Rozmiar czcionki:

MIEJSCE PAMIĘCI I MUZEUM AUSCHWITZ-BIRKENAU BYŁY NIEMIECKI NAZISTOWSKI
OBÓZ KONCENTRACYJNY I ZAGŁADY

Biurokracja i ludobójstwo – nowa publikacja Muzeum Auschwitz

Transkrypcja podcastu

Posłuchaj na: SPOTIFY | APPLE PODCAST

Nowa publikacja Muzeum „Biurokracja i Ludobójstwo” ukazuje administracyjny wymiar funkcjonowania niemieckiego nazistowskiego obozu Auschwitz w kontekście dokonywanej w nim zagłady. Materiał badawczy książki stanowi wyjątkowy zbiór dokumentów przechowywanych w archiwum, około 100 teczek personalnych esesmanów z załogi obozowej. O szczegółach tej publikacji opowiada jej autor dr Piotr Setkiewicz, kierownik Centrum Badań Muzeum Auschwitz.

W okresie funkcjonowania obozu Auschwitz w sumie służyło tam około 8200 esesmanów. W pana najnowszej publikacji „Biurokracja i Ludobójstwo” przygląda się pan szczególnemu zbiorowi dokumentów dotyczącemu około 100 akt osobowych esesmanów z załogi SS, którzy służyli w Auschwitz. Jak to się stało, że ten zasób przetrwał i nie został zniszczony?

My tego nie wiemy, można się jedynie domyślać, że te dokumenty zostały w jakiś sposób wydzielone i musiał ku temu istnieć jakiś cel. Patrząc na zawartość tych akt można dojść do wniosku, że były to akta, które tyczyły esesmanów, wobec których wszczęto postępowanie karne i sprawy te tyczyły prawdopodobnie przywłaszczenia mienia żydowskiego, co było karane i rozpatrywane przez władze obozowe czy też instancje z zewnątrz.

Wśród tych akt osobowych wyróżnia pan kilka grup dokumentów i pierwszą z nich są poświadczenia zapoznania się z dokumentami. Czym jest ten zespół dokumentów?

To są różnego rodzaju zaświadczenia czy poświadczenia, które były wymagane, to znaczy esesmani musieli potwierdzić własnoręcznym podpisem, że zapoznali się z treścią takiego czy innego rozkazu i dotyczą one różnych spraw, aczkolwiek nas pewnie najbardziej interesują te, które związek mają z zagładą i z masowymi morderstwami, bo wydaje się, że początkowo tylko pewna grupa esesmanów uznanych za tak zwanych zaprzysiężonych była zobowiązana do wypełnienia takich zaświadczeń. Byli to esesmani, którzy albo bezpośrednio brali udział w mordowaniu, zabijaniu ludzi w komorach gazowych, czyli mam tutaj na myśli personel krematoriów, łącznie z kommandoführerami odpowiedzialnymi za nadzorowanie pracy Sonderkommando, ale też wszyscy ci esesmani, którzy z jakiegoś powodu służbowego musieli przebywać na terenie krematoriów, komór gazowych w Birkenau od samego początku ich istnienia. We wrześniu 1942 roku wymagano od takich esesmanów podpisywania zobowiązań, że nigdy i w żadnym razie nie poinformują osób trzecich o szczególnych zadaniach, które zostały im powierzone. To byli esesmani, którzy na przykład byli na terenach krematoriów w związku z potrzebą zebrania i odwiezienia do magazynów obozowych Kanady wszelkich tych przedmiotów, które skonfiskowano zamordowanym Żydom. I tutaj chodzi rzecz jasna przede wszystkim o odzież, ale również o zawartość wszelkiego rodzaju walizek, które Żydzi mieli ze sobą, które albo zostały odebrane im jeszcze z chwilą przebycia na rampę w Auschwitz i wtedy tutaj chodziło o jakieś większe bagaże, ale też Żydom zezwalano na zabieranie ze sobą z rampy jakichś podręcznych toreb i również to mienie było przedmiotem konfiskaty ze strony esesmanów. Ktoś musiał tę pracę nadzorować i właśnie ci esesmani z Wydziału IV Administracyjnego mogli być na tym terenie i poświęcali ku temu specjalne zezwolenie.

Kolejną grupą dokumentów są opinie służbowe dotyczące głównie ewentualnych awansów czy poddań o urlop. Co z nich możemy wyczytać?

