MIEJSCE PAMIĘCI I MUZEUM

AUSCHWITZ-BIRKENAU

BYŁY NIEMIECKI NAZISTOWSKI
OBÓZ KONCENTRACYJNY I ZAGŁADY

Aktualności

Początki Auschwitz w pamięci pierwszego transportu polskich więźniów politycznych

ps
10-06-2015

14 czerwca 2015 r. upływa 75 lat od przybycia pierwszego transportu polskich więźniów politycznych do niemieckiego nazistowskiego obozu Auschwitz. Z tej okazji ukazała się książka „Początki Auschwitz w pamięci pierwszego transportu polskich więźniów politycznych”, której autorem jest dyrektor Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau dr. Piotr M.A. Cywiński.

W publikacji fragmenty relacji byłych więźniów z pierwszego transportu zestawiono w siedmiu rozdziałach tworzących płynnie opowiedzianą historię 728 mężczyzn, którzy m.in. za działalność konspiracyjną oraz próby przedostania się do armii polskiej we Francji, trafili z więzienia w Tarnowie do obozu Auschwitz.

– Widać w tym pierwszym okresie, niemalże jak w pigułce, najważniejsze elementy polityki koncentracyjnej: faktyczne wyjęcie osadzonych spod prawa, świadomą dehumanizację, hierarchię struktury więźniarskiej oraz totalną ingerencję w każdy aspekt bytowania więźniów – zarówno w pracy, w czasie niby-wolnym, w porze noclegów, posiłków, w momencie zachorowania, jak i w namiastkach życia społecznego – powiedział dr Cywiński. Jego zdaniem początki obozu są też zderzeniem konkretnych osób – wraz z ich wychowaniem, wykształceniem, wyobraźnią świata i dziedzictwem kulturowym – z niewyobrażalną brutalnością obozowej codzienności.

Opowieść rozpoczyna się od samego momentu aresztowań i przewożenia do więzienia w Tarnowie, kończy się natomiast najdłuższym apelem po pierwszej ucieczce więźnia Auschwitz, Tadeusza Wiejowskiego, która miała miejsce 6 lipca 1940 r. Wówczas, już po nadaniu numerów obozowych, morderczej kwarantannie, przebraniu w pasiaki i nałożeniu obowiązku niewolniczej pracy, rytuał „lagrowania”, czyli wtłaczania człowieka w obozowy system terroru, dobiegł końca.

– Tylko części z więźniów pierwszego transportu udało się przeżyć Ci, którzy przetrwali, po wojnie złożyli świadectwa tych tragicznych dni, ocalając jednocześnie pamięć o kolegach, którzy w obozie zginęli – podkreśla dr Piotr Cywiński. – Ta wielość spojrzeń na początkowy okres organizacji obozu pozwala skonfrontować ze sobą indywidualne pamięci i zespolić je w wielogłosową narrację o pobycie w więzieniu w Tarnowie, o historii samego transportu oraz o pierwszych trzech tygodniach obozu – mówi Cywiński.

Oprócz wyboru relacji w książce zamieszczono również szczegółową listę wszystkich więźniów z pierwszego transportu z datą i miejscem urodzenia oraz krótką informacją o ich losach obozowych. W niektórych przypadkach dane te nie są kompletne i ich ustalenie wymaga dalszych badań historycznych oraz archiwalnych. Dla ułatwienia wyszukiwania konkretnych osób, na końcu listy został zamieszczony alfabetyczny indeks nazwisk.

Książka jest pierwszą częścią cyklu „Miejsce Prawdy”, który historię byłego niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady opisze głosami świadków historii, tych którzy piekło Auschwitz-Birkenau sami przeszli.  

Publikacja dostępna jest w księgarni internetowej Muzeum.

 

14 czerwca 1940 r. - kolumna więźniów na ulicach Tarnowa
14 czerwca 1940 r....


FRAGMENT ROZDZIAŁU „Przyjazd do Auschwitz”


Bogumił Antoniewicz (517)
Po przyjęciu raportu Fritzsch wygłosił do nas przemówienie. Nie pamiętam go już dziś dosłownie. Na pewno w przemówieniu nazwał nas bandytami i bydlętami niegodnymi dalszego istnienia, zawdzięczającymi łaskawości Führera pozostawienie przy życiu i dalszą swą egzystencję.
 
Tadeusz Kosmider (624) 
Dosłownego brzmienia tego przemówienia już dziś nie pamiętam. Było ono pełne pogróżek dla nas – wrogów Trzeciej Rzeszy, a jedyną szansę przeżycia obozu i doczekania się wolności dawała nam wedle słów Fritzscha rzetelna, wydajna praca i dobre sprawowanie.
 
