Rozmiar czcionki:

MIEJSCE PAMIĘCI I MUZEUM AUSCHWITZ-BIRKENAU BYŁY NIEMIECKI NAZISTOWSKI
OBÓZ KONCENTRACYJNY I ZAGŁADY

Pierwsze transporty kobiet do KL Auschwitz

Transkrypcja podcastu

Posłuchaj na: SPOTIFY | APPLE PODCAST

Niemcy utworzyli obóz koncentracyjny Auschwitz wiosną 1940 r. dla więźniów mężczyzn. Pierwsze kobiety deportowano do obozu w marcu 1942 r. Łącznie w czasie funkcjonowania obozu zarejestrowano w nim ponad 130 tysięcy więźniarek. O historii pierwszych transportów kobiet opowiada dr Teresa Wontor-Cichy z Centrum Badań Muzeum.

O kobietach, więźniarkach obozu Auschwitz już rozmawiałyśmy w jednym z poprzednich podcastów. Ale przypomnijmy początki obozu kobiecego w Auschwitz, który przecież został utworzony jako obóz dla mężczyzn. Jak się to stało, że Auschwitz stał się też obozem dla kobiet?

No właśnie, nie jest to takie oczywiste i ogólnie znane, jeżeli chodzi o historię obozu od początku. Często, kiedy mówimy w ogóle o deportowanych, mówimy liczbę całkowitą i często nawet nie rozróżniamy na deportowanych mężczyzn czy kobiety. I to rzeczywiście w tej narracji bardzo unika. A teraz, jeżeli spojrzymy na obozy koncentracyjne jako takie, jako instytucje, to okaże się, że to wszystko jak tworzono i rozbudowywano obóz Auschwitz, szło zupełnie innym torem niż funkcjonowanie obozów na terenie tak zwanej Starej Rzeszy. No właśnie, jak już tutaj zostało powiedziane, obóz Auschwitz został założony jako obóz dla mężczyzn. I właściwie przez większość tego pierwszego okresu jedynie mężczyźni byli tutaj osadzani. I wydawało się, że to tak zostanie, ponieważ zachowywało to pewną spójność organizacyjną, również kwestię pracy. Ale właśnie ta dynamika rozwoju obozu Auschwitz, zakładanie kolejnych podobozów, rozbudowa, w ogóle zmiana planu, jeżeli chodzi o Auschwitz, który nie tylko był obozem koncentracyjnym, ale również stał się ośrodkiem zagłady, czyli znowu potrzeba rąk do pracy, do tych wszystkich zadań, które administracja obozowa przyjęła sobie. Okazało się, że mężczyźni nie wystarczają. Mało tego, ta praca jest na tyle zróżnicowana, że do jednych zadań oczywiście mężczyźni mogą być skierowani, natomiast inne mogą być powierzane innym więźniom. Była to lżejsza praca. I tymi innymi więźniami mogą być właśnie kobiety. Obozy dla kobiet na terenie Rzeszy były zakładane. Największym stał się obóz Ravensbrück. No i właśnie funkcjonowało to podobnie jak w systemie więźniarskim, czyli osobno kobiety, osobno mężczyźni. W obozach dla kobiet nie umieszczano mężczyzn. Kobiety pojawiły się tutaj właśnie ze względu na zapotrzebowanie na siłę roboczą, dwa, przepełnienie więzień dla kobiet i również no taką dosyć dużą liczbę osadzonych więźniarek w obozie Ravensbrück. W starszej literaturze możemy znaleźć, że właśnie to było głównym powodem: przepełnienie więzień i duży stan obozu Ravensbrück. Wiemy, nowsze badania, ustalenia pokazują nam, że także to zapotrzebowanie na siłę roboczą w obozie Auschwitz było ciągłym problemem. I niewątpliwie to też wpłynęło na to, że ostatecznie zdecydowano się, żeby więźniarki w Auschwitz zostały umieszczone.

I 26 marca ‘42 roku przywieziono pierwsze kobiety do obozu Auschwitz właśnie z obozu Ravensbrück. 999 więźniarek. Co więcej możemy powiedzieć o tym transporcie i skąd ta liczba 999?

