Rozmiar czcionki:

MIEJSCE PAMIĘCI I MUZEUM AUSCHWITZ-BIRKENAU BYŁY NIEMIECKI NAZISTOWSKI
OBÓZ KONCENTRACYJNY I ZAGŁADY

67. rocznica wyzwolenia Auschwitz

Przemówienie Małgorzaty Omilanowskiej, Wiceminister Kultury i Dziedzictwa Narodowego

27-01-2012

Szanowni Państwo, byli więźniowie obozu Auschwitz-Birkenau, Wasze Ekscelencje Ambasadorowie, posłowie do Parlamentu Europejskiego, przedstawiciele władz samorządowych, pracownicy Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau – zwracam się do Państwa dziś, w 67. rocznicę wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau. Co roku powtarzamy te słowa: „wyzwolenie obozu”. Zadaję sobie jednak pytanie: co w tym straszliwym kontekście znaczy słowo „wyzwolenie”?

Wkraczający do obozu żołnierze Armii Czerwonej z pewnością byli przekonani, że wyzwalają pozostałych tam jeszcze więźniów. Równocześnie jednak musieli zmierzyć się z grozą tego miejsca, ze zbrodnią, której prawdziwych rozmiarów nawet się nie domyślali. Po nich z tą grozą mierzyć się musiała cała ludzkość. Historyczny fakt wyzwolenia obozu oznaczał więc początek drogi, którą wciąż podążamy – próbując zrozumieć coś, czego zrozumieć się nie da i mówić o czymś, dla czego nie ma słów w żadnym języku. Już nigdy nie wyzwolimy się od brzemienia Auschwitz. 27 stycznia 1945 roku obóz Auschwitz-Birkenau przestał bowiem istnieć jako zbrodnicza niemiecka fabryka śmierci, a zaczął jako wieczny wyrzut sumienia całej ludzkości.

Sławny jest gest Theodora Adorno, który porzucił w 1945 roku swą kompozytorską twórczość twierdząc, że „pisanie wierszy po Auschwitz jest barbarzyństwem”. Ale przecież od tego czasu tysiące artystów, pisarzy i filozofów próbowało zmierzyć się z grozą Auschwitz, z grozą Zagłady. Zwracają się ku niej wciąż nowe pokolenia, także ci, którzy urodzili się wiele lat po wojnie. Sztuka i myśl ludzka próbują oswoić traumę, jakiej dotąd ludzkość nie zaznała, chociaż artyści i myśliciele, tak jak każdy z nas, wiedzą dobrze, że tej traumy oswoić się nie da. Gdybyśmy jednak porzucili te bezradne starania, co by pozostało? Zapomnienie. Ale gdybyśmy zapomnieli o Auschwitz, cóż bylibyśmy warci…

A przecież zapominamy bezustannie. Z jednej strony pytamy: czy nie można było zrobić czegoś, żeby nigdy nie powstały niemieckie narodowosocjalistyczne fabryki śmierci i sowieckie gułagi, żeby nie doszło do Zagłady europejskich Żydów, Romów i Sinti, żeby nie mordowano milionami Polaków, Białorusinów, Ukraińców, Rosjan i członków tylu innych narodów? Myślimy może: gdybyśmy tylko mieli jeszcze jedną szansę – powstrzymalibyśmy rzeź. A z drugiej strony dokładnie w tym samym czasie, gdy stawiamy sobie te bolesne pytania, w różnych miejscach świata dokonuje się ludobójstwo.

Nie chcę jednak myśleć, że nieludzkie doświadczenie Auschwitz niczego nas nie nauczyło. Myślę, że niejeden raz to właśnie ono powstrzymało nas od nowych zbrodni, ale może to tylko naiwna wiara humanisty... Tak czy inaczej ten ciężar musimy już nieść zawsze, my wszyscy, którym dane jest żyć po Auschwitz.

Szczególny los przypadł w udziale mieszkańcom ziemi oświęcimskiej, którzy w miejscu, a czasem wbrew miejscu, gdzie było piekło, próbują tworzyć swój dom i swą małą ojczyznę, nie zapominając przecież o tym, co się tu stało. Docenić też trzeba codzienny wysiłek pracowników Muzeum, którzy temu miejscu i pielęgnowaniu pamięci o nim poświęcili zawodowe życie, energię i trudne emocje. Wciąż są wśród nas więźniowie Auschwitz i innych obozów koncentracyjnych i obozów zagłady. To oni jako jedyni pamiętają naprawdę. Pokłońmy się przed nimi.

W ciszy i skupieniu oddajmy hołd ofiarom, nigdy nie zapomnijmy o ich śmierci i cierpieniu i miejmy nadzieję, że jednak, mimo wszystko, nieludzkie doświadczenie Auschwitz przemieniło nas ku dobru... Jeżeli „wyzwolenie” w ogóle coś tu znaczy, to jedynie tyle...