Rozmiar czcionki:

MIEJSCE PAMIĘCI I MUZEUM AUSCHWITZ-BIRKENAU BYŁY NIEMIECKI NAZISTOWSKI
OBÓZ KONCENTRACYJNY I ZAGŁADY

Instytut Higieny SS

Transkrypcja podcastu

Posłuchaj na: SPOTIFY | APPLE PODCAST

Instytut Higieny Waffen-SS i Policji w obozie Auschwitz powstał jesienią 1942 roku. Do jego zadań należało m.in. wykonywanie badań higienicznych i bakteriologicznych dla oddziałów SS, niemieckiego wojska, policji i dla obozów koncentracyjnych, w tym dla całego kompleksu obozowego Auschwitz. O działalności Instytutu, który więźniów obozu wykorzystywał zarówno do pracy, jak i jako obiekty badań opowiada dr Teresa Wontor-Cichy z Centrum Badań Muzeum Auschwitz.

W archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau zachowały się częściowe dokumenty pochodzące z instytucji o nazwie Hygiene Institut der Waffen-SS. Co to była za instytucja, skąd wiemy o tej placówce?

W opracowaniach naukowych, w artykułach, które publikowane były właściwie już od zakończenia wojny, w artykułach dotyczących historii obozu Auschwitz, nazwa Instytutu Higieny albo Hygiene Institut była wymieniana przez byłych więźniów. Mówiąc o artykułach, można tutaj wspomnieć te, które ukazały się na łamach „Przeglądu Lekarskiego” wydawanego przez głównie lekarzy - byłych więźniów i poświęconego zagadnieniom medycznym. W 1969 roku Stanisław Kłodziński napisał artykuł poświęcony właśnie wydarzeniom w tym Instytucie, a kilka lat później Mieczysław Kieta, były więzień, który był w grupie więźniów zatrudnionych w Instytucie Higieny, również napisał obszerny artykuł na ten temat. Ponadto w ukazujących się na przestrzeni wielu lat wspomnieniach byłych więźniów również informacje na temat działania tej placówki wiemy. I tutaj można wspomnieć wydane w 1963 roku wspomnienia Leona Landaua, czy wydane w 1989 roku wspomnienia Luisa Michaelisa, obydwaj byli również zatrudnieni w tej grupie roboczej. Ukazująca się w dalszym ciągu literatura, która poświęcona jest historii obozu Auschwitz, przybliża byłych więźniów. I tak w tym roku, czyli w 2025 ukazała się książka napisana przez Marię Ciesielską i Annę Wacławik pod tytułem „Fleck ocalony przez naukę” i jest poświęcona w całości więźniowi Ludwikowi Fleckowi, również członkowi tego komanda. Wiemy z literatury, ale również nasi archiwiści, nasi historycy przez właściwie cały okres swojej pracy bardzo dużo korzystali z dokumentów właśnie ze zbioru Hygiene Institut Wiemy, że ogromna liczba dokumentów obozowych została zniszczona. Szacuje się, że jest to ponad 90%. Natomiast jeżeli chodzi o Hygiene Institut, znajdujemy pojedyncze zlecenia, czasami listy nazwiskowe i w wielu przypadkach to była jedyna informacja zachowana, informacja o pobycie więźnia w obozie. Stąd w korespondencji kierowanej do Muzeum przez wiele, wiele lat przez rodziny byłych więźniów albo przez więźniów ocalałych znajduje się informacja, że właśnie jedynym dokumentem, w którym zachowały się informacje o obozie jest Hygiene Institut. No właśnie rodzi to też taką wątpliwość, takie zapytanie, czy faktycznie fakt takich dokumentów kierowanie na badania, badania laboratoryjne więźniów dowodzą tego, że obóz troszczył się o życie, o zdrowie więźniów. No nic bardziej mylnego. Okazuje się, że Higienę Instytut był częścią czegoś znacznie większego, a fakt osadzenia w obozie tak dużej liczby więźniów dawał możliwości do różnego rodzaju badań.

Co to była za instytucja? Czym był Instytut Higieny? Gdzie i kiedy powstał?

