Rozmiar czcionki:

MIEJSCE PAMIĘCI I MUZEUM AUSCHWITZ-BIRKENAU BYŁY NIEMIECKI NAZISTOWSKI
OBÓZ KONCENTRACYJNY I ZAGŁADY

„Auschwitz. Monografia człowieka”. Cz. 6. Narodziny

Transkrypcja podcastu

Posłuchaj na: SPOTIFY | APPLE PODCAST

„AUSCHWITZ. MONOGRAFIA CZŁOWIEKA”

Książka „Auschwitz. Monografia człowieka” to pierwsza na skalę światową próba ukazania ludzkich emocji w realiach obozu Auschwitz. Jej autor – dyrektor Muzeum dr Piotr Cywiński – wykorzystał w niej fragmenty wspomnień i relacji ponad 450 Ocalałych. To właśnie słowa świadków stanowią fundament tej refleksji nad kondycją człowieka poddawanego procesowi odczłowieczenia w niemieckim nazistowskim obozie koncentracyjnym i zagłady Auschwitz.
W podcaście przedstawiamy dziesięć rozdziałów tej szczególnej opowieści o człowieczeństwie wystawionym na najtrudniejszą z prób.

Część 6. Narodziny
Czyta: Paweł Sawicki

Dzieci, które docierały do Auschwitz, stanowiły wielowarstwowy problem obozu, najczęściej prędzej czy późnej rozwiązywany śmiercią. Było to prawdopodobnie jedno z najbardziej tragicznych i obciążających świadomość więźniów doświadczeń. Ale były też przypadki dużo trudniejsze, które rzutowały bardzo mocno na kondycję psychiczną zwłaszcza obozu kobiecego: narodziny w Konzentrationslager. Ciężarne kobiety przybywały w transportach albo czasami zachodziły w ciążę już w lagrze. W każdym razie zdarzały się porody w obozie. Reguły były okrutne: „Aryjka” miała teoretycznie prawo zatrzymać dziecko, czasem nawet wprowadzano je do ewidencji obozowej, nierzadko tatuowano, utrzymywano przy życiu wbrew wszystkim warunkom obozowym, co oznaczało najczęściej powolną agonię noworodka. Żydówka nie miała nawet tego prawa: dziecko musiało umrzeć tuż po porodzie, inaczej matka była uśmiercana razem z nim. Tak przynajmniej teoretycznie powinno to było wyglądać. W rzeczywistości ogromna większość dzieci nowo narodzonych ginęła w pierwszych godzinach lub najwyżej dniach swojego życia.

Wanda Urbańska
„Często któraś z więźniarek na tymże „piecu” rodzi nowego więźnia, który żyje bardzo krótko”.

Stefania Sikorska
„Poradzono mi, w przypadku zbliżającego się porodu nie zgłaszać wcześniej, gdyż przeniesiono by mnie do bloku 24, gdzie był oddział porodowy, lecz w tym samym bloku „Durchfall” i inne choroby”.

W historii dzieci rodzonych w obozie dotykamy najbardziej brutalnego odczłowieczenia, dotykamy najgłębszej nieludzkości obozu, gdyż ocieramy się o najbardziej jednoznaczną niewinność. Być może w tym aspekcie możemy zobaczyć i odczuć najpełniejszą i najbardziej niepodważalną nieludzkość KL Auschwitz. W różnych naukowych i historycznych pracach okresu powojennego zastrzegano, że badacz nie będzie przywoływać zbyt brutalnych opisów obozu. W tej kwestii jest to niemożliwe. Nie da się ująć głębi dna, bez opisu tego, co owo dno stanowi. Człowiek, po wielu miesiącach wyczekiwania, rodził drugiego człowieka, malutkiego, niewinnego, wyczekiwanego i kochanego. I nie tylko nie było szansy na jego przeżycie, ale rodząca nierzadko musiała owo nowe ludzkie życie uśmiercić.