Roman Trojanowski (44)
– Jesteście w obozie koncentracyjnym, gdzie waszym obowiązkiem jest przestrzegać pilnie wszystkich rozkazów wydawanych i bezwzględne posłuszeństwo. Jest obowiązek pracy. Ta praca służy do tego, aby was nauczyć porządku i bezwzględnego rygoru. Nie ma tutaj chorych, są tutaj albo żywi, albo umarli. Żadne reklamacje, żadne zażalenia nie będą przyjmowane.
 
Kazimierz Albin (118)
Hauptsturmführer Fritzsch powiedział: Tu jest Konzentrationslager Auschwitz – tłumaczył Baltaziński. – Jako element wrogi narodowi niemieckiemu będziecie internowani do końca wojny. Wszelkie przejawy buntu lub niesubordynacji będę tłumił w sposób bezwzględny. Za opór władzy, usiłowanie ucieczki – kara śmierci. Zdrowi i młodzi mają prawo żyć tu nie dłużej niż trzy miesiące… Wyjście stąd prowadzi tylko przez komin krematorium.
 
Bronisław Gościński (403)
Ja wówczas nie wiedziałem, co to jest komin krematoryjny. Ze słowem „krematorium” nigdy się jeszcze nie zetknąłem. Pomyślałem sobie, że kilka tygodni wytrzymałem w więzieniu, więc bez trudu wytrzymam te kilka tygodni w obozie.
 
Jerzy Bogusz (61)
Dosłownego brzmienia tego przemówienia nie potrafię już dziś odtworzyć. Pamiętam, że było ono dla nas niesłychanie poniżające. Po wysłuchaniu słów Fritzscha nastąpił u mnie moment chwilowego załamania. Pomyślałem sobie, że tego wszystkiego chyba nie przeżyję.
 
Jan Pierzchała (55)
Później na plac przed budynek, w którym byliśmy zakwaterowani, wyniesiono kilka stołów i rozpoczęła się rejestracja. Padła komenda, kto umie pisać po niemiecku. Kilku się zgłosiło i ich zatrudniono do spisywania naszych danych personalnych. Przydzielono także numery obozowe.
 
Stanisław Ryniak (31)
Jakoś ja wiem, czy to dobrze, czy niedobrze, że mnie wyczytano pierwszego. Ryniak Stanisław, przeszedł dreszcz, jakiś taki niepokój mały, no ale dali numer 31. Polak, polityczny, numer 31. Następnie 32, 33, 34.
 
Stanisław Ryniak (31) 
Wielokrotnie zastanawiałem się nad tym, jak to się stało, że otrzymałem numer 31 – pierwszy numer więźnia politycznego Polaka. Wiadomo, iż numerami 1-30 oznaczeni zostali więźniowie kryminalni Niemcy. Być może nazwisko moje figurowało jako pierwsze na liście transportowej, a może był to po prostu przypadek.
 
Jan Pierzchała (55)
Ja otrzymałem numer: 55.
 
Marian Kołodziej (432)
Stały one [stoliki] przed budynkiem Monopolu Tytoniowego. Tam nas zapisywano i dawano nam numerki. Najpierw pytano nas, kto rozumie po niemiecku. Kilku kolegów zgłosiło się i oni jak gdyby rejestrowali przy tych stolikach. Numery, jakie otrzymali moi koledzy – Marian Kajdasz nr 179 i Zdzisio Michalak nr 180 – potwierdzają mi jak gdyby to spisywanie nas setkami przy każdym stoliku. Oni byli rejestrowani przy drugim stoliku, a wszystkich nas było ponad siedemset, więc pasowałoby te siedem stolików. Ja dostałem numer 432, bo byłem parę stolików dalej. I to wielu kolegów potwierdza.
 
Jan Bogusz (61)
Ja otrzymałem numer 61. Pamiętam, że w czasie, gdy na podwórzu stała jeszcze duża grupa więźniów oczekujących na kąpiel, wybuchła burza z piorunami i ulewnym deszczem. Burza ta spowodowała chwilowy bałagan.
 
Józef Paczyński (121)
Wyczytywanie nazwisk trwało dosyć długo. Było już pod wieczór i zbliżała się burza, więc wpakowali nas do dolnej kondygnacji tego budynku.
 
Wiesław Kielar (290)
Padła jakaś komenda, po której reszta „pasiaków” rozbiegła się, formując nas po chwili w rzędy w pobliżu wejścia do budynku. Przez wąskie drzwi wpuszczano nas grupami do środka, skierowując na schody prowadzące do piwnic.
 