Instytut Higieny, Hygiene Institut der Waffen SS und Polizei Auschwitz Oberschlesien powstał w lutym ‘43 roku jako filia Głównego Urzędu Higieny SS, która podlegała z kolei Głównemu Urzędowi Sanitarnemu SS w Berlinie. Zadaniem tej placówki było prowadzenie badań nad zapobieganiem szerzenia się chorób zakaźnych wśród formacji SS. Kierował tą placówką, tą naczelną, tą berlińską SS Oberführer Joachim Mrugowski, który miał pozycję Der Oberster Hygieniker der Waffen SS. Instytutowi temu podlegały polowe laboratoria oddziałów SS zajmujące się zagadnieniem higieny aż do szczebla każdej dywizji. Prócz tego istniały laboratoria do celów specjalnych, no i właśnie jednym z nich było laboratorium utworzonym przy obozie koncentracyjnym w Auschwitz. Powstanie tej placówki w obozie wiąże się z rozbudową obozu i z faktem, że mikroklimat, który panował w Kotlinie sprzyjał rozwijaniu się różnego rodzaju chorób. W związku z tym oddziały, które stacjonowały tutaj były narażone, zwłaszcza, że te choroby faktycznie w obozie wybuchały. Początki Instytutu były w bloku 10 w obozie macierzystym, w obozie Auschwitz. Jak wspomina jeden z pierwszych więźniów zatrudnionych w Instytucie, Mieczysław Kieta, pod koniec 1942 roku blok ten poddano częściowej rozbudowie. Jednak nie na potrzeby Instytutu, a w związku z rozpoczęciem eksperymentów sterylizacyjnych przez lekarzy niemieckich Carla Clauberga i Horsta Schumanna. Kilka pomieszczeń na parterze tego budynku przeznaczono dla pracowników Instytutu. Dodatkowo w bloku numer 20, to był blok szpitalny, przygotowano osobne pomieszczenie dla więźniów, członków tego komanda. Otwarcie tych laboratoriów, uruchomienie przynajmniej częściowe, datuje się na kwiecień 1943 roku.

Kim było kierownictwo tego Instytutu w Auschwitz i komu ta jednostka podlegała?

Na czele filii Hygiene Institut w Auschwitz stał kierownik w stopniu oficera SS, lekarz, Obersturmführer Bruno Weber. Jego zastępcą był również w stopniu SS, Untersturmführer, również lekarz, Hans Münch. Czasowo zastępcą był również inny esesman Untersturmführer, również lekarz, Hans Delmotte. Im z kolei podlegała kancelaria ogólna i księgowość Instytutu. Kierownictwo placówki i wszyscy esesmani do niej skierowani właściwie podlegali dowódcy garnizonu SS, czyli komendantowi obozu. Podlegali również lekarzowi głównemu obozu Auschwitz. Stąd mieli bardzo wiele innych obowiązków, mianowicie kompetencje związane z przeprowadzaniem selekcji na rampie, wykonywali również inne prace w charakterze medycznym, ale często o zbrodniczym celu w szpitalu obozowym. Do dyspozycji Instytutu przydzielono również kolumnę samochodową wraz z kierowcami. Jeżeli chodzi o esesmanów, którzy byli w tej grupie, mieli oni podstawowe wykształcenie, czasami zawodowe. Jeden był cukiernikiem, jeden był malarzem. Niektórzy mieli po prostu takie przeszkolenie sanitarne przed przeniesieniem do obozu Auschwitz i jedynie na tej podstawie pobierali krew bądź wykonywali jakieś inne zadania medyczne. Ale generalnie ich zawód, ich wykształcenie nie miało nic wspólnego z medycyną.

Co należało do zadań, czym się zajmował Hygiene Institut?

Podstawowym materiałem badanym w Instytucie były różnego rodzaju wydzieliny oraz próbki krwi. Popierane one były od więźniów, esesmanów z załogi obozowej oraz członków ich rodzin, a także innych żołnierzy, żołnierzy Wehrmachtu na przykład, stacjonujących w pobliżu Auschwitz. Przyglądając się szczegółowym zadaniom Instytutu w obozie możemy wyróżnić następujące cele. Była to obsługa szpitali dla esesmanów i policji na obszarze objętym zasięgiem działania. Na przykład to był dosyć duży obszar w przypadku Auschwitz, bo sięgał aż od Poznania do Pragi w Protektoracie Czech i Moraw, a na wschód aż do Kijowa. Następnie Instytut zajmował się obsługą kompleksu Auschwitz, polegającym zwłaszcza na masowych badaniach krwi, moczu, kału w związku z badaniami nad malarią, durem brzusznym i innymi chorobami zakaźnymi. Kolejny obszar to kwestia robotników cywilnych skierowanych do pracy m.in. w Monowicach. Kolejna sprawa to badania specjalistyczne związane z żywnością, z badaniem wody, preparatów chemicznych, badaniem chorób u ludzi, a także zwierząt, współpraca z lekarzami, którzy prowadzili różnego rodzaju eksperymenty w obozie Auschwitz. Następny obszar, który możemy wyróżnić to badania związane ze skutecznością leków, dalej badania uproszczonej metody oznaczania grupy krwi, badania skuteczności preparatów chemicznych, szeroki zakres badań nad nomą, czyli chorobą raka wodnego, który na dużą skalę wystąpił w obozie dla Sinti i Romów. Jednak należy mieć na uwadze, że pobierając od więźniów krew i wykonując inne analizy laboratoryjne Instytut Higieny nie kierował się troską o stan zdrowia więźniów czy warunki w obozie, lecz była to potrzeba dostarczenia stosunkowo dużej ilości prób badawczych umożliwiających stworzenie dokumentacji statystycznej, którą następnie esesmani mogli przekazać swoim zwierzchnikom w Berlinie. Przykładem takich bardzo osobliwych metod badawczych, właściwie kryminalnych jest stosowanie jako pożywki do hodowli kultur mikroorganizmów bulionu z mięsa ludzkiego przywożonego z krematoriów w Auschwitz.

