej języków.
Max Eisen
„Poczułem się, jakbym był w wieży Babel, słysząc współwięźniów mojego baraku mówiących tyloma różnymi językami”.
Eugenia Kurzelowa
„Barak wypełniony był kobietami różnej narodowości, które nie chciały wpuścić nas na koje. Ulokowałyśmy się, gdzie tylko można było”.
Pierwsza noc w baraku, z głową pełną nieprzepracowanych skrajnych wrażeń z całego dnia, często nie pozwalała zasnąć. Wspomnienia tej nocy są wyrazem owej samotności w tłumie.
Tadeusz Sobolewicz
„Przerażała mnie moja samotność wśród tylu obcych, starszych ode mnie ludzi”.
Charlotte Delbo
„Cisza i krzyki wymierzały godziny”.
Oczywiście, nie tylko kwestie językowe zaburzały komunikację. Każdy tonął w swoich zmartwieniach, w swoim głodzie, pragnieniu, lękach i napięciu. Nie tworzyło to podłoża do wymiany uwag, poglądów, wniosków. Nawet w skrajnej sytuacji człowiek pozostawał sam ze sobą:
Raya Kagan
„Długo leżę z otwartymi oczyma. Zimno mi w ciele i w duszy. Nie mam łez i nie mam nikogo, komu mogłabym powiedzieć: boli mnie”.
Primo Levi
„Nikt tutaj nie ma czasu, nikt nie ma cierpliwości, nikt cię nie wysłucha”.
Sim Kessel
„Nie mogliśmy się dzielić naszą nędzą. Każdy z nas czuł się tak odosobniony i porzucony, jakby był uwięziony w samotności. Każdy z nas czuł się obcy względem tych wszystkich obcych współwięźniów”.
Trzecim istotnym czynnikiem osamotnienia była zmienność współwięźniów, sąsiadów, twarzy, głosów. Jedni umierali, innych mordowano, jeszcze inni zmieniali baraki, komanda, prycze, czasami obozy. Nie było wcale łatwo odnaleźć kogoś, kogo straciło się z oczu. Nie zawsze wszak było to już nawet możliwe.
Rudolf Vrba
„Każdego dnia dawne twarze znikały na zawsze z komanda Buna, zamieniane na nowe. Z początku niepokoiło mnie to, gdyż niewątpliwie zbliżało to i mnie do nieuchronnego szpitala, mimo pracy mniej ciężkiej od innych. Po pewnym czasie przyzwyczaiłem się, jak inni, do wysokiej śmiertelności”.
Mieczysław Bednarski
„Zmarł numer, został zastrzelony numer. Nikogo nie obchodziło, kim był, co robił, młody czy stary, był numerem…”
W końcu trzeba też pamiętać, że współwięzień stanowił swego rodzaju zagrożenie w drodze do przeżycia. I ten aspekt ciążył często na obozowych losach, wyborach i sumieniach. Bardzo znamienne, jak rzadko o tym jest mowa bezpośrednio w relacjach, których autorzy uciekają się najczęściej do ogólnych bądź aluzyjnych uwag, bez imion i twarzy. Wyjątki w tej kwestii zdarzają się w źródłach nieczęsto.
Charlotte Delbo
„Każdego ranka staje koło mnie. Ma nadzieję, że zostawię jej trochę w misce. Dlaczego miałabym jej dać moją wodę? Umrze przecież. Czeka. Jej oczy błagają, nie patrzę w jej stronę”.
Wszak sam system narzucał pewien emocjonalny dystans względem współwięźniów. Już pomijając powyższe czynniki samotności, trzeba przyznać, że nawet system numeryczny, który zastąpił imiona i nazwiska, tworzył jakiś nieludzki dystans między współwięźniami. Zdarza się w niektórych wspomnieniach, że to numery najbliższych kolegów obozowych nadal funkcjonują lepiej od imion.
Michał Ziółkowski
„Na przykład my trzej, dwóch kolegów nr 1057 i 1061 i ja, trzymaliśmy się zawsze razem. W każdej sytuacji pomagaliśmy sobie nawzajem”.