Tutaj zachodziła potrzeba nazwania jakoś tych obowiązków spełnianych przez esesmanów, za które w formie nagrody esesmani mogli otrzymywać urlopy. Dotyczyło to spraw esesmanów, którzy albo bezpośrednio nadzorowali pracę Sonderkommando na terenie krematoriów, albo z jakiegoś względu byli zaangażowani zwłaszcza w ewidencjonowanie owego mienia żydowskiego. Na tych blankietach będących wnioskami o urlop należało zaznaczyć, dlaczego, z jakiego konkretnego względu ten czy inny esesman powinien otrzymać ów urlop specjalny. I oczywiście nie można było wprost zaznaczyć, że ów esesman powinien otrzymać taki urlop ze względu na jego obowiązki związane z zabijaniem masowym ludzi w komorach gazowych. W związku z tym stosowano wszelakiego rodzaju eufemizmy i zazwyczaj były to sformułowania albo ujęte w nawiasie, albo ujęte w cudzysłów. W niektórych przypadkach takie urlopy specjalne łączono też ze zwykłymi urlopami taryfowymi i dzięki temu taki esesman mógł spędzić z bliskimi dłuższy czas. W takich sytuacjach w rubryce o tym wniosku urlopowym wpisywano zazwyczaj „Regelung von Familienangelegenheiten”, czyli uregulowanie spraw rodzinnych oraz właśnie taki jeszcze dodatkowo dopisek, który miał uwrażliwiać adiutanta komendanta, który takie wnioski właśnie aprobował, o kogo chodzi i że w takiej sytuacji nie powinien dziwić się, iż taki esesman otrzymuje tych specjalnych urlopów więcej. Zresztą jest to o tyle ciekawe, że pomijając fakt, iż rzeczywiście ci esesmanie otrzymywali takie specjalne urlopy częściej niż zwykli członkowie załogi obozu, to widać z owych wniosków, że urlopy specjalne przysługiwały także esesmanom w czasie, kiedy obowiązywała tzw. „Lagerspera”, czyli zakaz opuszczania obozu przez kogokolwiek, co wiązało się z wybuchem wielkiej epidemii tyfusu jesienią i na początku zimy 1942 roku, kiedy to generalnie rzecz biorąc esesmanom w ogóle nie udzielano urlopów, nawet nie zezwalano im na opuszczenie ścisłego terenu obozu. I w takich nawet sytuacjach komendantura obozu uznawała, że mimo wszystko takim właśnie esesmanom zaangażowanym w akcję Zagłady należą się również urlopy specjalne.

Do kolejnej grupy dokumentów, którymi pan zajmuje się w tej książce, wrócimy za chwilę, ale chciałam zapytać jeszcze o te sformułowania, które można wyczytać pomiędzy wierszami, które nie są nazywaniem spraw wprost, tylko zawoalowaną formą określenia Zagłady.

To są bardzo ciekawe fragmenty tych dokumentów, ponieważ stanowią one istotne uzupełnienie, jak sądzę, naszej wiedzy o sposobach ukrywania prawdy o masowej Zagładzie. Bo podobne, aczkolwiek nie do końca, sformułowania znaleźć można w wielu innych dokumentach nazistowskich i tutaj mam na myśli na przykład dokumenty z Centralnego Biura Budowlanego, gdzie o instalacjach służących Zagładzie pisze się jako o urządzeniach łaziebnych celem specjalnego traktowania. To słowo „specjalne traktowanie”, czy właściwie jego przedrostek „specjalny” bardzo często jest używany jako zamiennik, jako wyjaśnienie, w czym tak naprawdę rzecz. I interpretacja tych dość różnych w sumie sformułowań jednak dla tych wszystkich esesmanów, którzy zaznajomieni byli z powodami takich czy innych działań, była jasna. Wszyscy doskonale wiedzieli, o co chodzi, ale rozumieli też, że wprost o pewnych sprawach nie należy pisać. Niemniej, jeżeli właśnie, czy to w dokumentach budowlanych, czy podczas jakichś narad, w protokołach z tych narad, używano tego rodzaju sformułowań, to w tych aktach z kolei personalnych esesmanów, takich zwrotów jest już bardzo wiele i można je odnaleźć, czy to w opiniach służbowych, wystawianych cyklicznie dla poszczególnych esesmanów, czy też np. we wnioskach o nadanie wyższego stopnia służbowego, albo nadanie odznaczenia wojskowego. Tam trzeba było w jakiś sposób podkreślić, że ci esesmani spełniali szczególne obowiązki, że im zwłaszcza, im właśnie należą się takie, czy to awanse, czy odznaczenia. I wtedy nie było to pewnie jakoś szczególnie uregulowane odgórnie i po prostu pozostawiano tę kwestię osobom, które takie dokumenty sporządzały, ich inwencji twórczej. I w związku z tym tych typów poszczególnych sformułowań jest stosunkowo wiele, ale mając nawet zupełnie podstawową wiedzę o funkcjonowaniu obozu Auschwitz i dziś każdy, nie tylko historyk, ale nawet zwykły czytelnik może rozpoznać, co kryło się za tymi sformułowaniami. Tak np. bardzo często pojawia się w tych dokumentach zapis, iż esesman zasłużył na nagrodę, ponieważ brał udział w realizacji szczególnych zadań, albo przeprowadzał zadania specjalne. Brał udział w akcjach przesiedleńczych. To sformułowanie jest bardzo częste. W tychże, w blankietach wniosków urlopowych z kolei mowa jest o tym, iż esesman taki brał udział w akcji wysiedlania Żydów. „Aussendung der Juden”, albo stosowano po prostu taki skrót ADJ i tenże skrót umieszczano albo w nawiasie, albo w cudzysłowie. Więc to miało ewidentnie sygnalizować właśnie przełożonemu, że taki esesman brał udział w tego rodzaju szczególnych zadaniach i w związku z tym urlop powinien otrzymać. Czasami też stosowano sformułowanie „Akcja”, czyli po prostu, że ten esesman był zaangażowany w jakieś akcje, albo w „Akcję Reinhardt”, co już było dość wyraźną wskazówką, jakiego typu ów esesman wypełnia obowiązki itd., itd. Także, jak wspomniałem, tych zwrotów można w korespondencji esesmańskiej i w owych opiniach, zwłaszcza wystawianym esesmanom, znaleźć stosunkowo dużo, przynajmniej kilkanaście. I należy przyjąć, że one były bardzo łatwo rozpoznawalne przez esesmanów i ich przełożonych.