Kto pracował w Instytucie Higieny?

Jak wspomina Mieczysław Kieta, pierwszymi więźniami skierowanymi do pracy w Instytucie byli więźniowie, którzy już jakiś czas przebywali w obozie, aresztowani w różnych okolicznościach z różnych powodów. Kieta wspomina Jana Reymana z Krakowa, Janusza Mąkowskiego, histopatologa z Poznania, Antoniego Jakubowskiego, profesora, kierownika katedry hydrobiologii z Uniwersytetu Poznańskiego, profesora Wacława Tomaszka z Brna, bakteriologa, Jakuba Lewina z Paryża, z Instytutu Pasteura,  który był serologiem. Wspomina również Nikolasa  Korna ze Słowacji, Dawida Freymana, Paula Reichela. W lutym 1943 roku przywieziona została do obozu z Lwowa taka wyjątkowa grupa więźniarska. Byli to pracownicy Instytutu Rudolfa Weigla. Ten bardzo znany instytut zajmujący się badaniami nad szczepionką tyfusu m.in. zatrudniał więźniów żydowskich i właśnie ich przywieziono do obozu Auschwitz. Był to Ludwik Fleck, Bernard Umschweif, Jakub Seemann, Owsiej Abramowicz oraz ich żony Ernestyna Fleck, Natalia Umschweif, Anna Seemann oraz dzieci nastoletni Ryszard Fleck, Bruno Seemann i Karol Umschweif. Wszyscy zostali umieszczeni w obozie, wszystkim wydano numery obozowe, co było bardzo wyjątkowe, szczególnie jeżeli chodzi o dzieci. Początkowo skierowani zostali do obozu mężczyźni, do obozu Auschwitz, kobiety z dziećmi umieszczone były w Birkenau i właściwie ich los, szczególnie jeżeli chodzi o warunki obozowe, warunki sanitarne nie różnił się od tego na co narażeni byli pozostali więźniowie. Ciężka praca. Dopiero później, kiedy Instytut już zaczął swoje działanie właśnie w bloku 10 zostali przeniesieni i tak mężczyzn umieszczono w bloku 20, natomiast kobiety były zakwaterowane w bloku 10 w sztubie przeznaczonej dla pielęgniarek. Przed umieszczeniem w Instytucie więźniowie ci, m.in. Ludwik Fleck również chorowali na tyfus, zachorowali po prostu w obozie, zarazili się w związku z powszechnie panującą epidemią i okazuje się, że szczepionka, którą był zaszczepiony jeszcze w czasie lwowskim zadziałała tak, że przeszedł tę chorobę bardzo łagodnie. O życiu obozowym też mógł się przekonać, szczególnie o brutalności więźniów funkcyjnych. Jeden z nich bardzo dotkliwie pobił Ludwika Flecka, złamał mu żebra i w takim bardzo ciężkim stanie został przeniesiony do szpitala obozowego. I tutaj dzięki pomocy więźniów, lekarzy, Polaków, doktora Fejkla i Ławkowicza udało mu się poprawić stan zdrowia tak, że po pewnym czasie mógł zostać przeniesiony do bloku 10, gdzie rozpoczął pracę. Grupa ta zaczęła pracę w laboratorium serologicznym, jednak nie wszyscy więźniowie z tej grupy lwowskiej tak naprawdę mieli przygotowanie do pracy laboratoryjnej, stąd Jakub Seemann i Abramowicz zajmowali się utrzymaniem czystości w laboratorium, myciem probówek, natomiast pozostali skierowani byli do pracy. Laboratoria były bardzo dobrze już wówczas wyposażone w sprzęt niezbędny do prowadzenia badań. Rozpoczęło również działania laboratorium histopatologiczne, które miała prowadzić profesor anatomopatolog Janina Kowalczykowa.