Ta liczba taka dosyć zaskakująca, no bo taka nierówna. Dlaczego nie tysiąc? Przecież to tak właściwie blisko jest. No i de facto w obozie Ravensbrück wytypowano tysiąc więźniarek. Tym wytypowaniem zajęła się jedna z nadzorczyń obozowych Oberaufseherin Johanna Langefeld. I w trakcie przejazdu koleją mniej więcej na wysokości Opola zarejestrowano brak jednej więźniarki. Zostały wysłane meldunki już po przywiezieniu więźniarek do obozu Auschwitz. Zostały wysłane telegramy do posterunków gestapo i właśnie z tych meldunków czytamy, że tą więźniarką, która uciekła była Elfriede Martens, urodzona w 1908 roku w Düsseldorfie, osadzona w Ravensbrück z powodów politycznych, do tego telegramu dołączono również taki jej opis i w tym opisie czytamy: 170 cm wzrostu, ciemny blond włosy, zdrowa owalna twarz, wysokie czoło, niebieskie oczy, duży wąski falisty nos, duże i odstające uszy, małe cienkie wargi, pełne uzębienie, wysoka szeroka broda, normalne dłonie i stopy, języki: niemiecki, francuski, angielski, niderlandzki. Wiemy z kolejnej dokumentacji, z kolejnych telegramów, że w Monachium ta więźniarka została pojmana. W Monachium mieszkała jej rodzina. Została pojmana w marcu, pod koniec marca, 31. - dokładnie, czyli właściwie po kilku dniach. Przekazana do dyspozycji policji i należy wnioskować, że została przekazana do obozu Auschwitz, aczkolwiek w dokumentacji nie zachowały się informacje dotyczące jej numeru obozowego, w ogóle jakichkolwiek informacji. No nie jest to też jakieś niezwykłe w obozie. Wiemy, że dokumentacja obozowa została bardzo zniszczona przez esesmanów, więc nie jest to jedyny znany nam przypadek, kiedy właściwie na temat więźniarki nie mamy żadnych dokumentów. Wiemy o niej, że była w Auschwitz między 8 a 22 sierpniem ‘44 roku i okoliczności nie znamy, czy była wtedy więźniarką, czy być może była po prostu umieszczona, skierowana do pracy w domu esesmana albo w jakimś miejscu dostępnym dla esesmanów. I wiemy też, że w 1953 roku, czyli po wojnie, kontaktowała się z Biurem Informacji w Arolsen w sprawie dokumentów dotyczących jej osoby. A propos pozostałych więźniarek właśnie tak skupiamy się na jednej, tymczasem była to spora grupa. Zachowały się zdjęcia obozowe, wielu z nich i właściwie to jest taki największy zbiór informacji dotyczący tej grupy. Niestety nie znamy listy nazwiskowej. Zachowane dokumenty, one też są bardzo szczątkowe. No jest to coś, co wyróżnia ten transport, ponieważ znowu porównamy do obozu męskiego. Znamy mężczyzn przywiezionych w pierwszym transporcie z Sachsenhausen. Mamy mniej więcej kompletną listę osadzonych z więzienia w Tarnowie, a tutaj te więźniarki z Ravensbrück ciągle czekają na taki moment, kiedy będzie można trochę więcej o nich powiedzieć. Wiemy, że było wśród osadzonych wówczas sporo więźniarek kryminalnych, aspołecznych. Było 18 więźniarek oznaczonych symbolem IBV. Były to więźniarki Świadkowie Jehowy bądź Badaczki Pisma Świętego i było również kilkanaście więźniarek politycznych. Jeżeli chodzi o wiek, też właściwie jedynie na podstawie fotografii możemy stwierdzić, że były to kobiety pomiędzy trzydziestym, niektóre nawet miały więcej niż pięćdziesiąt lat i wiele z nich przebywało w obozach koncentracyjnych, w więzieniach już wiele lat. Z różnych powodów były aresztowane.

Czy wraz z więźniarkami w tym pierwszym transporcie kobiet przyjechały również nadzorczynie? Ktoś kto miał sprawować nadzór, pomagać esesmanom?

To był wymóg działania właściwie obozu. Obóz kobiecy różnił się tym od męskiego, że ten bezpośredni dozór nad więźniarkami miały również sprawować kobiety, nie mężczyźni, nie esesmani, tylko miały to być kobiety. W związku z tym opracowano taki specjalny system zatrudniania kobiet, które miały przejść przeszkolenie właśnie w obozie Ravensbrück i później po pozytywnym przejściu takiego kursu podpisywano umowę między właśnie tą potencjalną nadzorczynią, a Zarządem Obozów Koncentracyjnych, była to forma tak naprawdę zatrudnienia. Obejmowała ona pewne elementy militarne, np. nadzorczynie nosiły jednolite stroje, coś w formie munduru, aczkolwiek nie miały stopni. Jedynie między sobą Oberaufseherin, czyli ta najważniejsza nadzorczyni i kolejne nadzorczynie, więc tutaj było takie jedyne rozróżnienie. Otrzymywały pensje, miały pozwolenie na noszenie broni, również mogły mieć psa podczas pracy. Patrząc na sylwetki tych nadzorczyń widzimy, że to były kobiety kierujące się bardzo różnymi motywacjami, bardzo różnymi sytuacjami życiowymi, które skierowały je właśnie ostatecznie do obozów koncentracyjnych. Johanna Langefeld została Oberaufseherin i była na terenie obozu, nadzorczynie były tam kwaterowane, razem ze swoim synem. Była samotną matką i przeniesienie jej do Auschwitz   to był niewątpliwie awans. W relacjach więźniarek czytamy o niej dosyć zaskakujące informacje, ponieważ o ile większość z nadzorczyń, tych, które nawet przyjechały w tej pierwszej grupie, charakteryzowała się dużą wrogością wobec Polek. Były to osoby bardzo sadystyczne. Przemoc, bicie, w ogóle takie bardzo złe traktowanie więźniarek to był element ich pracy, ich codzienność. W przypadku Johanny Langefeld nie była widoczna jej aż taka wielka niechęć do więźniarek, aczkolwiek była bardzo zdyscyplinowana i swoje obowiązki wykonywała poprawnie. Razem z Johanną Langefeld przyjechało jeszcze osiem nadzorczyń. Możemy tutaj trochę więcej powiedzieć o Therese Brandl, która też po ukończeniu przeszkolenia w Ravensbrück była w Auschwitz do 1944 roku. Między innymi nadzorowała pracę więźniarek w podobozie Rajsko, później została przeniesiona do Niemiec. Po wojnie została aresztowana, stanęła przed sądem załogi w Krakowie i została skazana na karę śmierci. Ta kara została wykonana w więzieniu w Krakowie. Druga, Gertrud Weniger, również przeszła tą samą drogę, czyli szkolenie w Ravensbrück,   w Auschwitz była do 1944 roku. Później skierowana do Flossenbürga. Jeszcze później pełniła obowiązki w innych podobozach. Aresztowana została przez władze radzieckie, znalazła się w tej radzieckiej strefie okupacyjnej i została skierowana do obozu specjalnego NKWD. Jej dalszy los jest nieznany.