Jeszcze jedną osobną grupą dokumentów, które pan bada w książce „Biurokracja i Ludobójstwo” są akta sądowe z rozpraw, które wytaczano esesmanom. Co możemy powiedzieć o tych dokumentach? Jakiego rodzaju to były sprawy sądowe?

To były dokumenty, które, jak wspomniałem na początku, zapewne posłużyły jako powód dla wydzielenia tej grupy akt i ulokowania ich gdzie indziej. Być może np. w biurze tzw. oficera sądowego, Gericht Offizier, to był członek załogi obozu, który miał właśnie rozpatrywać tego rodzaju sprawy, poważniejsze przewinienia esesmanów. I tutaj najbardziej nas interesujące, czyli dotyczące zaboru mienia przez tych esesmanów, którzy mieli kontakt z ofiarami Zagłady. Zatem należy przypuszczać, że akta te zostały wydzielone z tego właśnie powodu, ponieważ początkowo nieszczególnie starano się ścigać tego rodzaju przewinienia do mniej więcej połowy 1943 roku. Takie wzmianki w aktach są dość rzadkie i wynika z tego, że albo patrzono na tego rodzaju proceder przez palce, albo po prostu starano się sprawy zbagatelizować. W dokumentach personalnych pojawiają się z tego okresu owszem takie partie akt, które to zaczęły w sytuacji, gdy rzeczywiście okazało się, że jakiś esesman przywłaszczył sobie mienie żydowskie, ale raczej kiedy to sprawa została upubliczniona poza obozem, czyli w sytuacji, kiedy już nie dało się tego zamieść pod dywan i wtedy musiano formalnie wdrożyć pewną procedurę, która miała służyć ukaraniu takiego esesmana.

Takich przypadków jest stosunkowo niewiele. Pewien esesman podczas urlopu w jakiejś piwiarni, pewnie pod wpływem alkoholu, opowiadał zebranym o sposobach, dzięki którym rozwiązuje się kwestię żydowską w Auschwitz, co jak zaznaczono mogło wzbudzić niepokój wśród cywilów w miejscowości, w której esesman ten przebywał na urlopie. Przypuszczalnie sporządzono po fakcie jakiś protokół policyjny i sprawę przekazano do rozpatrzenia w trybie dyscyplinarnym do komendantury obozu Auschwitz, ale tutaj okazało się, że też potraktowano ją niezbyt poważnie. To znaczy, jeśli nawet tam w wspomnianych przeze mnie na początku oświadczeniach o zapoznaniu się z poleceniami służbowymi mowa była o tym, że za ujawnienie tajemnicy państwowej czy służbowej grozi kara śmierci, to tutaj w przypadku tegoż właśnie esesmana skończyło się jedynie na surowej naganie. Prawdopodobnie można dojść do przekonania, że komendant Höss zdawał sobie z tego sprawę, iż literalne przestrzeganie owych zarządzeń w sytuacji, kiedy kilka tysięcy esesmanów styka się z cywilami, bywa na urlopach, przy różnych okazjach, spotkań rodzinnych i innych, utrzymanie tego, co dzieje się w Auschwitz w tajemnicy jest po prostu niemożliwe. Drugi taki przykład to esesman, który wybrał się na urlop, przyjechał do Katowic, prawdopodobnie tam musiał poczekać na połączenie kolejowe, w związku z tym zatrzymał się w tamtejszym hotelu. Rano spakował się i wyjechał, a pokojówka, która sprzątała jego pokój, zauważyła na stole pojemnik, w którym znalazła 10 złotych pierścionków. Jako praworządna obywatelka zgłosiła ten fakt miejscowemu posterunkowi policji, który to ustalił, kto zatrzymał się w tym pokoju poprzedniej nocy i stwierdziwszy to poinformował ów sąd SS, który zajmował się tego rodzaju sprawami poważniejszymi. Dla Auschwitz władnym do rozpatrywania tego rodzaju spraw był XV Sąd SS i Policji z Wrocławia, a właściwie jego placówka zamiejscowa w Katowicach. Więc tutaj musiano już sprawę formalnie doprowadzić do końca i rzeczywiście taka rozprawa się odbyła. Ów esesman tłumaczył się, że szedł sobie na służbę pewnego dnia i zauważył gdzieś tam przy drodze takie pudełko, które wydawało mu się, iż zawiera mydło. Zabrał je po prostu ze sobą i dopiero kiedy wrócił po służbie do swojej kwatery i otworzył to pudełko, tam znalazł te pierścionki.