Osamotnienie obozowe wywierało duży wpływ na funkcjonowanie więźniów. Niejednokroć, wobec ciągłego zewnętrznego zagrożenia, ucieczka w samotność, we wsobność, bywała czasami wyraźnym wyborem tego, co znajome, swojskie, rozpoznane, w jakiejś mierze jeszcze kontrolowane. O marzeniach, nostalgii, świecie snów, będzie jeszcze mowa, w tym przypadku chodzi mi o coś zdecydowanie bardziej brutalnego i kontrastowego. Na zewnątrz tkwiło nieustające niebezpieczeństwo, świat wewnętrzny, właśnie dlatego że samotny, był bezpieczny.
Abraham Berndt
„Nigdy z nikim nie czułem się bezpiecznie. Zamknąłem się na innych. Byłem sam dla siebie i nigdy nie zaufałem nikomu. Nigdy nie dzieliłem się żadnymi informacjami i nigdy nie mówiłem nikomu, co czułem”.
Mieczysława Chylińska
„Wbrew wszelkiej logice, zamiast garnąć się do innych, zaczęłam od nich stronić, jakby chowając się sama przed sobą i przed równie, jeśli nie bardziej, nieszczęśliwymi ode mnie współtowarzyszkami”.
Stanisław Sattler
„Moim jedynym osiągalnym pragnieniem była samotność”.
Samotność natomiast, jako chwilowa forma ucieczki, odpoczynku, możliwości zebrania myśli, była z kolei w obozowym tłumie pożądana. Brzmi to paradoksalnie względem poprzednich uwag, ale nie sposób omówić samotności obozowej bez poruszenia tego właśnie paradoksu. Człowiek czuł się samotny i do samotności go chwilami bardzo ciągnęło. Być może było nawet i tak, że wobec tak traumatycznego doświadczenia, człowiek uciekał w osamotnienie nawet wbrew sobie. Każdy pragnął przynajmniej na chwilę znaleźć się sam na sam ze sobą. Najczęściej nie było to możliwe.
Viktor Frankl
„Zdarzały się oczywiście sytuacje, gdy rzeczą pożądaną, albo wręcz konieczną, było trzymanie się z dala od tłumu. (…) Więźniowie tęsknili więc do tych momentów, gdy wolno im było znaleźć się sam na sam ze swoimi myślami. Brakowało im prywatności i samotności”.
Tadeusz Sobolewicz
„Potrzebowałem, na chwilę bodaj, pogrążyć się w swojej samotności, w swoim bezwładnym myśleniu, aby spróbować trochę uspokoić nadszarpnięte nerwy. Moja wciąż napięta czujność, ciągła obawa o utratę życia i wieczny strach przed biciem – nie dawały mi spokoju”.
Zofia Kossak
„Życie stadne nie dopuszczające chwili samotności nigdy, ani w dzień, ani w nocy. Człowiek, gdy jest sam – myśli. Chodziło właśnie o to, by häftling nie myślał. Samotność jest elementem niezbędnym dla dojrzewania duszy. Samotność więc była wykreślona z życia lagrowego”.
Nawet po latach traumatyczne objawy tej potrzeby samotności dawały się we znaki.
Ana Novak
„Jeśli miałabym w tej chwili cokolwiek wyznać, to: wierzę w ciszę. Próbuję wstawać przed innymi. Nie po to, by pracować, ale by skosztować tych kilku godzin samotności, które kradnę snowi”.
Niezależnie, czy z wyboru własnego, czy w wyniku okoliczności zewnętrznych lub takich, a nie innych skłonności indywidualnych, stan osamotnienia w obozie był niewątpliwie poważnym utrudnieniem. Zarówno w sferze psychicznej, wynikającej z potrzeby dzielenia doświadczeń, przeżyć, jak i w aspekcie czysto praktycznym, konieczności wzajemnego wspierania się w chwilach trudnych, wzajemnej pomocy, podstawowej solidarności, osobom samym lub osamotnionym było obiektywnie zdecydowanie trudniej.
Camille Touboul
„Zniknięcie moich dwóch koleżanek pogłębiło moją samotność: zamykam się w sobie i czuję, że moja odwaga słabnie”.