Mówiła Pani, że mamy niewiele dokumentów dotyczących tego pierwszego transportu kobiet do Auschwitz. A czy możemy przybliżyć jakieś sylwetki kobiet z tego transportu?

No właśnie, jest to, jak już wspomniałam wcześniej, jest to w dalszym ciągu spore wyzwanie. Ten upływający czas tak naprawdę troszeczkę pomaga nam w poznaniu tych więźniarek. Otóż okazuje się, że rodziny więźniarek, jak wspomniałam to były Niemki, decydują się na przekazanie pamiątek, jakiś rzeczy, które rodzina ma, do archiwów. I w 2024 roku poznaliśmy książkę wydaną przez archiwum w Mannheim, gdzie inspiracją do takiej pracy wydawniczej było pudełko z różnymi dokumentami przekazane przez rodzinę Sophie Stippel, mieszkanki Mannheim, więźniarki obozu Ravensbrück, obozu Auschwitz. I tutaj w Auschwitz oznaczonej numerem 619. Archiwiści w Mannheim zauważyli, że Sophie Stippel przez jakiś czas była w pewnym sensie sąsiadką Rudolfa Hössa, komendanta obozu. Mianowicie rodzina Hössów też mieszkała przez jakiś okres w Mannheim i jeżeli popatrzymy na mapę i adresy tych dwóch rodzin, to okazuje się, że to jest ta sama część miasta, to jest nieduża odległość. Sophie Stippel została Świadkiem Jehowy w okresie międzywojennym i to sprowadziło na nią aresztowanie, jej zaangażowanie na rzecz tego wyznania. Została osadzona najpierw w więzieniu, potem w obozach, ostatecznie w obozie Ravensbrück i kiedy właśnie ten pierwszy transport był formowany, zaliczono ją do niego. Jeden z więźniów, Stanisław Dubiel, w wspomnieniach mówił, że Rudolf Höss, kiedy miał zrobić przegląd tego pierwszego transportu, miał rozpoznać właśnie Sophie Stippel wśród więźniarek. Aczkolwiek Höss w swoich wspomnieniach o tym nie mówi. Sophie Stippel została właśnie skierowana do pracy w domu komendanta razem z inną więźniarką tego transportu, Emmą Kübler, oznaczoną numerem 339 i tą samą kategorią IBV, co było skrótem Internationale Bibelforschervereinigung, Międzynarodowe Stowarzyszenie Badaczy Pisma Świętego, co tutaj od razu nas informuje, że Emma Kübler była Świadkiem Jehowy. Rudolf Höss nazywał te więźniarki „biblijnymi pszczołami” i we swoich wspomnieniach tak się wyrażał na temat jej pracy, cytat: „U mnie w domu pracowały dwie starsze kobiety przez trzy lata. Moja żona często mówiła, że nie mogłaby sama lepiej dbać o wszystko niż te dwie kobiety. Szczególnie wzruszająco troszczyły się o dzieci, zarówno te duże jak i te małe. Dzieci nasze były do nich przywiązane jak do kogoś należącego do rodziny. W pierwszym okresie obawialiśmy się, aby nie próbowały dzieci pozyskać dla Jehowy. Jednakże tego nie robiły, nigdy nie rozmawiały z dziećmi na tematy religijne. Jeżeli się weźmie pod uwagę ich fanatyzm, było to pewnego rodzaju zaskoczenie. Ogólnie rzecz biorąc, Badaczki Pisma Świętego były zadowolone ze swego losu”. Koniec cytatu. Tutaj może parę słów wyjaśnienia, dlaczego akurat te więźniarki były skierowane do prac tak blisko esesmanów i ich rodzin. Otóż brakowało esesmanów niższych stopniem, którzy mogliby wykonywać jakieś prace na rzecz właśnie oficerów SS i ich rodzin. W związku z tym już w Berlinie, już w Niemczech zdecydowano, że więźniarki tej kategorii mogą być skierowane do tych prac pomocniczych. Towarzyszył też temu taki aspekt okoliczności ich aresztowania. Mianowicie to zaangażowanie religijne, przekonanie, że praca powierzona im musi być dobrze wykonana spowodowało, że jakkolwiek cokolwiek nie było związane z kwestiami wojskowymi, militarnymi, było przez te więźniarki wykonywane bardzo sumiennie. Poza tym kwestia osadzenia w obozie była przez nich traktowana jako wola oża, w związku z tym nie szukały więźniarki okazji do ucieczki. A ponieważ w ramach obowiązków było robienie na przykład zakupów w mieście, więc nie obawiano się, że po prostu będą szukały ucieczki. I stąd taka dosyć spora grupa tych więźniarek w domach esesmanów, w biurach, w hotelu dla członków załogi czy jeszcze innych miejscach właśnie dostępnych esesmanom została umieszczona. Sophie Stippel miała wówczas 48 lat, druga z więźniarek Emma Kübler, 57-letnia, była tak naprawdę obywatelką Szwajcarii. Wyszła za mąż za Niemca, mieszkała na terenie Niemiec, została Świadkiem Jehowy i została aresztowana za posiadanie literatury Świadków Jehowy. I w momencie osadzenia, w momencie aresztowania utraciła swoje obywatelstwo szwajcarskie. Emma Kübler była w domu komendanta Hössa do ewakuacji, później została przeniesiona do Bergen-Belsen i tam zmarła. Zmarła z wycieńczenia. Inną więźniarką, która została przywieziona w tej grupie, oznaczona numerem 512, była Maria Cecylia Autsch, która była siostrą zakonną, była Austriaczką, aresztowaną za krytyczną wypowiedź pod adresem Hitlera. Po śledztwie w więzieniu w Innsbrucku była więźniarką Ravensbrück i po przeniesieniu do Auschwitz umieszczona była w kuchni obozowej, a później prawdopodobnie ze względu na znajomość języka pracowała w kuchni,  w szpitalu dla załogi obozowej. Wśród więźniarek bardzo mile była wspominana jako osoba bardzo życzliwa, bardzo pogodna nawet w tej tragicznej sytuacji. Siostra Autsch w grudniu 1944 roku pracowała w szpitalu, w nowo budowanym szpitalu dla załogi SS w Birkenau i właśnie 23 grudnia miał miejsce nalot aliancki i kilka bomb zostało zrzucony właśnie na ten teren przyobozowy, kilka spadło właśnie na baraki tego szpitala. Siostra Autsch została ranna w czasie tego bombardowania i kilka dni później zmarła na skutek odniesionych ran.