I już chciał oczywiście oddać te przedmioty do specjalnego biura, gdzie przyjmuje się różnego rodzaju kosztowności. To też bardzo ciekawy epizod, czy motyw, bo okazuje się, że w Auschwitz musiał być takie biuro. Ponieważ już to biuro było zamknięte, no to zabrał pudełko ze sobą i następnego dnia w zamieszaniu towarzyszącym wyjazdowi na urlop. Tam esesmanom wówczas nakazywano przejść się przez procedurę dezynfekcji i tak dalej, i tak dalej, więc zapomniał sobie po prostu o tym znalezisku, zabrał ze sobą to pudełko i będąc w hotelu zostawił je na stole i po prostu wyjechał i zapomniał o całej sprawie. Sąd zastanawiając się na stopniem winy oskarżonego, doszedł do wniosku, że chyba tutaj jakieś poważne wykroczenie nie można wymówić z tego względu, że ów esesman widocznie nie traktował tego znaleziska jako coś istotnego i ważnego, bo w przeciwnym razie po powrocie z urlopu pewnie starałby się odzyskać te przedmioty. No i zresztą sąd również stwierdził, że esesman już od 1931 roku jest członkiem SS, w związku z tym jest starym esesmanem i towarzyszem partyjnym i z tego względu należy to traktować jako okoliczność łagodzącą. Także jeśli tego typu sprawy były rozpatrywane do jesieni mniej więcej 1943 roku, to raczej je bagatelizowano. Sytuacja uległa zmianie dopiero po przyjeździe do Auschwitz tak zwanej specjalnej komisji Konrada Morgena. Był to prokurator esesmański, który miał za zadanie ściganie tego rodzaju wykroczeń i to nie tylko w Auschwitz, ale wcześniej również odznaczył się, doprowadzając do skazania ważnych esesmanów, łącznie np. z komendantem w obozu na Majdanku. Jak zeznał on po wojnie, powodem dla którego wysłano go do Auschwitz był fakt znalezienia w korespondencji pewnego esesmana, czy właściwie paczce, w której on wysłał do domu, znaczącej ilości złota. I tutaj po przyjeździe do Auschwitz miał od razu dokonać rewizji. W szafkach esesmanów, zwłaszcza tych, którzy pełnili wówczas służbę Birkenau gdzieś tam na wartowni, no i tam ku swojemu zdumieniu znalazł przedmioty, które ewidentnie pochodziły z kradzieży. Nazwano to wówczas prawnie kradzieżą wojskową, co w tych konkretnych przypadkach należy interpretować jako po prostu zabór mienia Żydów zamordowanych w komorach gazowych. I rozpoczął on energiczne śledztwo. Prędko jednak okazało się, że istnieje pewna grupa esesmanów, którzy nie podlegają właściwie jego jurysdykcji. To są ci, którzy ustanowili obsadę krematoriów i sprawowali nadzór bezpośredni nad pracą Sonderkommand. W związku z tym tak naprawdę Morgan mógł zająć się sprawami esesmanów z innych jednostek organizacyjnych. Przede wszystkim z Wydziału IV, takiego referatu, który zajmował się administracją mieniem więźniarskim. To się nazywało Gefangenen- Eigentum- Verwaltung. Byli to esesmani odpowiedzialni z jednej strony za zbieranie czy nadzór na zbieranie przedmiotów czy bagaży ofiar, ale również ich ewidencjonowaniem i przeliczaniem. I oni mogli mieć dostęp do owych przedmiotów i najczęściej rzeczywiście korzystali z tego, to znaczy przywłaszczając sobie przedmioty wartościowe, ale też bardzo różne. Bo okazało się, że podczas rewizji w owych szafkach znajdowano czy to np. jakieś drobiazgi, jakieś perfumy, przedmioty ze skóry, etui na okulary, czy jakieś teczki, elementy bielizny, garderoby itd., itd. W związku z tym były to dowody w sprawie, które świadczyły ewidentnie właśnie o zaborze mienia żydowskiego. I sprawę tę przekazywano następnie do rozpatrzenia przed owym zamiejscowym oddziałem XV Sądu Policji i SS z siedzibą w Katowicach. Zachowały się w