Władysław Bartoszewski
„W obozie nie miałem żadnych znajomych, żadnego dojścia do informacji czy wsparcia. Nie byłem synem nikogo znanego. Jeżeli w obozie siedział syn starosty, ludzie o tym mówili, wiedzieli, kojarzyli takiego więźnia. Ale urzędnik bankowy, nawet wyższego szczebla, czyli zawód wykonywany przez mojego Ojca? To nie jest profesja, którą interesują się tysiące ludzi. W związku z tym nie miałem nikogo, kto byłby dla mnie opiekunem, patronem, doradcą. Albo kto by się w ogóle mną zainteresował. Nie, byłem całkowicie zdany na siebie. Nieszczęsny jedynak nagle pozbawiony opieki rodziny czy wręcz nadopiekuńczości, jak to z matkami bywa. Powiedzmy sobie otwarcie: ja w Auschwitz byłem nikim”.
Czasami osamotnienie zdawało się być ścieżką ratunku. Mogło tak być w sytuacji jednoznacznej, obiektywnej, gdy więzień musiał ukrywać swoją prawdziwą tożsamość. Każdy więc współwięzień, który by go rozpoznał, mógł stanowić śmiertelne zagrożenie i to najczęściej nie tylko dla więźnia pragnącego pozostać incognito, ale i dla ewentualnej siatki konspiracyjnej lub jego ukrywanej rodziny.
Henryk Matuszewski
„Pobyt w obozie był dla mnie specjalnie trudny. Żyjąc pod fałszywym nazwiskiem, musiałem unikać kontaktów z ludźmi pochodzącymi z mych stron”.
Ścieżką ratunku zdawało się osamotnienie także i w sytuacji subiektywnej, gdy człowiek czuł, że nie da rady przetrwać, mając więcej zmartwień na głowie niż własne. Choć towarzyszyły mu z pewnością straszne zmagania z własnym sumieniem, a także musiało to pociągać za sobą dramatyczne konsekwencje na całą przyszłość.
Samuel Pisar
„W tym olbrzymim obozie czułem się zrozpaczony i zagubiony. Błąkałem się śród niezliczonej masy anonimowych numerów, gdy pewnego dnia odnalazłem w postaci stojącej przy drutach kolczastych znajomą twarz. Wstrząśnięty, długo się jej przyglądałem. Tak, bez cienia wątpliwości rozpoznałem rysy. Był to bliski przyjaciel moich rodziców, częsty gość w naszym domu w Białymstoku. Jest tu, w obozie. Nie jestem już całkiem sam. Podbiegłem do niego z radością:
– Heniek! – Odwrócił się, spojrzał na mnie zimno. – Wynoś się! – Byłem tuż przy nim. Nieudolnie starałem się wyciągnąć ku niemu ręce, zakłopotany, zawstydzony.
– Przecież o nic cię nie proszę. Chciałem tylko z tobą porozmawiać! – Odwrócił głowę, mówiąc suchym szeptem: – Znikaj. – Stałem nieruchomy, oszołomiony jego wrogością. Dopiero znacznie później zrozumiałem przyczynę tego zachowania. Tak bardzo trudno było zapracować w Oświęcimiu na własne przeżycie, że koniecznym stało się odrzucenie wszelkiego porywu serca, wszelkiego uczucia. Ten człowiek bał się, że stanę mu się ciężarem, pozbawiając go chociaż maleńkiej części szansy na przetrwanie. Było to potworne, ale odtrącając mnie, w ułamku sekundy udzielił mi bardzo ważnej lekcji”.
Stan osamotnienia – jakkolwiek by nie był przeżywany – był ważnym w konsekwencjach etapem w procesie zlagrowania. Stanowił bowiem wyraźnie moment zerwania z wieloma dotychczasowymi przyzwyczajeniami społecznymi. Był czasem, w którym na skalę ogólnowięźniarską kształtowały się i były wdrażane zalążki nowej organizacji społeczności obozowej. Właśnie w tym egotyzmie wymuszonym własnymi cierpieniami i niezaspokojonymi potrzebami pierwszymi, rodząca się nowa struktura – w dużym uproszczeniu – będzie polegała na sile; sile fizycznej, psychicznej, wynikającej z funkcji czy z posiadanych stosunków. Stosunki społeczne będą w zasadniczej mierze polegać na ciągłej – niepisanej, lecz wszechobecnej – próbie sił. Im silniejszym się było, tym więcej się znaczyło, tym więcej się mogło. Im słabszym, tym bardziej było się krok po kroku, dzień po dniu, wypychanym na zabójczy margines obozowej społeczności.