Dokładnie tego samego dnia 26 marca w godzinach popołudniowych przywieziono drugi transport kobiet, również 999 więźniarek. Były to Żydówki z Popradu. Jakie dokumenty się zachowały? Co możemy powiedzieć o tych więźniarkach?

Więźniarki te otrzymały numery od 1000 do 1998 i w ich przypadku zachowała się lista transportowa. Znamy 997 nazwisk. Tutaj znowu jakaś luka się pojawiła. I o ile w przypadku tej grupy przywiezionej wcześniej znamy ich fotografie obozowe, tak w przypadku tych kolejnych więźniarek raptem dwa zdjęcia zachowały się. Wiemy, że to były więźniarki bardzo młode. Najwięcej było kobiet w wieku od 18 do 30 lat. 108 z osadzonych wówczas to były dziewczęta między 14 i 17 lat i tylko 18 kobiet miało powyżej 40 lat. Ten młody wiek więźniarek spowodował, że utworzono takie komando specjalne, nazywano je Kinderkommando, które miało między innymi pracować w ogrodnictwie w Rajsku przy różnych pracach polowych. Takie komando istniało tylko jakiś czas do przeniesienia więźniarek do obozu Birkenau. W roku 2006 Muzeum Auschwitz odwiedziła jedna z więźniarek przywiezionych wówczas, Berta Berkovitz. Kiedy została przywieziona miała 16 lat. Jak wspominała, sama organizacja tego transportu była dosyć wyjątkowa, mianowicie dziewczęta, dziewczęta  żydowskie mieszkające właśnie w rejonie Popradu dostały nakaz wezwania się, stawienia się w takim punkcie, w obozie tymczasowym. Powiedziano im, że po prostu będą wysłane do pracy. Była tam ze swoimi krewnymi, no i wspominała, że to pierwsze zetknięcie się z obozem było dla nich wszystkich niesamowicie traumatyczne, z tego względu, że rutyna obozowa wymagała od nich rozebrania się, przejścia dezynfekcji, potem wszystkie kwestie związane z rejestracją w obozie. Mówiła, że po pierwsze ich wiek, to były nastolatki, a druga kwestia - większość z dziewcząt pochodziła z rodzin religijnych, z rodzin tradycyjnych, więc nagość, rozbieranie się przed innymi nie było czymś, co było im  znane, a tutaj nagle musiały się rozebrać i to jeszcze przed mężczyznami, przed esesmanami, więc był to dla nich ogromny szok. Ale nie tylko esesmani, wspomina również nadzorczynie, które głośno komentowały ich zachowanie z ironią. Starała się cały czas przebywać w otoczeniu swoich najbliższych, swojej siostry czy koleżanek z transportu. Później została skierowana do komanda, które miało nosić ciała zmarłych więźniarek, tak zwane Leichenkommando, no i wspominała, że no dzisiaj to może tak brzmieć dosyć niezrozumiale, noszenie ciał dla takich młodych dziewczyn nie jest czymś dobrym, ale jak wspominała, to uchroniło ją wielokrotnie, ją i jej koleżanki od selekcji w obozie i z całą pewnością wpłynęło na szansę  przeżycia. W kolejnym transporcie ze Słowacji, również w transporcie więźniarek żydowskich, przywieziona została Margita Schwalbova, która była lekarką. Ukończyła studia medyczne na Uniwersytecie w Bratysławie. Jak wspominała, w przypadku tej grupy, w której ona się znalazła, również zgłoszenie dotyczyło podjęcia pracy, stąd kobiety wyznaczone, kobiety żydowskie miały stawić się w patronce w starym zakładzie przemysłowym pod Bratysławą, a następnie umieszczono je w kolejnym, w miejscowości Iwanka, skąd już pod eskortą esesmanów zostały przewiezione do obozu Auschwitz. Margita Schwalbova ze względu właśnie na swoje kwalifikacje zawodowe została umieszczona od razu w szpitalu obozowym. Jak wspominała, choroby zaczęły się rozprzestrzeniać dosyć szybko. Wśród tych najczęstszych wymienia biegunkę głodową, zapalenia płuc, zapalenia