Mówimy o bloku 10 i w bloku 10 wówczas przebywały kobiety więźniarki, wykorzystywane w eksperymentach również przez innych lekarzy niemieckich, Carla Clauberga, Horsta Schumanna…

Tak, okazuje się, że lekarze niemieccy właśnie z Instytutu Higieny wykorzystali obecność takiej dużej grupy kobiet. Pobierano im krew w bardzo dużych ilościach, która miała być badana w laboratorium serologicznym, a także, jak twierdził Hans Münch, miała uzupełnić rezerwy dla produkcji potrzebnej dla armii surowicy. Jak więźniowie wyjaśniają, liczono na to, że wstrzykując pewną ilość krwi przeciwnych grup będzie można podwyższać naturalne miano, tak jak się to dzieje w przypadku wszystkich aktywnych uodpornień w chorobach infekcyjnych. I w tym celu pobiera się więźniom krew w małej ilości. Duże pobrania potrzebne są do innych celów, a mianowicie właśnie do uzupełnienia tej ilości surowicy. Ta metoda została opracowana przez zespół doktora Lewina, co oczywiście, można się domyślać, Bruno Weber wykorzystał i przypisał ten sukces sobie.

Jak wyglądała nowa siedziba Instytutu po przeniesieniu do Rajska? Dlaczego przeniesiono Instytut i na czym polegały badania przeprowadzane przez poszczególne wydziały?