aktach esesmanów protokoły z pośrednictw sądowych i one bardzo precyzyjnie wskazują na to, jak doszło do owych kradzieży. A ponieważ w tych protokołach trzeba było jakoś nazwać okoliczności zdarzenia i wskazać miejsca, gdzie owe kradzieże miały miejsce, w związku z tym można na ich podstawie dokładnie stwierdzić nie tylko, że do takich czynów doszło, ale też kim byli esesmani, w jakim charakterze pojawiali się właśnie w pobliżu krematoriów i komór gazowych. Byli to głównie pracownicy owego referatu administracyjnym mieniem więźniarskim, którzy zabierali właściwie wszystko, co im padło w ręce, co stanowiło jakąś wartość. Starali się oni zazwyczaj w jakiejś mierze usprawiedliwiać. Często na przykład zaprzeczali w ogóle, że popełniali tego rodzaju czyny, że te przedmioty, które znaleziono u nich, to one są ich własnością prywatną i nie zostały zabrane z rejonu krematoriów. Ewentualnie również bagatelizowali znaczenie tych przedmiotów, twierdząc, że to są rzeczy, które są małe wartości tak naprawdę i gdybyśmy sobie ich nie wzięli, to pewnie gdzieś zginęłyby w kurzu lub w błocie. A dlatego one się tam znajdują, ponieważ Żydzi, którzy są tam doprowadzani, te przedmioty wyrzucają. Należy przyjąć, że albo esesmani zeznawali w taki właśnie sposób, używając tego rodzaju słów, albo w protokołach sądowych tak je zapisano, ale z pewnością członkowie składu orzekającego zawali sobie sprawę, że te przedmioty, po prostu tak Żydzi deportowani do obozu, tak sobie ich nie wyrzucali. Zdarzały się też przypadki, kiedy to po prostu esesmani ci przed sądem starali się dowieźć, że może rzeczywiście tutaj zabrali te rzeczy sprzed krematoriów, ale to nie jest tylko ich wina, bo właściwie to było ogólnie przyjęte w obozie. I że co prawda oni sobie przywłaszczyli takie to, a takie przedmioty, ale koledzy czynili to znacznie częściej i tych przedmiotów przywłaszczali sobie więcej. Jeden przykład jest szczególnie ciekawy, spośród wielu różnych przedmiotów, które zostały znalezione w kwaterze pewnego esesmana, to znalazły się takie jak na przykład artykuły żywnościowe, których z pewnością on nie mógł nabyć w żaden inny sposób, zatem musiał je zabrać z rejonu krematoriów. On bronił się w ten sposób, że miał on je w swoim posiadaniu, ponieważ to było w zwyczaju w Auschwitz. Obdarowywanie esesmanów takimi właśnie luksusowymi wiktuałami przy okazji na przykład Świąt Bożego Narodzenia. Albo ci esesmani, którzy przeszli jakąś poważniejszą chorobę, to też otrzymywali niejako w nagrodę takie artykuły żywnościowe. I tutaj sąd ze zdumieniem dowiedział się od innych świadków przesłuchiwanych w takich sprawach, że rzeczywiście w Auschwitz był taki zwyczaj, że na przykład w prezencie dla rodzin esesmanów od czasu do czasu przekazywano im gęsi, drób, tudzież jakieś konserwy, czy to mięsne, czy jarzyny itd. W związku z tym, skoro był to taki zwyczaj aprobowany przez komendanturę obozu, to przyjęto to do wiadomości i za to akurat owego esesmana nie oskarżano, ale u jego żony znaleziono też trzy futra i to drogie, które biegły powołany przez sąd kuśnierz ocalił ich wartość na około 5 tys. marek. Więc tenże esesman bronił się, że właściwie to on ich nie zabrał z obozu, lecz spotkał przypadkowo w restauracji w mieście pewnego cywila, który to zaoferował mu w sprzedaży te futra i on tam za w sumie dość niedużą kwotę 400 marek i kilka butelek wódki te futra od cywila nabył. No i tutaj sąd się zirytował, bo stwierdził, że pewnością coś takiego nie mogło mieć miejsca i że tak drogie futra o tak znacznej wartości nie mogły