stawów. Wspomina, że po pewnym czasie wybuchła epidemia zapalenia opon mózgowych. Dalej na przełomie lipca i sierpnia zaczęto notować przypadki zachorowania na tyfus. Każdy obóz miał swój personel medyczny i to był też personel esesmański. Lekarzem niemieckim, który miał sprawować nadzór nad tymi kwestiami medycznymi był Franz Bodman, ale właściwie jego poczynania nie miały nic wspólnego z leczeniem, z medycyną. Więźniarki unikały kierowania do szpitala. Nazwały nawet „centrala mordów barona von Bodmana”. Takiego terminu używały. Nie było to takie łatwe, mam na myśli, unikanie szpitala, ponieważ przeprowadzane były w obozie selekcje, w związku z tym więźniarki, które były chore, które były słabe, po prostu umieszczane były w szpitalu. Tam najczęściej te, które faktycznie ich stan nie rokował na poprawę, po prostu były zabijane w różny sposób. Margita Schwalbova mówi, wspomina również o zastrzykach z fenolu. W szpitalu obozowym Margita Schwalbova poznała siostrę Autsch, tą przywiezioną we wcześniejszym transporcie. I dwie więźniarki takie bardzo różne. Margita Schwalbova była Żydówką, ale też sympatyzowała z partią komunistyczną. I siostra Autsch, siostra należąca do zgromadzenia rzymskokatolickiego, więc te dwie więźniarki bardzo ze sobą się zaprzyjaźniły. Margita Schwalbova wspomina również takie tragiczne wydarzenie, kiedy jedna z więźniarek, młoda Żydówka, któregoś dnia wybiegła przed szereg innych więźniarek, które wychodziły do pracy i krzyknęła: „nie pracujcie dla Niemców, nie pomagajcie im, jeszcze i wy, tak czy inaczej zginiemy, niech nas raczej rozstrzelają”. Dalsze słowa dziewczyny zostały przerwane przez strzały esesmanów, została ranna w płuca i w brzuch, przeniesiona do szpitala obozowego i tam zmarła na skutek upływu krwi. Inną więźniarką, która też przywieziona została właśnie w tym początkowym okresie, przywieziona została z Bratysławy, więźniarką żydowską, była Katja Singer, oznaczona numer 2098, która została skierowana do pracy w biurach obozowych, była mianowicie pisarką raportową, Rapportschreiberin. To była dosyć ważna pozycja w tej hierarchii obozowej. Znamy jej zdjęcia obozowe i ono jest takie zupełnie inne. Katja jest na nim w bluzce z białym kołnierzykiem, ma pięknie upięte włosy, nawet loki, więc widać, że ta pozycja w obozie jej była zupełnie inna w porównaniu z innymi więźniarkami. Z relacji więźniarek, z relacji na przykład Berty Berkovitz, wiemy, że jej zachowanie w obozie było bardzo różne i nie zawsze życzliwe swoim rodaczkom. Berta Berkovitz na przykład wspomina, że została przez Katię pobita. Inne wspominają z kolei, że bardzo pomagała innym więźniarkom żydówkom słowackim. Katja Singer jest również zapamiętana ze względu na jej kontakty z członkami załogi obozowej. Wiemy, że po przeniesieniu więźniarek do Birkenau miała bardzo zażyły kontakt z oficerem raportowym Gerhardem Palitzschem, esesmanem, członkiem załogi. To była rzecz niedopuszczalna, jeżeli chodzi o właśnie esesmanów. Palitzsch został za utrzymywanie właśnie tych intymnych kontaktów z więźniarką i to jeszcze więźniarką żydowską aresztowany, usunięty z SS, przeniesiony do Wehrmachtu. Natomiast Katja Singer została przeniesiona do obozu Stutthof, gdzie jak wiemy z relacji miała być rozstrzelana, jednakże miała świadomość tego, że w tej dokumentacji jest też rozkaz o jej rozstrzelaniu. No i jakoś umiejętnie wpłynęła, że podczas rejestracji w Stutthofie ten dokument został pominięty. Katja przeżyła wojnę, przeżyła obóz i później wróciła do Pragi.