Umiejscowienie Instytutu w Bloku 10 miało charakter czasowy, ponieważ równolegle esesmani z biura obozowego, z szukali na terenie Rajska albo też w okolicznych    miejscowościach dogodnego budynku. I znaleziono taki, właśnie w miejscowości położonej niedaleko, poza Strefą Interesów. Był to prywatny, murowany, dwupiętrowy dom, którego właściciel Tomasz Kamiński został wysiedlony. A ponieważ planował rozbudowę tego domu, w związku z tym zgromadzony był materiał, który został wykorzystany do wykończenia i do rozbudowy domu. Mieczysław Kieta wspomina: „W pierwszych tygodniach maja 1943 roku przeniesiono nas do Rajska. Kiedy przyszliśmy trwały tam jeszcze ostatnie prace wykończeniowe, wykonywane przez komando elektryków przy hydroforze w piwnicach budynku. Stolarzy przy wykańczaniu stolarki w budynku przeznaczonym na mieszkanie Webera i kancelarię SS, a także murarzy kończących budowę pieców, które miały podgrzewać autoklawy. Wszystkie pokoje były jednak mniej więcej urządzone i swoją adaptacją przypominały nieźle urządzone laboratoria sporego instytutu naukowego.” Koniec cytatu. Więźniowie rozpoczęli przygotowywanie sprzętu. Mieczysław Kieta wraz z Dawidem Freymanem i Nikolasem Kornem przygotowywali spisy obejmujące kolby, probówki, flaszki, chemikalia, różnego rodzaju sprzęt laboratoryjny. Freyman zajmował się sprawami techniczno-biurowymi, natomiast Korn objaśniał przeznaczenie i nazwy poszczególnych przedmiotów i instrumentów. Zgromadzony sprzęt stanowił wyposażenie produkowane przez bardzo znane firmy europejskie Bergman, Altman, również firma Merck, Schering, Bayer, również francuska firma Jouan z Paryża. Jej etykiety widniały na wielu sprzętach. Hygiene Institut posiadał również sporą bibliotekę. Były to książki w różnych językach, a na wielu z nich widniały pieczęcie Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego, co świadczyło o tym, że były zrabowane z tychże instytucji. Teren Instytutu został otoczony drutem kolczastym i przypominał trójkąt. Poza budynkami znajdowały się również tak zwane zwyżki, na których pełnili służbę esesmani. Więźniowie zatrudniani w instytucie byli kwaterowani w obozie Auschwitz i po prostu codziennie byli eskortowani do pracy, stąd właśnie konieczność skierowania esesmanów zajmujących się tym doprowadzaniem więźniów. Jeden budynek przeznaczony był na kancelarię. Znajdowały się tam biura, znajdowała się kasa pancerna, znajdowały się różnego rodzaju akta. Znajdowały się tam również mieszkania. W jednym mieszkał kierownik Instytutu Weber, natomiast w innym na parterze jego zastępca Hans Münch. Kapo tego komanda zmieniał się i pierwszym kapo był Paul Reichel. Trzon całej placówki stanowiło osiem laboratoriów, które były urządzone w tym właśnie największym budynku. To były laboratoria bakteriologiczne, chemiczne, biologiczne, histologiczne i trzy laboratoria serologiczne. Laboratorium odczynu Wassermana, laboratorium w bloku numer 20, także sekcję produkcji pożywek dla bakterii i stacja klimatologiczna. Ta różnorodność wynikała z profilu prowadzonych badań. Każdy z oddziałów i laboratoriów prowadził odrębną dokumentację, która była rejestrowana w księgach głównych. Dodatkowo znajdowały się jednostki pomocnicze, czyli zmywalnia, pomieszczenie gdzie sterylizowano wszystkie pomocne materiały. Była stacja ogrodnicza, była również stacja mająca zwierzęta, które również były w różny sposób wykorzystywane do testów. Ponadto garaże, magazyny, a także komando sprzątaczy, krawców i stolarzy. Jednym z większych laboratoriów było laboratorium bakteriologiczne, którego kierownikiem był profesor Wacław Tomaszek. Tutaj znajdowały się inkubatory, suszarki, lodówki, centryfugi, mikroskopy, półki z odczynnikami, barwnikami i szkłem laboratoryjnym. Również na parterze znajdowały się dwa pokoje i tutaj między innymi pracował profesor Antoni Jakubski. Prowadził stację entomologiczną i biologiczną badań   wody. Rzeczą bardzo zaskakującą dla więźniów była tak zwana kuchnia pożywek. Otóż przygotowywano tutaj pożywki dla hodowli bakterii dla laboratorium bakteriologicznego. Najczęściej używane były do tego różne ekstrakty drożdży, a również mięsa. Normalnie w warunkach laboratoryjnych wykorzystuje się mięso zwierzęce, natomiast w Auschwitz było inaczej. Otóż mięso było przywożone z obozu Auschwitz i było pobierane od ofiar egzekucji na bloku 11 bądź rozstrzeliwanych w krematorium numer I. Były to przeważnie mięśnie ud i brzucha rozstrzeliwanych kobiet. Przywożono je właściwie co tydzień. Jeden z esesmanów motocyklem z przyczepą pokonywał tą odległość. Mięso z odpreparowaną skórą było zawsze załadowane do kilku emaliowanych wiader. Więźniowie w pewnym momencie nabrali dużego podejrzenia, jeżeli chodzi właśnie o mięso. Z własnej inicjatywy przeprowadzili badania i okazało się, że nie jest to mięso zwierzęce, jest to mięso ludzkie. Zdarzało się niestety, że głodni więźniowie nieświadomi tego, że właśnie takie mięso jest wykorzystywane, zjadali to mięso. Po tym odkryciu esesmani kolorową kredą napisali na naczyniach szklanych „Menschbouillon”, czyli bulion z mięsa ludzkiego. Inną bardzo taką szokującą i zapamiętaną przez więźniów, zapamiętanym widokiem, który znajdował się w laboratorium histopatologicznym były głowy dzieci romskich, w których twarze zakażane były rakiem wodnym. Jak wspomina profesor Tomaszek, początkowo przywożono dzieci i tam były głowy odcinane i preparowane. Później jednak esesmani już z obozu w Birkenau przywozili same głowy. Profesor Tomaszek wspomina o tym przerażającym widoku otwartych oczu dzieci, które patrzyły właśnie przez ścianę formaliny i szkła na krzątających się po pokoju więźniów. Poza pracowniami związanymi właśnie z różnego rodzaju badaniami, również w tym budynku na piętrze znajdowały się pracownia krawiecka, gdzie dwóch więźniów Żydów polskich nazwiskiem Kujawscy zajmowali się reperowaniem odzieży esesmanów, ale także odzieży więźniów zatrudnionych w laboratoriach. W innym budynku znajdowało się laboratorium serologiczne, gdzie prowadzono właśnie badania nad grupami krwi oraz nad uzyskaniem suchej globuliny dla szybkiego oznaczania grupy krwi. No właśnie to jest ten sukces doktora Lewina i jego grupy. Ponadto do dyspozycji znajdował się również budynek techniczny pełen sprzętu, aparatów, szkła laboratoryjnego, chemikaliów, magazyn z narzędziami ogrodniczymi, warsztat stolarski, warsztat samochodowy, stacja klimatologiczna oraz budynek hodowlany, gdzie hodowano świnki morskie, króliki oraz barany. Patrząc tak całościowo było to miejsce dosyć rozbudowane, nie tylko złożone właśnie z tych jednolitych budynków, ale szereg mniejszych w trakcie było również tam dostawianych ze względu na potrzeby Instytutu.