być zakupione tylko za 400 marek. Także ostatecznie rozpatrując takie sprawy, sąd starał się ocenić, w jakiej mierze okoliczności sprzyjały popełnieniu kradzieży lub nie. Starał się również dociec, czy istnieją jakieś okoliczności łagodzące. I tutaj co ciekawe, początkowo uważano długi staż pobytu w SS jako okoliczność łagodzącą właśnie, ale już potem okazało się, że sądy uznawały to za okoliczność obciążającą, ponieważ właśnie esesman, który długo służył w SS i który posiadał stopień wyższy od szeregowca, to on właśnie szczególnie powinien służyć jako wzór, jako przykład dla kolegów i z tego powodu popełniany przez niego czyn powinien być karany surowiej. Jeden z nich tłumaczył się, że uczynił tak, ponieważ jego żona od dłuższego czasu wskazywała na to, że tutaj inni esesmani, inne żony tych esesmanów otrzymują od nich różnego rodzaju prezenty, które oni zabierają z obozu i on w końcu po długich namowach żony nie mógł się ich oprzeć i rzeczywiście takie kradzieży dokonał. Co ciekawe, sąd uznał to za okoliczność łagodzącą. Ogólnie rzecz biorąc, zapadały tutaj wyroki dość surowe. W granicach dwóch lat obozu karnego i kara grzywny, z tym, że tę karę najczęściej esesmani mieli odbywać tylko częściowo, a potem mieli ponownie być skierowani do wypełniania obowiązków i resztę tej kary odcierpieć po wojnie. Zdarzały się też przypadki esesmanów, którzy nie tylko kradli różnego rodzaju przedmioty, ale też poważniejsze kwoty pieniędzy, czy to w markach, czy to w walutach obcych. Jeden z takich esesmanów wpadł na pomysł, ażeby zabrane z terenu krematoriów pieniądze w jakiś sposób, jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli, wyprać. To znaczy, ażeby trafiając na rachunek bankowy nie wzbudziło, taka transakcja, podejrzeń. Dlatego przekazał te pieniądze, to kwota około 10 tysięcy marek, czyli to bardzo dużo. To wielokrotny żołd, kilkuletni żołd esesmana. Przekazał ją swojemu koledze, ten kolega z kolei zawiózł te pieniądze swojemu ojcu, który prowadził taką firmę handlu bydłem w północnych Niemczech. No i tam pewnie po kilku jakichś ostrożnych przeksięgowaniach ostatecznie ojciec kolegi przekazał, czy przelał te pieniądze na rachunek bankowy tegoż esesmana. Z tym, że okazało się, że dochodzenie Komisji Morgana były na tyle szeroko zakrojone, że nie tylko przeszukiwano kwatery esesmanów w Auschwitz, ale również mieszkania ich żon czy bliskich w Niemczech i tam znajdywano tak rodzaju przedmioty. Tutaj analizowano też stan konta małżonków i okazało się rzeczywiście, że pojawiła się tutaj nagle taka duża kwota, co spowodowało, że nie sposób było temu zaprzeczać. Zarówno ten esesman, jak i ów kolega przyznali się do zaboru owego mienia. Jak tłumaczył się on, że w ten sposób starał się zapewnić na przyszłość byt w rodzinie, ale sąd nie uznał tego za wystarczający argument i skazał go rzeczywiście na 2 lata więzienia. Mamy też przykład nieco inny, to znaczy esesmana, u którego znaleziono kilka przedmiotów, jak się wydaje niezbyt wartościowych, ale które zdaniem sądu ewidentnie pochodziły z kradzieży wojskowej, czyli właśnie będących rezultatem zaboru mienia żydowskiego. Esesman ów tłumaczył się, że to były drobiazgi, że to były jakieś skórzane rękawiczki, jakaś czapka skórzana, ale generalnie rzecz biorąc on wykorzystywał te przedmioty do czynności służbowych i tak naprawdę gdyby chciał, to by mógł poprosić o przydział tych przedmiotów z magazynu esesmańskiego i pewnie by je otrzymał. A noże, które miał u siebie, to on odebrał owszem, odebrał Żydom, ale po pierwsze oni