Jan Zdebik (378)
Wejście do bloku było bardzo wąskie. Wśród nas było sporo młodych chłopców. Jak Niemcy pędzili nas do budynku, to przy drzwiach robił się okropny ścisk. My, młodzi, a tym samym sprawniejsi fizycznie, szybciej byliśmy przy drzwiach. Ci, którzy byli z tyłu, zawsze obrywali. Starsi mieli do nas pretensje, że nie chcemy ich uszanować. Ale jeśli bili ze wszystkich stron, to każdy chciał być jak najszybciej w budynku.
 
Józef Paczyński (121)
Tam nas ostrzygli i wręczyli jakieś kartki. I ja taką dostałem, na której była wypisana liczba 121. Schowałem ją do kieszeni, nie orientując się, co ona oznaczała.
 
Kazimierz Albin (118)
Tutaj odebrano nam rzeczy osobiste, ostrzyżono głowy i pozostałe części ciała i skierowano do kąpieli. Następnie kierowano nas do stolików, spisywano personalia i wręczano tekturkę z wypisanym na niej numerem, który miał od tej pory zastąpić nazwisko. Przede mną znalazł się brat, który otrzymał numer 116, oraz rotmistrz Stachowicz – numer 117; ja otrzymałem numer 118.
 
Wiesław Kielar (290)
Otrzymałem numer 290. Romek Trojanowski, znalazłszy się przypadkowo w innej grupie, miał numer 44, a będący w jeszcze innej grupie Edek Galiński otrzymał numer 537. Tak w prosty sposób staliśmy się numerami.
 
Marian Kołodziej (432)
Początkowo nawet żartowano sobie, kiedy spotykaliśmy się i pytali – jakie Twoje nazwisko? – numer siedemset ileś – a Twoje nazwisko? – numer taki a taki. Mówiliśmy o numerach żartobliwie, nikt nie wiedział, gdzie się dostał, nikt się nie spodziewał, co to za obóz.
 
Roman Trojanowski (44)
O dziwo, numery się łatwo zapominało, w szczególności, jeśli trzeba było to jeszcze powiedzieć w języku niemieckim. Ja otrzymałem numer 44. Pamiętam, na drugi dzień niemiecki więzień kryminalny Bernard Bonitz, mój późniejszy blokowy, ustawiał nas w szeregu przed budynkiem. Uczył nas, jak należy stać. Zapytał mnie, nie wiem dlaczego akurat mnie, jaki mam numer obozowy. Ja nie mogłem znaleźć tego kartoniku z numerem i zaraz za to dostałem w „mordę”. Skończyło się oto tym, że podbił mi oko. Nie zapamiętałem numeru, chociaż był bardzo łatwy. Jak odszedł Bonitz, znalazłem tę kartkę. Była w spodniach w kieszonce na zegarek. Włożyłem ją tam osobiście, a kiedy spytał mnie Bonitz o numer, zupełnie zapomniałem, gdzie ta kartka się znajdowała. Szukałem jej gorączkowo w kieszeniach marynarki i – oczywiście – nie znalazłem.
 
Włodzimierz Borkowski (360)
Dostaliśmy jeszcze menażki, kubki, łyżki i bardzo sztywne ręczniki. Wszystko to odbywało się przy ogłupiających krzykach i biciu.
 
Bogumił Antoniewicz (517)
Wszystkie opisane czynności odbywały się przy akompaniamencie krzyków esesmanów i kapo, przypominających ryk dzikich zwierząt. Nawet ci nieliczni spośród nas, którzy znali język niemiecki, nie mogli zrozumieć wydawanych w takiej formie rozkazów.
 
Bogumił Antoniewicz (517)
Wśród więźniów pierwszego transportu większość stanowili ludzie młodzi, najstarsi z nas nie mieli powyżej lat 50. Pod względem pochodzenia społecznego, wykształcenia, wykonywanych zawodów byliśmy grupą niejednolitą. Znajdowało się wśród nas sporo uczniów gimnazjalnych, byłych wojskowych, inteligencji, byli też hrabiowie i chłopi. W pierwszym transporcie było też kilku Żydów, księży nie przypominam sobie.
 
Zbigniew Damasiewicz (260)
Byli wśród nas zakonnicy, księża, a także Żydzi.
 
Jerzy Korczowski (625)
Do obozu przywożono w tym okresie przede wszystkim Polaków. Żydzi mogli przypadkowo znaleźć się w tych transportach. Na przykład jeden z moich kolegów, Żyd Sack Naftali, zdawał maturę wraz ze mną. Do obozu dotarł, ponieważ aresztowano całe społeczności, całe klasy szkolne. Znalazł się na jednej liście z Polakami, swoimi szkolnymi kolegami. 
 
Jan Komski (564)
Byłem w obozie koncentracyjnym. Przed wojną czytałem o niemieckich obozach koncentracyjnych, ale nigdy nie przypuszczałem, że i ja znajdę się w takim obozie.