Halina Birenbaum
„Zostałam sama. W przeogromnym tłumie kobiet – cierpiących, obojętnych, znieczulonych na cudze cierpienia. Każda miała własną przeszłość, własne tragedie. Żadnej z nich nie byłam potrzebna, żadnej nie interesował mój los – przeciwnie, w ciasnocie baraków, w kolejkach po zupę i chleb zawadzałyśmy jedna drugiej. Nawet powietrza do oddychania nie zawsze bywało dość dla wszystkich. Toteż silniejsze oganiały się od słabszych, wypychały je zewsząd, dobijały”.
Wysłuchali państwo pierwszej części podcastu na podstawie książki dr Piotra Cywińskiego „Auschwitz. Monografia Człowieka”.
Czytał: Paweł Sawicki.
Głosu Ocalałym użyczyły osoby związane z Muzeum Auschwitz:
Anna Bargiel
Marta Berecka
Ewa Biedroń
Agnieszka Bieniek
Monika Pastuszka-Nędza
Bartosz Bartyzel
Przemysław Biela
Krzysztof Adamczyk
Janina Cygan
Sebastian Brańka
Marinne Dudziak-Vannier
Joanna Brusik
Piotr Cywiński
Jakub Broszkiewicz
Damian Bubel
Marek Bzduła
Grzegorz Chwierut
Agnieszka Juskowiak-Sawicka
Tomasz Ciesielski
Tomasz Czepiec
Urszula Czyrnecka
Izabela Domańska
Dorota Dobrowolska
Łukasz Czopik
Dariusz Goiński
Anna Stańczyk
Adaptacja na potrzeby podcastu: Agnieszka Juskowiak-Sawicka
Realizacja dźwięku: StudioPlac
Muzyka: JivexMusic.
=====
W podcaście wykorzystano fragmenty relacji i publikacji:
Helena Dunicz Niwińska, ksiązka Agnieszki Daukszy „Klub Auschwitz i inne kluby”, Gdańsk 2016, s. 55.
Lily Suser „Przeżyłam Holocaust, Łódź 2009, s. 67.
Ruth Minsky Sender „The Cage”, The Cage, New Y.ork 1997, s. 169.
Krystyna Żywulska „Przeżyłam Oświęcim”, s. 18.
Saba Feniger „Short Stories. Long Memories”, s. 97.
Shlomo Venezia „Sonderkommando. W piekle komór gazowych”, s. 63.
Max Eisen „By Chance Alone. A Remarkable True Story of Courage and Survival at Auschwitz”, s. 82.
Eugenia Kurzelowa, Relacja w: Oświadczenia, t. 36, s. 104.
Raya Kagan „Des femmes au bureau de l’enfer”, s. 99.
Primo Levi „Czy to jest człowiek”, s. 35.
Sim Kessel „Hanged at Auschwitz. An Extraordinary Memoir of Survival”, s. 81.
Rudolf Vrba „Je me suis évadé d’Auschwitz”, s. 153.
Mieczysław Bednarski „W szponach gestapo”, s. 114.
Charlotte Delbo „Żaden z nas nie powróci”, s. 119.
Michał Ziółkowski „Byłem od początku w Auschwitz”, s. 24.
Abraham Berndt „No Graves to Visit. A Survivor Remember at Last”, s. 13.
Mieczysława Chylińska „Działania SS w Brzezince przeciw węzłom społeczno-emocjonalnym więźniów”, s. 155.
Stanisław Sattler „Prisoner of 68 Months. Buchenwald & Auschwitz”, s. 79.
Viktor Frankl „Człowiek w poszukiwaniu sensu”, s. 88.
Tadeusz Sobolewicz „Wytrzymałem, więc jestem”, s. 149.
Zofia Kossak „Z otchłani”, s. 84-85.
Ana Novak „ Les beaux jours de ma jeunesse. Journal”, s. 33.
Camille Touboul „ Le plus long des chemins. De Marseille à Auschwitz”, s. 67.
Władysław Bartoszewski „Mój Auschwitz”, s. 41.
Henryk Matuszewski (5860), Relacja w: Oświadczenia, t. 22, s. 17.
Samuel Pisar „Z krwi i nadziei”, s. 56-57.
Halina Birenbaum „Nadzieja umiera ostatnia. Wyprawa w przeszłość”, s. 143.