również, niektóre z nich gdzieś tam zostały odrzucone przez Żydów, a generalnie rzecz biorąc uczynił to dlatego, jak należy przypuszczać, aby po prostu mieć pewność, że ci Żydzi nie będą się owymi nożami bronili. No i tutaj sąd z zadowoleniem stwierdził, że ów esesman wcale nie usiłuje konfabulować, nie usiłuje pomniejszać swojej winy, tylko przyznaje się generalnie, rzecz biorąc do wszystkiego, że jest on również, co należy podkreślić, bohaterem wojennym, bo wcześniej służył on na froncie i w wyniku odniesionych ran został przeniesiony do Auschwitz. No i co chyba najważniejsze, to tylko dzięki współpracy ze strony oskarżonego można było mu postawić jakiekolwiek zarzuty, ponieważ tak się złożyło, że ostatnimi czasy wszystkie dowody rzeczowe, które zostały zgromadzone w tego rodzaju sprawach, spłonęły podczas pożaru, który miał miejsce w Auschwitz i tutaj należy sądzić, że ten pożar nie był dziełem przypadku. Także ostatecznie został skazany, tenże esesman na jedynie dwa tygodnie aresztu. To w jakiejś mierze oddaje praktykę sądową w tego rodzaju przypadkach, choć generalnie w większości ci esesmani, którzy zostali oskarżeni o zabór mienia żydowskiego, zaprzeczali wszystkim zarzutom lub starali się jakoś zminimalizować wagę swoich czynów. Co ciekawe również sąd kilkakrotnie w swoich orzeczeniach podkreślał, że te przedmioty odrzucone rzekomo przez Żydów powinny zostać zebrane i pieczę nad nimi powinien sprawować komendant obozu. Podkreślano, że widocznie zabrakło nadzoru, co było swego rodzaju krytyką ze strony postępowania oficerów z komendantury obozu, ale to właściwie nie miało to dalszego ciągu. Wśród historyków podnoszony jest fakt zwolnienia, wówczas  z pełnienia obowiązków Auschwitz, przez komendanta Rudolfa Hössa. Niektórzy sugerują, że być może właśnie miało to związek z rezultatami śledztwa prowadzonego przez Konrada Morgena. Z tym, że Höss jako osoba zbyt ważna, żeby mogła zostać ukarana, został owszem z Auschwitz przeniesiony, ale na wyższe stanowisko do Berlina. Stąd tą sprawę w taki sposób właśnie załatwiono. Fakt zniszczenia dowodów podczas owego pożaru był istotnym, jeśli wziąć pod uwagę możliwość wskazywania tych esesmanów. Co prawda do komisji Morgena napływały też donosy od kolegów, tudzież po prostu takie zeznania składali esesmani, u których znaleziono już jakieś przedmioty wskazujące na fakt ich zabrania z rejonu krematoriów, ale kiedy esesmani ci starali się bronić, wskazywali też na innych kolegów, którzy ich zdaniem też brali udział w takim procederze. I tutaj jeżeli komisja Morgena starała się prowadzić dochodzenia w takich sprawach w sytuacji, kiedy dowody uległy zniszczeniu, to pozostawały jedynie zeznania innych esesmanów i one, ponieważ nie mogły zostać w jakiś sposób potwierdzone, więc takie sprawy najczęściej umarzano. Rezultat wszystkich tych wysiłków ze strony prokuratorów Morgena nie był jakiś szczególnie imponujący, aczkolwiek dla nas, dla historyków dziś zawartość owych protokołów sądowych, akt spraw jest niezwykle istotna nawet w sytuacji, kiedy takich esesmanów nie udało się skazać, bo zawierają one potwierdzenie faktu, iż w Birkenau w owym czasie odbywała się Zagłada. Odbywała się Zagłada na wielką skalę, w związku z tym mnóstwo tego rodzaju przedmiotów było zbieranych i trafiało do magazynów obozowych, ale też bardzo wiele z nich ostatecznie było przywłaszczanych przez esesmanów, co wskazuje poniekąd na skalę owych zbrodni, na skalę deportacji i obrazuje iluż to ludzi do Auschwitz zostało przywiezionych, osadzonych lub zgładzonych.