Janina Kowalczyk
„W tym okresie, kiedy ja byłam w obozie w Oświęcimiu [styczeń-sierpień 1943], nie można było zgłosić, że dziecko się urodziło. W pierwszym tygodniu mego pobytu na bloku 14 kobieta z Zamojszczyzny urodziła dziecko. Zgłosiły się do niej pielęgniarki, które dziecko zabrały. Na moje zapytanie odpowiedziały mi, że zostanie zgładzone. Na początku kwietnia nastąpiło jakby pewne zelżenie kursu. Dzieci mogły pozostać przy życiu w tych warunkach, jakie były dla dorosłych ludzi. Żadna specjalna opieka nie była dozwolona. Dlatego też po pewnym czasie dzieci pozostawione przy życiu ginęły. (…) Urodzenie dziecka w początkowym okresie pobytu w obozie, a zwłaszcza przed moim przybyciem, i zameldowanie o tym władzom obozu było wyrokiem śmierci dla dziecka i matki. Dlatego pisało się często w księgach, że następowało poronienie”.

Maria Ślisz-Oyrzyńska
„Maleńkie, nieszczęśliwe istotki, urodzone w naszym, siedemnastym bloku, umierały samotnie, leżąc owinięte w ligninę; żydowskie dzieci umierając, cicho piszczały. Wszystko to działo się na oczach wszystkich, to było najtragiczniejsze. (...) Maleńkie, nowo urodzone dzieci umierały, a tyle kobiet, tak wiele matek było obecnych i nic się nie działo. Jakie to dziwne, jaki inny musiał być czas. Że życie było takie bezwzględne, nawet w pierwszych godzinach poczęcia”.

Hermann Langbein
„Na jednym sienniku leży szóstka noworodków. Mogą mieć najwyżej kilka dni. Jakżeż wyglądają! Wyschnięte członki i wzdęte brzuszki. Obok na pryczach leżą wycieńczone matki; mają płonące oczy. Jedna coś cicho nuci. – Ta ma najlepiej, straciła rozum”.

Stanisława Leszczyńska
„W maju 1943 roku sytuacja niektórych dzieci uległa zmianie. Dzieci niebieskookie i jasnowłose odbierano matkom i wysyłano do Nakła w celu wynarodowienia. Przejmujący skowyt matek żegnał odjeżdżające transporty niemowląt. Póki maleństwa przebywały przy matce, już samo macierzyństwo stwarzało promień nadziei. Rozłąka z dzieckiem była straszna”.

O ile ciąża i sam poród w warunkach obozowych urastały do granicznego doświadczenia, to dopiero po porodzie sytuacja matki i noworodka stawała się realnie nieludzka. Najtwardsze prawo obozowe zarządzało sytuacją.  Pierwszym problemem był brak pokarmu, który dotyczył większości zagłodzonych i wycieńczonych matek. Próbowano niekiedy radzić sobie z nim w sposób solidarny.

Danuta Drzazga
„21 października 1944 roku urodziłam córeczkę, którą nazwałam Jolantą. Opiekowała się mną akuszerka, więźniarka z Łodzi, bardzo miła i zacna osoba. Prócz tego opiekowała się mną dr Konieczna. Dziecka nie mogłam karmić, gdyż dostałam zapalenia piersi. Operowała mnie więźniarka-lekarka Rosjanka (nazwiska nie pamiętam). Po operacji straciłam pokarm. Moją córeczkę karmiły Rosjanki, Ukrainki i Jugosłowianki, które również urodziły w obozie. Później Jolę karmiła Polka z Warszawy. W obozie urodziła synka, który zaraz zmarł”.

Genowefa Pilecka
„Skutkiem głodu i warunków obozowych wiele matek potraciło pokarm. Matki Rosjanki bardziej odporne karmiły piersią nieraz (oprócz swego) kilkoro innych dzieci. Na łóżku obok mnie leżała m.in. więźniarka Francuzka, która również nie miała pokarmu. Jej dziecko nie przyjmowało jednak obcego pokarmu i zmarło”.