A jeżeli chodzi o więźniów pracujących w Instytucie Higieny, czy czymś się wyróżniali wśród więźniów obozu Auschwitz?

Więźniowie zatrudnieni w tym komandzie mieli status więźnia specjalnego, nosili na lewym rękawie przyszyty czarny rąb z wymalowanym lub wyhaftowanym znakiem HKB, Häftlingskrankenbau, czyli szpital dla więźniów. Kapo i vorarbeiterowie mieli na żółtych opaskach, na lewym rękawie wykaligrafowany napis Laboratorium Rajsko. Oficjalna nazwa zmieniała się i ostatecznie brzmiała Hygienische und Bakteriologische Untersuchungsstelle der Waffen und Polizei Südost Auschwitz-Oberschlesien. Do takich osobliwości tej grupy należy między innymi język w jakim komunikowali się. Otóż skierowani tam naukowcy pochodzili z różnych krajów, Polacy, Węgrzy, Francuzi, Czesi, Węgrzy w tych ostatnich miesiącach. Stąd uznano, że tym językiem wspólnym dla wszystkich jest francuski. I faktycznie w takim języku więźniowie rozmawiali, co ściągało na nich szereg represji kar cielesnych. Między innymi pozbawiono ich dodatkowych porcji żywnościowych. Doszło nawet do tego, że Niemcy umieścili na ścianie napis   „tu wolno mówić tylko po niemiecku”. Jednak więźniowie tego nie przestrzegali. Innym dosyć wyróżniającym elementem było to, że więźniowie, dwóch z nich, Ludwik Fleck i Jakub Seemann, mieli pozwolenie używania zegarków. Jak to określano do celów służbowych, czyli mierzenie czasu potrzebnego w badaniach lub przy wyparzaniu narzędzi w autoklawach.

Jak wyglądała praca więźniów, taki dzień więźnia w Hygiene Institut?