Dokumenty, o których dziś rozmawialiśmy dotyczyły głównie esesmanów pracujących we wspomnianym już przez pana Wydziale IV Administracji Obozu. To był wydział, który był najbardziej rozbudowanym strukturalnie i liczebnościowo Wydziałem obozu w strukturze, który jednocześnie umożliwiał kradzieże. Wydaje się jednak, że nie tylko esesmani pracujący w tym Wydziale IV kradli mienie, czyniła to chyba, można takie założenie zrobić, większość esesmanów, o ile miała taką okazję. Czy możemy powiedzieć coś więcej na ten temat?

Nie wszyscy esesmani rzecz jasna mieli dostęp do, czy to magazynów tzw. Kanady, czy to do miejsc, w którym odbywała się Zagłada, ale różnego rodzaju przedmioty trafiały do nich często pośrednio. Zdarzało się też, że esesmani zazwyczaj sprawujący inne obowiązki lub usadowieni w strukturze obozu, w innych wydziałach, czy w kompaniach wartowniczych mieli też epizodycznie kontakt z tymi miejscami i mogli mieć też szansę na przywłaszczenie sobie tego rodzaju przedmiotów. Kilka przykładów, to esesman, który zajmował się zaopatrzeniem w różnego rodzaju artykuły żywnościowe kuchni esesmańskiej i on bywał na rampie, czy też w pobliżu komór gazowych po to, żeby sprawdzić, czy w bagażach ofiar nie znajdują się jeszcze tego rodzaju przedmioty, czy artykuły żywnościowe, które mogłyby zostać wykorzystane dla celów, czy to wyżywienia załogi. Gorszej jakości żywność trafiałać miała do kuchni więźniarskiej, a również część z nich np. do psiarni jako karma dla psów. Więc tenże esesman tam mógł być i korzystając z okazji, jak wynika z protokołów sądowych, również on przywłaszczał sobie tego rodzaju rzeczy. Również esesmani z Wydziału IV, ale nie będący zobowiązani do pełnienia służby na rampie, oni też mogli przywłaszczać sobie takie przedmioty, kiedy to byli odpowiedzialni za ich ewidencjonowanie, czyli np. przy prowadzeniu ewidencji kosztowności, która była składowana w magazynach Kanady, pieniędzy itd., więc oni również mieli ku temu okazję. Natomiast rzecz jasna w sytuacji, kiedy bagaże ofiar znajdowały się na rampie, to też dostęp do nich mieli esesmani z takiego komanda, które zajmowało się przyjmowaniem transportów, względnie esesmani, którzy byli kierowani na rampę jako wartownicy. Widać wyraźnie na zdjęciach wykonanych podczas selekcji transportu Żydów na rampie, że obok tych esesmanów, którzy niejako tak kręcą się pomiędzy przywiezionymi do obozu Żydami, to też w pewnej niewielkiej odległości od nich stoi taki kordon też esesmanów z kolei z karabinami. To są ci, którzy mieli na wszelki wypadek tam być i zareagować w sytuacji, gdyby doszło do jakiegoś niepokoju wśród przywiezionych Żydów. Także tych esesmanów było stosunkowo sporo, ale chyba najwięcej z nich, tych, którzy korzystali z mienia zamordowanych Żydów, to są tacy, do których te przedmioty trafiały drogą pośrednią. Czyli na przykład wymuszali niejako na więźniach, z którymi mieli styczność, ażeby ci dostarczali im w jakiś sposób te przedmioty. Chodzi na przykład o perfumy dla żony. Wtedy taki więzień nie miał innego wyjścia. Jak tylko postarać znaleźć kolegów, którzy pracowali w komandzie Kanada, żeby oni z kolei przemycili dla niego właśnie tego rodzaju przedmioty i wtedy tacy esesmani od tych więźniów je odbierali. Czy też po prostu mogli je dostać od jakichś tam kolegów. Na wielką skalę odbywał się przemyt alkoholu z magazynów Kanady i tutaj widać wyraźnie, że wśród tych zakwestionowanych alkoholi znajdują się też takie, które, jak na przykład rum, które generalnie rzecz biorąc nie mogły być dostępne w sklepach, czy w kantynie esesmańskiej. O wielkiej skali pijaństwa tutaj wśród załogi obozu, zwłaszcza Birkenau w tym okresie, doświadczą relacje samych więźniów, ale też niektórych esesmanów, którzy podkreślali, iż zwłaszcza od chwili rozpoczęcia tzw. „akcji węgierskiej”, że tutaj do obozu zaczęły napływać rzeczy wartościowe i alkohol lał się strumieniami. Esesmani stale byli właściwie pijani i to też znajduje potwierdzenie w dokumentach, o których mówiłem. Na przykład zamieszczono w nich notatki, które wskazują na to, iż kilku esesmanów pewnego dnia, w lipcu 1944 roku, zostali zatrzymani, ponieważ zachowywali się głośno w swoich kwaterach, wieczorem pili alkohol. Oni się tam w końcu tłumaczyli właśnie, że owszem, być może tak było, ale to dlatego, że ostatnimi czasy pełniłem służbę na rampie bardzo długo, tam 17-15 godzin, i dlatego czułem się bardzo zmęczony i stąd spożywałem alkohol z kolegami. Te dobra, które przewozili ze sobą Żydzi kierowani na Zagładę, były wówczas w obozie powszechnie dostępne. Jeden z esesmanów podawał taki cennik, ile kosztował rower. Różnego rodzaju przedmioty, których wartość była znacząco większa, ale w obozie wówczas można je było nabyć za zupełnie jakieś bagatelne kwoty. To wskazuje na skalę korupcji i też na, tak naprawdę, tolerowanie tego zjawiska przez komendanturę obozu, która w tej mierze nie robiła wiele lub niemalże nic.