Nie sposób opisać dramatu matek, które po dziewięciomiesięcznej ciąży, trudach narodzin, obudzeniu naturalnych instynktów macierzyńskich traciły swe dzieci na krótko po porodzie. Krótko, owszem z perspektywy ludzkiej, ale na tyle długo, by móc je widzieć, czuć, dotykać, tulić, nazwać po imieniu, emocjonalnie poznać. Opisy kobiet, które były mimowolnymi świadkami porodów, są „zewnętrznymi” świadectwami tego doświadczenia, opisy matek – o ile powstały po wojnie – niezwykle lakoniczne.

Zofia Kalmus
„Do Oświęcimia przyjechałam 12 sierpnia 1944 r. z Powstania Warszawskiego. Byłam jedną z kilkuset kobiet w ciąży. Tam urodziłyśmy dzieci. Co do Polek nie stosowano specjalnych represji. Bicie i sporadyczne przypadki znęcania się były. Natomiast w listopadzie 1944 r., kiedy przebywałam w szpitalu, przyprowadzono pewnego dnia około 50 Żydówek węgierskich i słowackich w ciąży. (…) Ginekolog, dr Konieczna, otrzymała rozkaz zrobienia tzw. porządku ze stanem tych kobiet. A więc tym w mniej zaawansowanej ciąży musiała ją usunąć, innym przyspieszyć poród. Matki, których dzieci żyły, miały je własnoręcznie pozbawić życia. Nie mogły się na to zgodzić. Nie wierzyły, że to może nastąpić. Więc dzieci te żyły przez tydzień lub dwa. Kiedy nadszedł termin wypisania ze szpitala tych chorych [kobiet], personel szpitalny przestrzegał je przed losem, jaki je spotka. Wyraźnie mówiono, że z dziećmi mogą trafić tylko do komina. Bez dzieci mają szansę na uratowanie życia jako siły robocze. Termin był krótki, do rana miał nastąpić „porządek”. Rozpoczęła się straszna scena. Pamiętam obrazek (świadek płacze ze wzruszenia i przez chwilę zachowuje milczenie), jak Żydówka zmagała się ze sobą okrutnie, nie mogąc zamordować swego dziecka. Przykrywała je kocem, po chwili odrzucała i tuliła. Do rana dziecko już nie żyło, a matka z obłąkaniem w oczach tuliła trupa”.

Alina Bacall-Zwirn
„Co czułam? Ból. Myślałam tylko o moim mężu. Mój mąż był chory. Nie wiedziałam, czy to był tyfus. W tym samym czasie się dowiedziałam. I moja bratowa umarła, myślę, że na zapalenie płuc. I rodzę moje dziecko i muszę iść z dzieckiem do krematorium. Bo tak to miało… Nie myślę o życiu. I myślę, że nie mogę uratować dziecka. A rodzę dziecko… Rodzę dziecko, które ma być zabite. I za bardzo nie miałam czasu na cierpienie, bo dziecko urodziło się w sekundę. I zdrowe. (…) I słyszałam płacz dziecka. I powiedziałam: daj mi dziecko, pójdę do… A ona powiedziała, że jeśli da mi dziecko, to pójdę z dzieckiem. Wiesz, co to oznacza? Powiedziałam, że tak właśnie chcę. Chcę iść. Jestem zmęczona. I chcę iść z moim dzieckiem do krematorium. Chcę umrzeć z moim dzieckiem. (…) Błagałam ją, słyszałam płacz i prosiłam, by dała mi dziecko, jestem naprawdę… Powiedziałam, że nie chcę już żyć. (…) [Zdałam sobie sprawę, że dziecko nie żyje] gdy już nie było słychać płaczu. Wiesz, nie miałam już łez. Już mi nie zależało, chciałam umrzeć. Wiesz, jak nadchodzi ta minuta, w której już tylko chcesz umrzeć, nie chcesz już żyć, wszystko się kończy. (…) Jesteś zmęczona, jesteś zmęczona, chce Ci się spać, zmęczona, by dalej ciągnąć Twoje życie. Nic więcej już nie ma”.

Żydówki miały wybór: iść z dzieckiem do komory lub zabić je własnoręcznie bezpośrednio po porodzie. Trudno to zrozumieć, ale czasami gestem człowieczeństwa było zabicie dziecka przez lekarkę czy akuszerkę, aby matka nie musiała sama tego zrobić.