Pierwszy transport Polek został przywieziony do Auschwitz miesiąc później, 27 kwietnia 1942 roku. Czy mogłaby pani coś więcej powiedzieć o tych kobietach?

W Księdze Pamięci Polaków przywiezionych do obozu Auschwitz charakterystyka tego transportu jest bardzo obszerna, a to z tego powodu, że było tam bardzo wiele kobiet zaangażowanych już właściwie od początku okupacji w działalność organizacji konspiracyjnych. Wymienię tylko kilka, ponieważ ich działalność w obozie jest dla nas ogromnie ważna, jeżeli przyjrzymy się właśnie tej dokumentacji obozowej, której tak bardzo brakuje. A mam tutaj na myśli Antoninę Piątkowską, przywiezioną z Krakowa, aresztowana została razem z mężem i z synem. Mąż został rozstrzelany, natomiast jej syn został wywieziony z Auschwitz i zginął w Sonnenstein, w ośrodku eutanazji. Wiedziała o tym,   dowiedziała się o tym w obozie i pomimo takiej ogromnej tragedii zachowała w sobie wielkie zaangażowanie na rzecz nie tylko swoich koleżanek obozowych, ale również widząc, że niektóre koleżanki pracują w biurach obozowych, gdzie są rejestry i mogą nielegalnie kopiować pewne wykazy, zachęciła je do tego. Była to głównie Monika Galica, która pracowała w kancelarii szpitala obozowego w Birkenau i to ona właśnie na takich cienkich bibułkach przygotowała wykazy zmarłych Polek. Te dokumenty zostały ukryte przez Antoninę Piątkowską. W innym miejscu była zatrudniona Martyna Puzyna, która prowadziła na zlecenie lekarza obozowego Josefa Mengele badania antropometryczne na więźniach, więźniarkach, głównie bliźniętach. Skopiowała nielegalnie właśnie takie zestawienia. Prócz tego więźniarki zatrudniane w biurach obozowych, w biurach Bauleitungu, Vera Foltynova i Valeria Valova oraz Krystyna Florczak skopiowały plany krematoriów i komór gazowych. Ten, no już w tym momencie taki zbiór dokumentów Antonina Piątkowska z ogromnym trudem ukryła, a później za pośrednictwem innej więźniarki, Zofii Gawron, mieszkanki Brzeszcz udało się te dokumenty wynieść poza obóz, przekazać członkom ruchu oporu właśnie z Brzeszcz. I szczęśliwie wszystkie te dokumenty zostały przechowane. No i szczególnie te wykazy więźniarek zmarłych w obozie są bardzo ważnym źródłem informacji, czasami jedynym dokumentem, jedyną informacją o zmarłej więźniarce. Antonina Piątkowska miała w sobie bardzo dużo wiary i bardzo dużo takiej determinacji. Pisała we wspomnieniach: „Byłyśmy bezbronne. Jedyna możliwość przeżycia to starać się nie załamać i przemocy przeciwstawić naszą wolę wytrwania. Nie damy się wykończyć. To była pierwsza myśl, najważniejsza decyzja. Dążyć do następnego dnia i potem jeszcze do następnego. Przekonać słabsze więźniarki, że warto walczyć nawet o ten jeden, jedyny dzień życia. Warto walczyć nawet jeśli na własne oczy widzimy, że ta grupa zdecydowanych bronić życia jest coraz mniejsza. Że co dzień wykańczają kogoś. Nie rozpaczać, nie oglądać się na te, które powiększyły już sterty trupów. Szukać następnych, które chcą żyć. Starać się pomóc, bodaj życzliwym słowem otuchy”. Po wojnie Antonina Piątkowska była bardzo zaangażowana w  różne działania organizacji kombatanckich. Najpierw mieszkała w Warszawie, później po przeprowadzce założyła taką małą kawiarnię, gdzie spotykali się między innymi byli więźniowie. Zmarła w 1985 roku. 30 maja, czyli kilka dni później w kolejnej grupie więźniarskiej z Krakowa przywieziona została między innymi Zofia Posmysz, aresztowana za działalność w organizacji konspiracyjnej . W obozie skierowana była najpierw do karnej kompanii, czyli tej grupy roboczej wykonującej najcięższą pracę. Później pracowała w obieralni ziemniaków, a następnie w magazynie chleba, w magazynie żywnościowym.
Zofia Posmysz po wojnie ukończyła studia na Wydziale Polonistyki, zaczęła pracować w redakcjach tygodników, a potem w Polskim Radiu, gdzie pisała między innymi reportaże, pisała słuchowiska. Swoje wspomnienia obozowe przedstawiła w kilku opowiadaniach. Takim najsłynniejszym jest „Pasażerka”, który uzyskał wersję telewizyjną, później stał się powieścią, a jeszcze później na podstawie tego tekstu skomponowano muzykę i stała się operą. Zofia Posmysz zmarła w 2022 roku, zmarła w Oświęcimiu, jest pochowana na cmentarzu w Oświęcimiu. Także w tym pierwszym okresie funkcjonowania obozu kobiecego z Tarnowa przywieziona została Stanisława Starostka. Była z zawodu księgową i została aresztowana w związku z działalnością konspiracyjną. W więzieniu w Tarnowie przebywała prawie dwa lata. Po osadzeniu w obozie została więźniarką funkcyjną, mianowicie miała dosyć wysoką pozycję w obozie, Lagerältester, także w tej hierarchii więźniarskiej to jest więzień, który reprezentuje obóz w tych kontaktach z esesmanami. Stanisława Starostka przeszła taką ogromną zmianę w obozie, mianowicie stała się bardzo brutalna i bezwzględna, biła inne więźniarki, oczekiwano od niej bardziej koleżeńskiej postawy, tymczasem właśnie taką brutalność zachowała do końca swojego pobytu. W czasie ewakuacji obozu została przeniesiona do Bergen-Belsen, tam wyzwolona i w kwietniu 1945 roku została aresztowana i postawiona przed sąd w procesie załogi Bergen-Belsen. Została skazana na 10 lat więzienia.