O dniu wiemy właśnie ze wspomnień publikowanych przez byłych więźniów. Luis Israel Michaelis został przywieziony do obozu Auschwitz w kwietniu ‘43 roku. Był młodym holenderskim lekarzem, Żydem, mieszkał w Amsterdamie. Początkowo został przydzielony do komand roboczych związanych z rozbudową obozu, stąd taki bardzo trudny czas i szukanie możliwości przeniesienia do innego komanda. Poznał wówczas innego Holendra, chemika, który właśnie pomógł mu, żeby został do tej grupy zaliczony. Jako sprawdzian umiejętności zostało mu polecone wykonywanie wykresów. W kolejnych miesiącach już był angażowany w kolejne prace. O swoim miejscu pracy tak pisał: „Mój pokój był duży, schludny i czysty. Był na piętrze w tylnej części. Duże okna wychodziły na pola. Wszystkie szkła, naczynia były przechowywane w zamykanej szafie. Szafki były czarne i bez jednej plamy, podobnie jak czerwona podłoga. Moim kolegą był młody Czechosłowak, który pracował już pół roku i mógł nauczyć mnie większości prac rutynowych. Grupa pracujących więźniów była bardzo kosmopolityczna. Mieszanka Żydów i nie Żydów z Polski, Niemiec, Czechosłowacji, Rumunii, Węgier, Holandii, Francji. Około trzydzieści lub czterdzieści osób. Większość z nas miała wykształcenie akademickie i czułem, że mamy dużo wspólnego". Koniec cytatu.  Jednak praca w tym komandzie nie chroniła więźniów od głodu. Przydziały żywnościowe były małe, niewystarczające, a możliwość dodatkowej żywności, tak jak więźniowie wychodzący poza obóz czasami mogli coś dostać, częściej od ludności okolicznej, w tym momencie była właściwie niemożliwa. W związku z tym więźniowie próbowali wszelkich metod i tak w sezonie letnim, kiedy przechodzili z obozu do swojego miejsca pracy, do Rajska, przechodzili obok gospodarstw rolnych i takie warzywa jak cebula, czosnek, pomidory czy ziarna kukurydzy po prostu zbierali, ziarna kukurydzy prażyli i rozdrabniali je na mąkę. Innym jeszcze sposobem, który ma taki charakter nieoficjalny i trochę humorystyczny, to sprawa związana z psem jednego z esesmanów. Otóż był to owczarek niemiecki, dla którego esesman miał suchą karmę, którą więźniowie nazywali ciastkami. Te ciastka przechowywał w szufladzie. Dosyć szybko więźniowie się zorientowali, gdzie są przechowywane i po prostu zabierali, podkradali mu te ciastka i sami je zjadali. Jak wspominają, starali się zachować wszelkie okazje, żeby zachować siły i pozostać w dobrym stanie zdrowia. Problemem okazały się na przykład buty więźniarskie. W czasie przemarszów one bardzo szybko się zużywały. Możliwość zamiany na nowe nie była taka łatwa. Też więźniowie musieli w jakiś sposób to zaaranżować. Inny więzień, Leon Landau, wspomina o takich bardzo absurdalnych pomysłach esesmanów. I tak któregoś dnia Bruno Weber przyniósł więźniom trzydniowego martwego królika i polecił więźniom ustalić przyczynę śmierci zwierzęcia i napisanie o tym wyczerpujący raport. Więźniowie oczywiście wykonali to polecenie. Innym jeszcze takim bardziej absurdalnym wydarzeniem była sroka, zraniona sroka, którą Weber przyniósł, ponieważ lubił strzelać do wszelkich przylatujących ptaków. Rozkazał więźniom, aby zrobili wszystko, żeby ptak mógł wyżyć. Faktycznie więźniowie zajęli się ptakiem, trzeba było odciąć zranione skrzydło, ale po jakimś czasie stan sroki poprawił się. Wówczas zameldowali Weberowi o tym wydarzeniu. Na co on rzucił: „to mnie już nie obchodzi, możecie ją zabić”. Więźniowie wspominają również o innych esesmanach. Mówiąc o doktorze Münchu wskazują na to, że szereg jego badań było zupełnie bezsensowne, bezcelowe. Na przykład chciał uzyskać pewne informacje na temat wywoływania gorączki. Metoda, którą zastosował, polega na wkuwaniu się do szarej substancji mózgu u królików w celu właśnie wywołania ich gorączki. Kiedy gorączki nie udało się wywołać, króliki po prostu były wyrzucane. I dla więźniów właśnie te króliki, które w taki sposób padły, mogły być po prostu pożywieniem. Tak też się działo. Zresztą tym mięsem z królików dzielili się również z więźniarkami, które znajdowały się w pobliskim laboratorium botanicznym. Były to więźniarki polityczne, były to również więźniarki francuskie.

Co możemy powiedzieć o medycznej wartości prowadzonych tam badań?

Dla samych więźniów, a byli to naukowcy, byli to akademicy, uczestniczenie w takich badaniach było bardzo dużym dylematem. Ale mieli wcześniej doświadczenie obozowe. Byli w komandach, które transportowały materiał budowlany. Widzieli ogromną śmiertelność w obozie. Wielu z nich przeszło selekcję tuż po przyjeździe. W związku z tym dla nich to był też taki element walki o przetrwanie. Niektórzy mieli nawet członków rodziny w obozie. I zdawali sobie sprawę, że tak ogromna ilość prowadzonych badań nie zawsze może mieć tutaj jakąś taką wartość naukową. Niemniej jednak starali się w tym wszystkim odnaleźć jakiś cel dla samych siebie. I na przykład Ludwik Fleck wiedział, że nie będzie prowadził badań nad szczepionką tyfusową. W związku z tym sam zaczął prowadzić badania nad zjawiskiem, które pomagało w niezawodnym i stosunkowo łatwym wykrywaniu bezobjawowym infekcji. To są badania, które też wymagały pewnej liczby prób i metody zastosowanej właśnie w takich warunkach laboratoryjnych. Profesor Tomaszek zauważał, że więźniowie mieli świadomość tego, że tak duża ilość chorób zakaźnych może być niebezpieczna dla więźniów, którzy akurat byli skierowani na badania. I chociaż próbowali w jakiś sposób wystrzegać się pozytywnych stwierdzeń, nie do końca mogli, ponieważ też było to niebezpieczne dla całego obozu. Bardzo ważnym elementem, który też pokazuje o takim zdemoralizowanym charakterze prowadzenia badań, były osiągnięcia finansowe, które Instytut czerpał. Próbki były przesyłane do obozu z tak odległych miejsc i za każdym razem za takie badanie pobierane było 15 marek niemieckich, Reichsmark. W związku z tym był to dochód dla Instytutu i z tego względu te kontrakty, kontakty zarówno Weber, jak i inni esesmani starali się cały czas utrzymywać. Te dylematy moralne nie opuszczały lekarzy nawet wtedy, kiedy już po wojnie składali relacje czy publikowali swoje wspomnienia. Ale jest to temat charakterystyczny dla wielu przedstawicieli środowiska medycyny, którzy byli więźniami obozu Auschwitz. To były właśnie te niesamowite wybory, których musieli dokonywać. W jaki sposób ratować ludzkie życie, a w jakich sytuacjach tego życia naprawdę nie dało się uratować, chociaż starali się, chociaż ich sumienie, ich cała postawa lekarza buntowała się przeciwko takiemu traktowaniu innych. I właściwie one pozostają do dzisiejszego dnia wielkim wyzwaniem dla środowiska medycznego i też pewną lekcją dla lekarzy, w jakiejkolwiek sytuacji się znajdują, czym jest życie ludzkie, czym jest badanie, czym jest staranie się o poprawę warunków, o dobrostan innych osób i w jaki sposób to może być manipulowane, w jaki sposób to może być wykorzystywane.