Charlotte Zucker
„Powiedziała mi: „dobrze, daj mi dziecko”. I daję jej dziecko. Dałam jej. Nie wiedziałam, co mu zrobi, ale domyślałam się. Gdyż to matki musiały zabijać swoje dzieci. Tak to było. To nie było coś smutnego. To było coś nieuchronnego. Dałam dziecko”.

Nawet jednak gdy matki, akuszerki czy lekarki robiły wszystko, by dziecko uratować, podobnie jak w przypadku każdego innego więźnia, zagrożeniem dla nowo narodzonych była arbitralna reakcja esesmanów.

Stefania Rojek
„Byłam świadkiem, jak kobieta z naszego transportu imieniem Zofia (nazwiska już dzisiaj nie pamiętam) urodziła dziecko. Dziecko było zdrowe i lekarka wraz z pielęgniarkami chciały je schować. Niestety dziecko zaczęło głośno płakać. Wtedy przyszedł lekarz esesman, odebrał dziecko i na oczach matki oraz wszystkich chorych wrzucił je do rozpalonego pieca. Zofia silnie gorączkowała i po trzech dniach zmarła”.

Bogdan Bartnikowski
„Esesman schylił się, chwycił Stasia za nóżkę, zamachnął się, stuknęło głucho. Spojrzał, nie trzeba było uderzać po raz drugi, puścił drgające nóżki. Na ścianie bloku została ciemna plama”.

Wysłuchali państwo szóstej części podcastu na podstawie książki dr Piotra Cywińskiego „Auschwitz. Monografia Człowieka”.

Czytał: Paweł Sawicki

Głosu Ocalałym użyczyły osoby związane z Muzeum Auschwitz:
Katarzyna Nosal
Katarzyna Oboza-Ziarko
Gabriela Nikliborc
Karolina Feć
Grzegorz Kmieć
Agnieszka Odrobina
Sylwia Paluch
Patrycja Palka
Aneta Pieczka
Adrianna Skawińska
Monika Skrzypek
Kamila Sobala
Andrzej Jastrzębiowski

Adaptacja na potrzeby podcastu: Agnieszka Juskowiak-Sawicka
Realizacja dźwięku: StudioPlac
Muzyka: JivexMusic

=====

W podcaście wykorzystano fragmenty relacji i publikacji:
Wanda Urbańska (45811), Relacja w: Wspomnienia, t. 72, s. 32.
Stefania Sikorska (32354), Relacja w: Oświadczenia, t. 33, s. 34.
Janina Kowalczyk (32212), Zeznania w sprawie karnej członków byłej załogi SS [IPN
GK 196/161], w: Zapisy terroru, t. 6, Warszawa 2019, s. 173.
Maria Ślisz-Oyrzyńska (40275), cytat w: Zdzisław Ryn, Stanisław Kłodziński, „Śmierć i umieranie w obozie koncentracyjnym”, „Przegląd Lekarski – Oświęcim” 1982, s. 79.
Hermann Langbein, „Ludzie w Auschwitz”, Oświęcim 2017, s. 345.
Stanisława Leszczyńska (41335), Relacja w: Wspomnienia, t. 10, s. 3.
Danuta Drzazga (26275), Relacja w: Oświadczenia, t. 33, s. 75-76.
Genowefa Pilecka (PH nn, 79435), Relacja w: Oświadczenia, t. 16, s. 47.
Zofia Kalmus (83887), Zeznania w sprawie karnej członków byłej załogi SS [IPN GK
196/110], w: „Zapisy terroru”, t. 6, Warszawa 2019, s. 236.
Alina Bacall-Zwirn (476490), “No Common Place”, Lincoln 2000, s. 74.
Charlotte Zucker (75140), “Les balcons fleuris d’Auschwitz”, Champrond en Gâtine 2000,
s. 247.
Stefania Rojek (26817), Relacja w: Oświadczenia, t. 32, s. 20-21.
Bogdan Bartnikowski, „Dzieciństwo w pasiakach”, Oświęcim 2016, s. 134.