18 lipca 1942 roku miało miejsce ważne wydarzenie dla administracji obozu Auschwitz, mianowicie wizytacja samego Himmlera. Czy ta wizyta miała jakiś związek z obozem kobiecym i czy jakoś wpłynęła na jego funkcjonowanie?

Himmler wraz z Ernstem Schmauserem odwiedził kilka miejsc w obozie, więc to był obóz macierzysty, kuchnia, warsztaty, stajnie, magazyny mienia zrabowanego, tak zwane magazyny Kanady, place, na których składowano materiały budowlane oraz, będąc jeszcze w obozie Auschwitz, właśnie obóz kobiecy. Będąc w obozie rozkazał, aby zademonstrować mu wykonanie kary chłosty. Wytypowano więźniarkę, była nią więźniarka Kapus, która została ukarana za nielegalne posiadanie kilku ziemniaków. Himmler zaznaczył tutaj, że wykonanie    kary chłosty odtąd ma być podejmowane, ma być konsultowane z jego kancelarią, czyli powierzone, skierowane do jego decyzji. Wizyta ta również przyniosła kilka takich wydarzeń dosyć zaskakujących. Pierwszym to był wniosek Oberaufseherin Johanny Langefeld o zwolnienie z obozu kilku więźniarek, które przebywały już dosyć długo w obozie. I faktycznie znalazło się tam kilka nazwisk, m.in. Luise Maurer, która jednak nie opuściła obozu właśnie wtedy, latem ‘42 roku, a dopiero pod koniec ‘43 roku. Inną więźniarką, o której wiemy, że również została wtedy zwolniona oficjalnie, była Gertrud Stemmer. Tej więźniarki nie znaliśmy. I tutaj znowu kontakt z archiwistami z Mannheim, którzy otrzymali od rodziny Gertrud Stemmer fotografie, jej inne dokumenty. Skontaktowali się z nami w celu identyfikacji tej historii, tych materiałów. Tym sposobem dowiedzieliśmy się właśnie o niej. Gertrud Stemmer była oznaczona numerem 615. Została aresztowana za znajomość z polskim robotnikiem przymusowym. Gertrud Stemmer była w obozie prawdopodobnie do stycznia ‘44 roku. Jednakże nie mogła opuścić tego miejsca, ponieważ zagroziłoby jej to ponownym aresztowaniem. No więc co robiła między lipcem ‘42 roku a styczniem ‘44? Otóż pracowała w domu Lagerführera Johanna Schwarzhubera, jako właśnie taki pracownik cywilny, robotnik cywilny. Prawdopodobnie wykonywała tam różne prace domowe. Historycy pragną poświęcić tej historii więcej uwagi i planowana jest tutaj odrębna publikacja, więc będzie to kolejna sytuacja, kiedy dowiemy się czegoś więcej właśnie o tej więźniarce z pierwszego transportu. Ale powrócę jeszcze do wizyty Himmlera w lipcu ‘42 roku, ponieważ oprócz właśnie tego wniosku Johanny Langefeld o zwolnienie z obozu kilku innych więźniarek miało miejsce jeszcze jedno wydarzenie. Mianowicie Rudolf Höss był bardzo niezadowolony z pracy Oberaufseherin. Zresztą nie tylko Johanny Langefeld, narzekał na pozostałe nadzorczynie. Mówił, że pomimo tego, iż miały kwalifikacje, to właściwie nie mogły sobie poradzić z zarządzaniem obozu. Liczba więźniarek na apelu nie zgadzała się, panował rozgardiasz i dozorczynie biegały, tutaj użył takiego sformułowania, „jak rozdrażnione kwoki” i nie wiedziały co z tym wszystkim zrobić. Czytamy dalej, że Himmler nie zgodził się z tą propozycją Hössa, aby zwolnić Oberaufseherin. Pozostała ona w obozie, ale nie na długo, kilka miesięcy później została oskarżona o przywłaszczanie sobie mienia zrabowanego Żydom. Została postawiona przed sądem, przeniesiona decyzją tego sądu do Ravensbrück, czyli po prostu wróciła do Ravensbrück. Ale dosyć zaskakujące jest, co stało się z Johanną Langefeld. Otóż jak wspomniałam, w opinii więźniarek w Auschwitz była ona osobą no taką zdyscyplinowaną, ale nie charakteryzującą się aż taką brutalnością jak inne nadzorczynie. I podobnie było w Ravensbrück, kiedy została tam ponownie skierowana w 1942 roku. Również więźniarki, w tym wiele więźniarek Polek, taką pewną życzliwość z jej strony widziały. Ostatecznie, kiedy po zakończeniu wojny Johanna Langefeld została aresztowana i umieszczona w więzieniu w Krakowie, doszło do jej ucieczki w dosyć wyjątkowych okolicznościach. Przez jakiś czas pozostawała w ukryciu w Krakowie, później przedostała się do Niemiec i ostatecznie z dostępnych nam informacji wiemy, że zmarła w 1974 roku, zmarła w Augsburgu. Tutaj osoby, które umożliwiły jej tą ucieczkę, a także później ukrywanie się w Krakowie, to były więźniarki obozu Ravensbrück i obozu Auschwitz.

