MIEJSCE PAMIĘCI I MUZEUM

AUSCHWITZ-BIRKENAU

BYŁY NIEMIECKI NAZISTOWSKI
OBÓZ KONCENTRACYJNY I ZAGŁADY

Aktualności

List z butelki — czytelny znak nadziei

06-05-2009

Dyrektor Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau dr Piotr M.A. Cywiński przyjął z rąk Rektora Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Oświęcimiu prof. Lucjana Suchanka odnaleziony niedawno w remontowanym budynku uczelni list autorstwa więźniów Auschwitz. Gościem honorowym był były więzień Wacław Sobczak, którego nazwisko widnieje na kartce, i który wraz z kolegami, 20 września 1944 r., zamurował butelkę z listem w ścianie budowanego przez nich bunkra przeciwlotniczego.

— Takie znalezisko, które jest bardzo czytelnym znakiem nadziei, to na terenie przyobozowym rzecz bardzo rzadka. Ci młodzi ludzie ukryli tę butelke po to, by pozostało po nich cokolwiek. Okazało się, że przetrwał nie tylko list, ale także kilka z osób, których nazwiska tam widnieją. Ten dokument ma też swoją wartość archiwalną, ponieważ został wykonany przez więźniów, a nie esesmanów. Mamy tu imiona, nazwiska i numery, które pozwalają powiększyć naszą wiedzę — powiedział Piotr Cywiński.

Dyrektor Cywiński zaapelował także do wszystkich, którzy posiadają dokumenty i pamiątki związane z historią obozu o przekazywanie ich do muzealnego archiwum. — Są jeszcze w najróżniejszych miejscach przedmioty, dokumenty, czy zapiski, które świadczą o historii Auschwitz-Birkenau. Apeluję do wszystkich, którzy mają jakikolwiek związek z tą historią o przejrzenie swoich domowych archiwów, ale także strychów i piwnic. Te rzeczy mają wielkie znaczenie, ponieważ pozwalają nam poznać kolejne fragmenty historii ludzi, którzy tu cierpieli. Na tym liście mamy kilka nazwisk i numerów. Bez niego nigdy byśmy ich nie poznali. To kolejny kawałek wielkiej układanki, której w całości nie ułożymy nigdy. Jednak musimy mieć nadzieję — podkreślał dyrektor Muzeum.

Dokument trafi teraz do muzealnej pracowni konserwatorskiej. Po ukończeniu adaptacji gmachu PWSZ w miejscu odnalezienia listu znajdzie się jego wierna kopia wykonana przez konserwatorów Muzeum Auschwitz oraz pamiątkowa tablica.

— Dzięki znalezisku poznaliśmy nazwiska więźniów i ich tragiczne losy. To nie kolejne bezimienne numery na długiej liście więźniów obozu. To ludzie, którzy w chwili zamurowania butelki mieli tyle lat, ile dziś mają studenci naszej uczelni. Niestety im przyszło żyć w cywilizacji śmierci, podczas gdy dziś nasi studenci mają szansę żyć w cywilizacji wiedzy. Ma to wymiar symboliczny — powiedział rektor PWSZ prof. Lucjan Suchanek.

Zobacz też relację wideo z przekazania dokumentu

TREŚĆ ODNALEZIONEGO LISTU

„Obóz koncentracyjny Oświęcim dnia 20.IX.44

Schron przeciwlotniczy dla obsługi T.W.L. Budowali go więźniowie:

Nº 121313 Jankowiak Bronisław z Poznania
130208 Dubla Stanisław z Łaskowic pow. Tarnów
131491 Jasik Jan z pod Radomia
145664 Sobczak Wacław z pod Konina
151090 Czekalski Karol z Łodzi
157582 Białobrzeski Waldemar z Ostrołęki
A 12063 Veissid Albert z Lyon (Francja)

Wszyscy w wieku od 18 do 20 lat”

Informacje o osobach z listy

Bronisław Jankowiak

Urodził się 5 lutego 1926 r. w Poznaniu. 11 maja 1943 r., na skutek sąsiedzkiego donosu, podającego fałszywą informację, że jest jakoby Żydem, trafił do Auschwitz. Otrzymał numer 121313. To on 20 września 1944 r., podczas prac przy budowie schronu przeciwlotniczego dla esesmanów w budynku magazynu SS (Truppenwirtschaftslager, TWL), obecnie należącego do oświęcimskiej uczelni, zapisał na fragmencie papierowego worka na cement numery obozowe i nazwiska siedmiu więźniów budujących schron. Pod koniec istnienia KL Auschwitz został ewakuowany do jednego z niemieckich obozów. W kwietniu 1945 r., dzięki staraniom przewodniczącego Szwedzkiego Czerwonego Krzyża hrabiego Folke Bernardotte, wraz z innymi więźniami i więźniarkami różnych narodowości, został wysłany po uwolnieniu na leczenie do Szwecji. Tam poznał byłą więźniarkę Auschwitz Marię Czarnek, z którą później się ożenił. Jankowiakowie zostali w Szwecji. Mieli czworo dzieci. Bronisław zmarł 21 czerwca 1997 r., a jego żona Maria 24 listopada 1999 roku w wieku 73 lat. Ich dzieci i wnukowie również mieszkają w Szwecji.