Powiedzmy jeszcze o dość szczególnym obiekcie, który obecnie znajduje się w dziale zbiorów Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, o szklanych płytkach z próbkami.

Jest to bardzo wyjątkowa kolekcja, która jest dla nas jeszcze zagadką. Mianowicie w pudełkach, takich bardzo profesjonalnych, służących do przechowywania właśnie preparatów, umieszczone są na nich napisy: Hygiene Institut oraz KL Auschwitz II i daty 18 lipiec ‘42, 17 lipiec ‘42, blok 10. No moglibyśmy tutaj mieć podejrzenie, że chodzi o blok 10 w obozie macierzystym, ale wtedy w tym okresie Instytut Higieny tam nie działał, został założony dużo później. Więc prawdopodobnie ta duża kolekcja ponad 200 szklanych płytek z przygotowanymi preparatami do badań mikroskopowych mogła być pobrana od innych więźniów i z jakiegoś powodu przesłana do Berlina w celu poddania analizy. Niewiele wiemy na ten temat i z pewnością badania nad tematem Higieny Instytut i kontaktów pewnie w odstępie jakiegoś czasu przyniosą tutaj rozwiązanie zagadki tego obiektu.

Na koniec, co możemy powiedzieć o zeznaniach lekarzy esesmańskich pracujących w tym Instytucie podczas powojennych procesów?

Okazuje się, że jest to kolejna zbrodnia nieukarana. Jedynie kierownik Instytutu, Bruno Weber stanął przed sądem w 1947 roku w czasie procesu komendanta obozu Rudolfa Hössa. I posłuchajmy może fragmentu jego zeznania. Cytuję: „Chociaż rzadko odwiedzałem obóz, robiłem to tylko po to, by odwiedzić moje kwatery więźniów. Pracowało przy mnie około 80-90 więźniów obozu koncentracyjnego, w tym lekarze, technicy laboratoryjni i kilku pracowników terenowych, z których około połowa była Polakami, głównie pochodzenia żydowskiego. W lutym 1944 roku zostałem przeniesiony z powrotem do Berlina, ale okazjonalnie jeździłem do Rajska, aby wykonywać tam dodatkowe obowiązki nadzorcze. Czyniąc to, nigdy w żaden sposób nie odstąpiłem od zasad humanitaryzmu. Nie wykonywałem żadnych zastrzyków ani eksperymentów naruszających prawa człowieka. Nigdy nie słyszałem o żadnych przestępczych zastrzykach, które mogłyby zagrozić ludzkiemu życiu. Zwłaszcza takich, które mogłyby spowodować krzywdę, a nawet śmierć w związku z działalnością mojego Instytutu." Koniec cytatu. Jest to dosyć charakterystyczne oświadczenie, które znowu całą odpowiedzialność kieruje na innych. Może rzeczywiście Bruno Weber nie wstrzykiwał osobiście, ale była cała grupa, a przynajmniej kilku esesmanów, którzy wykonywali różnego rodzaju iniekcje i inne badania, które z pewnością nie miały na celu poprawy stanu zdrowia, a w wielu przypadkach przyczyniły się do śmierci więźniom. Pozostaje wiele zagadnień związanych z działaniem Instytutu i miejmy nadzieję, że przygotowane opracowania będą cennym uzupełnieniem naszej wiedzy o medycynie za drutami obozu koncentracyjnego.