A czy te zarzuty komendanta obozu Rudolfa Hössa wobec nadzorczyń miały wpływ na likwidację oddziału obozu kobiecego w Auschwitz I w obozie macierzystym i przeniesienie obozu kobiecego do Birkenau w sierpniu 1942 roku?

Przeniesienie więźniarek do obozu Birkenau było planowane. Osobna część kompleksu Birkenau była już w ten sposób zaprojektowana, żeby stanowić taki całkowicie oddzielnie nadzorowany obóz oddzielnym wejściem. W związku z tym była to tylko kwestia czasu, kiedy  te więźniarki mogą być tam umieszczone. I rzeczywiście, kiedy więźniarki zostały tam przeniesione początkiem sierpnia 1942 roku, ten obóz, tak zwany Frauenlager, nie był jeszcze ukończony, więc widać, że to wszystko było w dużym pośpiechu. Można powiedzieć, że ta decyzja była po części przyspieszeniem tego procesu oraz zwróceniem uwagi na tą konieczność rozbudowy, intensyfikacji. No i w momencie, kiedy więźniarki zostały przeniesione do znacznie większego obozu oznaczało to, że można te deportacje jeszcze zwiększyć i rzeczywiście w kolejnych miesiącach coraz więcej więźniarek było umieszczanych w obozie Birkenau. Były to zarówno więźniarki Polki czy więźniarki nie-Żydówki, jak i więźniarki żydowskie, które podczas selekcji były uznawane za zdolne do pracy.

A możemy jeszcze powiedzieć, jak wyglądało to przeniesienie więźniarek z Auschwitz I do Birkenau? W sierpniu 1942 roku mówimy tutaj o 17 tysiącach kobiet, tak?

Z tej liczby 17 tysięcy kobiet osadzonych tutaj w obozie Auschwitz nie wszystkie więźniarki przeżyły. I to też jest takie zaskakujące, ponieważ warunki, do jakich zostały przeniesione w Birkenau były zdecydowanie gorsze niż te, w których przebywały w obozie Auschwitz. Ale epidemie, które się rozprzestrzeniały, traktowanie, oprócz tego selekcje przeprowadzane, ostatecznie skutkowały tym, że ta liczba przeniesionych była znacznie mniejsza. Szacuje się, że to było około 13 tysięcy więźniarek. Obóz w Birkenau był nieprzygotowany, stąd te przypadki tyfusu, o których mówiła Margita Schwalbova, lekarka będąca w obozie macierzystym, tam w Birkenau zaczęły po prostu rozprzestrzeniać się niesamowicie, do tego stopnia, że obóz ten musiał być po prostu izolowany przez jakiś czas ze względu właśnie na tą fatalną sytuację sanitarną. Ale warto tu jeszcze zwrócić uwagę na losy tych więźniarek właśnie, które trafiły do obozu jako pierwsze, zarówno więźniarki z Ravensbrück, jak i więźniarki żydowskie z Popradu, czy później z Bratysławy. Po tym bardzo trudnym pierwszym okresie obozowym, po tym szoku traktowania szczególnie dla więźniarek żydowskich, później zaczęły się niejako oswajać z tą rzeczywistością obozową. I te, które potrafiły, które miały ku temu predyspozycje, z upływem czasu obejmowały różne stanowiska więźniarek funkcyjnych, więc już nie tylko te związane z pracą administracyjną, tak jak to było w przypadku Katji Singer, ale również nadzorowanie innych więźniarek w pracy. Stąd z relacji ocalałych wiemy, że bardzo często w różnych miejscach jako te dozorujące inne więźniarki spotykały właśnie żydówki słowackie deportowane w tym pierwszym okresie działania obozu.