Butelkę zamurował w ścianie inny więzień, 84-letni dziś mieszkaniec Wrąbczyna w woj. wielkopolskim, Wacław Sobczak (nr 145664).

Wacław Sobczak

Urodził się 29 września 1923 roku w miejscowości Wrąbczyn koło Słupcy w Wielkopolsce. Aresztowano go w rodzinnej miejscowości w kwietniu 1943 roku i trafił najpierw do obozu w Żabikowie koło Poznania. Stamtąd został przywieziony do KL Auschwitz 3 września 1943 roku w transporcie liczącym 115 więźniów. W Auschwitz spędził 18 miesięcy. Gdy wraz ze współwięźniami umieszczał w ścianie bunkra butelkę, miał 19 lat. – Dostawaliśmy wtedy do jedzenia ćwiartkę chleba dziennie i trochę zupy z brukwi. Co trzy miesiące odbywała się selekcja. Niemcy zabijali chorych i słabych. Myśleliśmy, że nie przeżyjemy. Chcieliśmy, żeby pozostała po nas chociaż ta butelka – powiedział dziennikarzom.

Karol Czekalski

Został aresztowany z początkiem 1943 r. wraz z bratem Antonim. Niemcy oskarżali ich o udział w konspiracji niepodległościowej AK, której członkami byli najprawdopodobniej także ich rodzice. Ojca gestapowcy zamordowali podczas przesłuchania w areszcie przy ulicy Anstadta w Łodzi, natomiast matka Józefa Czekalska została 18 września 1943 r. wywieziona z łódzkiego więzienia dla kobiet do Auschwitz, gdzie otrzymała numer 62664. Zginęła 23 listopada. Braci Antoniego i Karola Czekalskich przywieziono z Łodzi do Auschwitz 17 września 1943 roku. Antoni miesiąc później został przetransportowany do KL Buchenwald, gdzie doczekał wyzwolenia. Karol trafił w Auschwitz do szkółki murarskiej dla młodocianych (Maurerschule). 28 października 1944 roku przewieziono go do podobozu KL Flossenbuerg w Litomierzycach (Leitmeritz) na terenie Protektoratu Czech i Moraw, gdzie był ciężko chory na tyfus. Tam doczekał wyzwolenia w maju 1945 r. Karol Czekalski ma dzisiaj 83 lata i mieszka w Łodzi.

W zbiorach archiwum oświęcimskiego Muzeum znajdują się jego powojenne wspomnienia, w których napisał: „Murarskiego zawodu uczyli nas na poddaszu bloku nr 7 inżynierowie, technicy i mistrzowie, przeważnie francuscy Żydzi. (…) Z nadejściem wiosny 1944 r. część „uczniów” uznano za nadających się do pracy i zorganizowano komando „Luftschutzbunkerbau”, aby budować schrony przeciwlotnicze”.

Albert Veissid

Albert Veissid urodził się w 1924 roku w Konstantynopolu, po czym zamieszkał w Lyonie we Francji. Pracował jako kupiec i muzyk. Aresztowany został w lipcu 1943 roku, a do Auschwitz trafił ostatecznie 30 maja 1944 roku. Veissid powiedział francuskim mediom, że nie rozumie, dlaczego znalazł się na tej liście. Wspominał, że po przybyciu do obozu za radą przyjaciela powiedział, że jest murarzem i zaczął pracę przy budowie schronu w budynku służącym za magazyn. - Myślę, że tam poznałem tych Polaków-chrześcijan, których nazwiska znajdują się na liście - powiedział. Dodał, że więźniowie robili sobie przysługi - pracujący przy zaopatrzeniu kradli pojemniki z marmoladą, które on ukrywał; w zamian dostawał dodatkową porcję zupy. Być może dzięki temu jego nazwisko i obozowy numer znalazły się na informacji - zastanawiał się.

Stanisław Dubla

Urodził się w 1926 roku w Łaskowicach pod Łodzią. Do Auschwitz trafił wraz z trójką braci oraz matką (czwarty brat został aresztowany w obozie koncentracyjnym dla dzieci na ul. Przemysłowej w Łodzi), za to, że pani Katarzyna Dubla pokłóciła się o buty ze znajomą Niemką, u której jeden z synów zajmował się wypasem krów. Wojnę przeżyła trója braci. Stanisław Dubla (prawdopodobnie 28 października 1944 r.) został przeniesiony do podobozu KL Flossenbürg w Litomierzycach (Leitmeritz) na terenie Czech. Po wojnie wrócił do rodzinnych Łaskowic. Pracował jako murarz w Częstochowie. Zginął tragicznie w 1952 r. pod kołami pociągu.

Losy dwóch pozostałej dwójki więźniów z kartki, Jana Jasika i Waldemara Białobrzeskiego, pozostają nieznane.

(oprac. na podstawie PAP, onet.pl, AFP, materiały Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau)

Uroczyste przekazanie listu w PWSZ. Fot. Paweł Sawicki
Uroczyste...
List pozostawiony 65 lat temu przez więźniów Auschwitz. Fot. Barbara Sieńko
List pozostawiony...